Lubi zamieszać w garze

27 września 2016
Comments off
786 Views

Dominika Słowik z Dylowa Rządowego pod Pajęcznem zdobywa sławę dzięki udziale w programie MasterChef, emitowanym w TVN. Kulinarny kunszt odziedziczyła po mamie Teresie, której specjalnością jest ”najlepszy sernik na świecie”.


Fartuchy w kolejnej edycji MasterChefa otrzymało dwudziestu ośmiu kucharzy amatorów z całej Polski. Wśród nich znalazła się Dominika Słowik z Dylowa Rządowego.
Na udział w eliminacjach do programu namówiła ją jej imienniczka -Dominika – koleżanka ze studiów.
– Napisała do mnie trzy dni przed precastingiem smsa o treści ”Słowik do MasterChefa idziesz?”- opowiada Dominika Słowik. – Co ja do MasterChefa? Nie przeszłoby mi przez głowę, żeby się zgłosić. Ale zgodziłam się.

Dominika kunszt gotowania odziedziczyła po mamie Teresie

Dominika kunszt gotowania odziedziczyła po mamie Teresie

Na precasting wybrała się do Gdyni, gdzie wcześniej studiowała, przy okazji odwiedzając znajomych. Zawiozła tam swoją kulinarną perełkę – sernik z pietruszki.
– Z takim małym kawałeczkiem sernika pojechałam do Gdyni. Tam miałam rozmowę z szefami kuchni, którzy sprawdzali moją wiedzę kulinarną. Musieli sprawdzić czy ten sernik był zrobony przeze mnie, czy nie kupiłam go przypadkiem w jakiejś cukierni – mówi Dominika.
Zostałą zaproszona do głównego castingu. Dopiero tam odczyła stres.
– W 60 minut musiałam stworzyć danie. Miałam już pomysł i produkty przywiozłam swoje.
Podała kaczkę (wcześniej zamarynowaną w winie i occie balsamicznym), do tego puree z bobu z bazylią, sos porzeczkowy oraz buraczki z jabłkiem i estragonem.
– Jurorzy byli bardzo pod wrażeniem, nawet pan Michael, który nie lubi buraczków. Bardzo mu smakowały, stwierdził, że buraczki były na poziomie – opisuje Słowik.
Kunszt do gotowania ma po mamie Teresie, która gotowała dużo i często (Dominika ma piątkę rodzeństwa), w dodatku bardzo dobrą, polską kuchnię.
– Jak wyjechałam na studia to tej doskonałej, polskiej kuchni mi brakowało. Szczególnie, że wybrałąm studia w Trójmieście. Nie chciałam robić zupek chińskich, dlatego musiałam zacząć poważnie gotować.
Swoimi siłami próbowała najprostszych rzeczy i starała się dogonić mamę. Zakochała się szczególnie w polskiej kuchni. Od zawsze była osobą ciekawą nowych smaków. Zaraz po opanowaniu polskich specjałów zaczęła uczyć się kuchni włoskiej i francuskiej.
Jedyne czego bała się w programie to ekstremalnych zadań, których mogłaby nie zaakceptować.
– Najbardziej się bałam, co będzie jeśli będziemy mieć do przyrządzenia psa – zaznacza Dominika. – To byłoby ekstremalne i nie do zaakceptowania przeze mnie. Jak dla mnie pies jest moim przyjacielem i nie wyobrażam sobie, żebym miała przyrządzić z niego danie.
Pierwsze kroki w kuchni robiła będąc małą dziewczynką. Przyglądała się mamie, a potem próbowała sama coś stworzyć, albo chociaż zamieszać w garze…
– Gdy zaczynałam gotować miałam czasem wpadki, ale mama mi je wybaczała. Pamiętam jak robiąc murzynka, zapomniałam o proszku do pieczenia – wspomina.
Dopiero po wielu latach prób ma odwagę powiedzieć, że potrafi zrobić tak dobry sernik jak ten, który piecze jej mama – ”najlepszy sernik na świecie”.
– Jest puszysty i fantastyczny w smaku – chwali się Dominika.
Na co dzień mieszka i pracuje we Wrocławiu. Ale często odwiedza swój rodzinny dom w Dylowie. Zawsze czeka na nią dobra kolacja, którą przygotowuje mama. Potem to ona przejmuje stery w kuchni i zaczyna swoje popisy kulinarne. Często gotują razem, obalając mit, że tam gdzie więcej kucharek, mniej jedzenia…
– Mam talent – mówi bez ogródek. – Wiem, że dobrze gotuję.
Ta pewność siebie nie wynika z próżności, ale przede wszystkim z ogromnego bagażu doświadczeń. Jeszcze przed udziałem w programie Dominika wyjechała na wyprawę polarną. Na biegunie północnym gotowała dla polarników.
To fokę chyba pani musiała ugotować?
– Mięso foki podobno nie jest dobre.
Foka po polsku?
– To też jest jakiś pomysł – śmieje się Dominika. – Jednak wszystkie foki, a nawet niedźwiedzie są pod ochroną.
Dla polarników musiała gować dużo, dobrze i tłusto, bo wiadomo temperatury robią swoje. Polska kuchnia zatem bardzo im odpowiadała. Problem pojawił się dopiero wówczas, gdy Dominika musiała wracać z podróży. Polarnicy nie chcieli puścić jej do domu… Taki kucharz rzadko się zdarza.
– Zauroczyłam ich głównie polskimi zupami – podkreśla Dominika.
Czy polska kuchnia doprowadzi kucharkę rodem z Dylowa Rządowego do finału? Na to pytanie Dominika odpowiedzieć nie może.
– Myślę, że w polskiej kuchni jest ogromny potencjał, ale trzeba mieć też rozeznanie w innych kuchniach świata – mówi uczestniczka MasterChefa.
Dominika Słowik wychowała się w Dylowie, aż do końca liceum uczyła się w Pajęcznie. Ma duży szacunek do tego miejsca. Lubi wracać w rodzinne strony, z których pochodzą dania, zasługujące w jej ocenie na uwagę – na przykład parowańce, nazywane pampuchami, albo kluskami na parze, ale także woda śledziowa.
– Mało osób coś takiego jadło. Spotkałam się ze zdziwieniem, gdy taką potrawę komuś serwowałam – podkreśla.
Życie wszystko weryfikuje. Szybko dowiedziała się, że kierunek, który studiowała – oceanografia – nie jest pasją jej życia, a kuchnia właśnie. Za oceanografią nie tęskni. Wie, że kuchnia to jej żywioł.
– Teraz jestem już kucharzem i niech tak zostanie – kończy.
Teraz Dominika gotuje w pięciogwiazdkowym hotelu we Wrocławiu i nie wyobraża sobie już życia bez fartucha. Jej marzeniem jest gotowanie w różnych częściach świata, tak żeby móc spróbować jak największej ilości produktów, dań, poznać najwięcej smaków.

fot.: archiwum prywatne
fot.: TVN/Fokusmedia

Comments are closed.