Aktywna i modna kobieta przedsiębiorcza

12 października 2016
Comments off
634 Views

Renata Kosmęda zdobyła niedawno „Złotą Pętelkę” od Polskiej Akademii Mody. To niebywały sukces dla niej i jej firmy. Jej historia z modą zaczęła się już dawno. Wybierała pomiędzy szyciem a pracą inżyniera budowlanego. Jest żywiołową kobietą, nie tylko w pracy. Jest też wyrozumiałą i dumna mamą dwóch synów oraz szczęśliwą babcią trojga wnucząt.

Od spodni ze sztruksu do własnej firmy

Renata Kosmęda mówi, że jej historia z szyciem i modą jest bardzo dobrze znana wśród jej przyjaciół. Jak twierdzi, nic nie dzieje się z przypadku.
– Jako nastolatka bardzo zazdrościłam mojej koleżance, której mama szyła na maszynie – opowiada Renata Kosmęda. – Były to czasy, kiedy kompletnie nic nie można było kupić. Jednak jakieś tkaniny w sklepach były i koleżanka zawsze miała uszyte coś ładnego . Moja mama nie szyła, robiła na drutach, więc miałam jedynie ciekawe sweterki. Marzyłam z resztą o tym, żeby mieć maszynę. W tamtych czasach był to jednak dosyć duży wydatek. Mama spełniła moje marzenie i dostałam na któreś urodziny nowoczesną, wielofunkcyjną maszynę Łucznik. Można więc było wyszywać, przyszywać guziki, obszywać dziurki, obrzucać. Zaczęłam szyć sama na bazie wykrojów i opisów. Na początku były to rzeczy dla dzieci, ale szyłam też ubrania dla siebie. Mąż chciał, żeby uszyć mu spodnie, a to już było większym wyzwaniem. Mój chrzestny był bardzo dobrym krawcem, więc pojechałam do niego po szkolenie i udało się uszyć spodnie – wspomina.
Następnie nadszedł radosny czas urlopu wychowawczego. Niestety, wtedy był on bezpłatny. Renata Kosmęda mogła sobie na niego pozwolić, ponieważ jest z zawodu inżynierem budowlanym i tworzyła projekty wieczorami. Cały czas robiła też to, co najbardziej lubi, czyli szycie.
– Był to rok 81, wszędzie były puste pułki – wspomina bohaterka naszej rozmowy. – Uszyłam sobie wtedy spodnie ze sztruksu, kupionego za makulaturę. Koleżanki jak je zobaczyły to wypytywały, gdzie kupiłam takie fajne spodnie. Tłumaczyłam im więc, że spodnie uszyłam sama. Wtedy wszystkie zapragnęły mieć takie same i prosiły o uczycie. Spodnie zaczęłam też sprzedawać w wieluńskim komisie. No i tak zaczęło się od spodni ze sztruksu.
Po urlopie wychowawczym przygoda z szyciem nie skończyła się, a wręcz przeciwnie- nabrała rozwoju. Wtedy też pojawił się inny pomysł. Renata Kosmęda stanęła przed wyborem. Miała chwilę zawahania. Jednak dziś niczego nie żałuje.
– Po urlopie wychowawczym poszłam do szkoły budowlanej uczyć przedmiotów z zawodu. Wtedy miałam też więcej czasu ze względu na wakacje, ferie, nie za dużo godzin i wtedy właśnie rozwijało się to moje krawiectwo. Pod koniec lat 90 weszło dziewiarstwo. Dzięki temu, że potrzebowałam kawałek dzianiny do projekcji koszul, trafiłam na człowieka, który był programistą i on mnie namówił na dziewiarstwo. Początki były bardzo trudne, ale w tej chwili tego nie żałuję, bo to dziewiarstwo funkcjonuje coraz lepiej.
Renata Kosmęda otworzyła więc firmę. Jak mówi początki nie były takie łatwe, ale z czasem zysk stawał się widoczny. Drugą opcja, której nie wybrała, to również otworzenie firmy, ale o innym charakterze.
– Był również zamysł w moim życiu, żeby otworzyć firmę budowlaną z kolegą – wspomina Kosmęda. – Dobrze, że tego nie zrobiliśmy, bo było to przed zmianami wprowadzonymi przez Balcerowicza. Gdybyśmy zaciągnęli kredyt na działalność gospodarczą przy tak szalonym oprocentowaniu, myślę, że nie wyszłoby nam to – zauważa.

Wyrozumiała mama

Renata Kosmęda jest mamą dwóch synów. Oni mają już swoje rodziny. Jeden z nich pracuje w firmie, ale mieszka we Wrocławiu. Tam też skończył ekonomię. Dzięki swojej wiedzy wprowadził komputerową księgowość do firmy i wiele udogodnień. Drugi syn skończył prawo we Wrocławiu, zrobił aplikację i obecnie mieszka i pracuje w Warszawie.
Renata Kosmęda jest więc dumną mamą. Nasuwa się pytanie, jak wychowywała synów? Była rygorystyczną czy raczej „wyluzowaną” mamą?
– Miałam bardzo rygorystycznego ojca z twardymi zasadami. Uważał, że są one jedyne i właściwe – wspomina Kosmęda. – Dlatego ja swoich dzieci tak nie wychowywałam. Miałam do nich duże zaufanie. Nie stosowałam żadnych kar. Zawsze rozmawialiśmy o wszystkim, mieliśmy dobry kontakt. Zdecydowanie pozwalałam im na dużo więcej. Na pewno wpływ na to miało wychowanie mojego taty. Zawsze powtarzał, że muszę mieć najlepsze oceny. Dzięki temu skończyłam liceum z wyróżnieniem i mogłam bez zdawania egzaminu wybrać sobie studia. Dodam, że czwórka nie była dobrą oceną dla taty. Ja z kolei odpuściłam, jeżeli chodzi o naukę moich synów. Powiedziałam, żeby uczyli się tego, co ich interesuje. Najbardziej stawiałam na naukę języków obcych i naprawdę o to zadbałam. Moi synowie wyjeżdżali na kursy zagraniczne – dodaje.
Te sposoby wychowania okazały się owocne. Dziś Renata Kosmęda jest dumna ze swoich synów. Należy podkreślić, że znajomość języków obcych bardzo ułatwiła im ścieżkę zawodową.

Zawsze trzeba znaleźć czas dla siebie

Renata Kosmęda mimo tego, że ma bardzo dużo obowiązków, potrafi znaleźć czas dla siebie, na urlop, wyjazd, przyjemności. Jest osobą bardzo aktywną, również podczas urlopu. Nie wyobraża sobie leżeć przez tydzień i nic nie robić.
– Jak ktoś mówi, że na nic nie ma czasu, to do końca nie jest prawda – mówi Kosmęda. – Wiem, że jak sobie dobrze zorganizuję czas to wszystko uda się zrobić. Odpoczywam czynnie, bardzo lubię jeździć na rowerze, na nartach. Lubię jeździć i zwiedzać, ale muszę powiedzieć, że zwiedzanie przez dłuższy czas mnie męczy, ale też nie wyobrażam sobie urlopu, podczas którego miałabym tylko leżeć na plaży i siedzieć przy barze. Lubię jeździć na turnusy, gdzie jest dużo zajęć ruchowych. Nawet jak wyjeżdżam sama, czas spędzam aktywnie. Teraz, niestety, tych wyjazdów jest mniej. Jak dzieci były młodsze wyjeżdżaliśmy częściej na narty czy kajaki. Sama wiem, że potrafię mieć czas na wszystko, a jak wpadnę w jakąś taką stagnację to nie mam czasu na nic – zauważa.
Renata Kosmęda jest zdania, że jeżeli ktoś naprawdę chce, to potrafi znaleźć czas na wszystko. To uświadomiła sobie także podczas przykrych doświadczeń, jakie ją spotkały. Chodzi o chorobę, która na długi czas zatrzymała ją w szpitalu.
– Miałam trudny okres i dużo pracy, tak w zasadzie to była ucieczka w pracę, co niestety skończyło się poważną chorobą, którą przeszłam siedem lat temu – wspomina przykry czas rozmówczyni. – Dopiero wtedy okazało się, co to znaczy „nie mam czasu”. Zachorowałam w ciągu półtora roku, byłam na trzymiesięcznym urlopie w szpitalu, oczywiście okresowo, bo wracałam. Wtedy okazało się, że można. Firma funkcjonowała, a mnie nie było przez trzy miesiące. To co to znaczy, że nie można wyjechać na tydzień? – pyta retorycznie.
Choroba też uświadomiła właścicielce firmy, że należy doceniać każdy dzień i cieszyć się z tego, co się ma.
– Choroba na pewno czegoś mnie nauczyła. Każdego dnia jak się budzę, to cieszę się, że żyję… – mówi Renata Kosmęda.

Stosunek do ludzi i wiara w…

Renata Kosmęda praktycznie cały czas otacza się ludźmi, a przede wszystkim z nimi pracuje. Są pewne cechy osobowości, które bardzo drażnią ją u innych.
– To co najbardziej drażni mnie u ludzi to zatruwanie sobie życia błahostkami, zazdrość, której nienawidzę – podkreśla Kosmęda. – Po co mam zazdrościć koleżance, że ona ma dom, a ja go nie mam? Jej celem było zbudowanie sobie domu. Dla mnie na przykład ważniejsze były wyjazdy i zwiedzanie. Zazdrość i zawiść to są dwie rzeczy, których u ludzi nienawidzę. Nie mogę zrozumieć dlaczego tak jest. Bardzo jest dla mnie przykre, kiedy ludzie celowo robią sobie na złość. I tak, niestety, robią też osoby wierzące. Ludzie biegają do kościoła, modlą się, a potem wychodzą i obgadują innych i robią im na złość.
Renata Kosmęda nikomu nie zazdrości, nie rzuca przysłowiowej kłody pod nogi, tylko stara się żyć ze wszystkimi w zgodzie. A jak jest z wiarą?
– Jestem osobą wierzącą, ale nie praktykująca – mówi. – Lubię chodzić do kościoła, ale nie wtedy, kiedy jest wypełniony ludźmi, ale wtedy, gdy jest pusty. Wprowadzanie polityki do kościoła i zachowanie księży zrażają mnie. Poza tym nie lubię przebywać w tłumie. Nie byłam na żadnej pielgrzymce, jak przyjeżdżał papież, ponieważ nie wyobrażam sobie stać w miejscu, gdzie znajduje się mnóstwo ludzi. Wiara człowiekowi pomaga, niezależnie w jakiego Boga wierzą. Wiara czyni cuda i to jest prawda – twierdzi.
Świat pozamaterialny interesuje bardzo właścicielkę firmy. Lubi także poznawać ciekawe sposoby na życie.
– Interesuje się także sprawami pozamaterialnymi, sposobami na życie, takimi jak metoda Silvy – mówi o swoich zainteresowaniach Renata Kosmęda. – Byłam na kilku kursach. To też pomagało mi podczas mojej choroby, ale w ogóle w życiu. Pewne rzeczy możemy sobie wizualizować i później dążyć do tego, żeby to się spełniło. Silva to z resztą bardzo ciekawy człowiek, który zaczął pracować ze swoimi dziećmi, które w szkole uważane były jako mało inteligentne, niezdolne, nie potrafiące osiągnąć dobrych rezultatów. On udowodnił nauczycielom, że jest to nieprawda, że jest to kwestia ich podejścia do uczniów, że oni nie potrafią wydobyć z nich pozytywnych stron. Ponadto ludzie, którzy potrafią wprowadzać się w stan alfa, co czasami jest niebezpieczne, potrafią sami zatamować krew z tętnicy. Silva przekazuje właśnie przez swoją naukę, że umysł ludzki jest wykorzystywany w niewielu procentach. Jak ktoś wytłumaczy, że zatamuje sobie krew z tętnicy? Jest to siła umysłu. Myślę, ze jest to bardzo ważne, aby wykorzystywać umiejętności swojego umysłu w dobrych celach.
***
Renata Kosmęda żyje w zgodzie z samą sobą i z otaczającym ją światem. Potrafi współpracować z ludźmi i odpowiednio zarządzać firmą. Prywatnie jest ciepłą mamą i babcią. Zawsze jest aktywna, nawet podczas odpoczynku. Cieszy się każdym dniem i nie zaprząta myśli błahostkami.

fot. WassFoto

Comments are closed.