Obraz mówi mocniej od słowa

19 października 2016
Comments off
631 Views

Rodzaj uprawianego przez artystę malarstwa nazywany jest Nadrealizmem Polskim. Malarz w swym dziele, szuka cech świadczących o odrębności naszej kultury i podkreśla jej wyjątkowy charakter.
Twórczość swoją, Daniel Pielucha prezentował na wystawach indywidualnych między innymi w Katowicach, Oświęcimiu, Częstochowie, Sieradzu, Gnieźnie, Iławie. Sztukę polską reprezentował także na wystawach zbiorowych w Berlinie, Sztokholmie, Nowym Jorku i Meksyku. Aktualnie wystawę jego dzieł można podziwiać w Muzeum Ziemi Wieluńskiej.

Urodził się w 1959 roku w Wieluniu. Mieszka w Działoszynie. Ukończył Akademię Sztuk Pięknych im Jana Matejki w Krakowie, gdzie 1985 roku uzyskał dyplom na Wydziale Grafiki w Katowicach.
Współczesny polski twórca, malujący olejem na płótnie. Daniel Pielucha w sposób nietuzinkowy, trafny, z szacunkiem podchodzący do malarskiej tradycji, ukazuje światu swoje komentarze do Polskiej rzeczywistości, a jego nadrealistyczne wizje, mają w sobie przejmującą trafność.
Formą jego twórczości jest olejne malarstwo sztalugowe, a styl jaki reprezentuje to realizm, a nawet nadrealizm. Ludowość wsi polskiej, wierzenia i obyczaje to sceneria jego wizji malarskich, w których wyraża swój stosunek do współczesnego świata i egzystencji drugiego człowieka.
Inspiracje znajduje w odchodzącym pejzażu naszej prowincji, w przyrodzie i człowieku w związku z czym chętnie uczestniczy w w najważniejszych plenerach sztuki figuratywnej.
Inspirują go właśnie plenery, nowi ludzie i nowe miejsca. Uważa, że nowe obrazy najlepiej się tworzy podczas podróży, wtedy też tworzą się nowe pomysły.
Obraz znajdujący się na wystawie „Ostatnia Wieczerza” był zamierzony. Pomysł na ten obraz zrodził się kilkanaście lat temu na plenerze w Kamionie podczas ostatniej kolacji z Jerzym Dudą – Graczem.
– Wiedziałem zawsze , że obraz mówi mocniej od słowa i powiedziałem sobie wtedy, że namaluję taki obraz. A, że to było w takiej fajnej scenerii, bo odbywało się tam wesele, tym bardziej mnie przekonywało. Duda wtedy cieszył się, że  jeszcze zobaczy Wartę. Posiedzieliśmy tam długo na grillu nad rzeką. Napisałem o tym we wspomnieniu o Dudzie – Graczu, a teraz to namalowałem. To nie jest oglądanie przez niego Warty, ale to taki mocny obrazek z ludźmi, niekoniecznie tymi którzy tam byli. Później to już jest taka imaginacja. Zacząłem od aktów, które są  na pierwszym planie i te akty ustawiły mi kompozycję. Lubię barok, lubię ciało malować. Później to już poszło, później postacie, pewna symbolika – opowiada artysta.
Według Daniela Pieluchy, artysta, malarz powinien trochę prowokować, żeby zwracał na siebie uwagę.
– Skromność, jest trochę grzechem u malarza. Oczywiście wszystko trzeba ważyć, ale moje obrazy są różne zawsze zaskakują – dodaje.
Wszystkie jego obrazy są osadzone w przepięknych ramach, a to jak mówi artysta wynika z szacunku do odbiorcy.
– Szanuję swoją pracę i szanuję odbiorcę, który przychodzi oglądać obrazy. Ja to robię z przekonaniem i oczekuję szacunku do pracy i tego wysiłku intelektualnego. Wiszą w muzeum, w godnym miejscu, powinny być dobrze wyeksponowane, oświetlone i przyciągać uwagę – mówi malarz.
Stworzone w duchu nadrealizmu prace przedstawiające przede wszystkim ludzi, pejzaże oraz elementy świata zwierzęcego wywierają ogromne wrażenie. Artysta cieszy się z możliwości prezentacji swoich obrazów w rodzinnym mieście i podkreśla znaczenie kultury w życiu codziennym.
– Tu się mieszka, tu się żyje, tym się oddycha i ta wystawa musiała dorosnąć do tego żeby się pojawić w muzeum. Poniekąd jest to wystawa o moim dzieciństwie, o Warcie, o tym jak się człowiek uczy wrażliwości, postrzeganiu świata i ludzi, o tym jak rozwijała się moja wyobraźnia – wymienia Pielucha.
Podkreśla również, że malarz to twórca, jeśli wnosi  jakąś wartość do obrazu.
– Sztuka stanowi o wartości naszej kultury i każdego z osobna, jak również kultury narodu. Artysta to ktoś, kto boksuje się ze światem o naszą tożsamość, o naszą historię, tylko trochę na innym ringu – przekonuje Daniel Pielucha.
Gdy rodzą się pomysły na temat obrazu, zapisuje je w  pamięci, albo od razu robi szkic. Nigdy nie maluje w pustce. Zawsze jest to wypełnione jakąś muzyką, przeróżną, bo to też się zmienia – zauważa i dodaje – muzyka może też inspirować do tworzenia. Zaznacza także, że aby się utrzymać kilka, kilkanaście godzin przy płótnie, to musi być temat, który go angażuje i absorbuje. Wtedy pewne rzeczy wychodzą w trakcie i pomysły przychodzą same. Według artysty talent w sztuce jest zmienny i przeróżne czynniki mają wpływ na karierę malarza.
– Bardzo często są to przypadki. W większości to szczęście, potem praca i talent. Na przykład Mona Lisa przeleżała setki lat w Luwrze zanim ktoś ją zauważył i powiedział, że jest genialna. To jest tak, że malarz może być doceniony za wcześnie, bądź za późno – rozwodzi się artysta.
Bardzo lubi przebywać na plenerach. Z rozrzewnieniem wspomina wrześniowy w Borach Tucholskich, który udał się wyśmienicie.
– Był koncert Renaty Zarębskiej, było wielu gości, sprzedawaliśmy obrazy, co też ważne, bo ludzie przychodzą i widzą, niekoniecznie chcą kupić. Przyjechali specjalnie, bo wiedzieli, że są malarze, że jest koncert. Mam wiele takich fajnych miejsc w których malarz jest doceniany. Mecenat sztuki zrodził się z ludzi, którzy potrafią się pochylić nad tym co robimy.
Malarz Jan Wołek opisał go jako krwistego, pewnego siebie i swoich umiejętności malarza.
– Jest wirtuozem, który gra, to co mu w duszy gra, bez najmniejszych oporów ze strony warsztatu. Malarzem, który potrafi świadomie powściągnąć „twórcze swędzenie” i zatrzymać się na etapie zwykłego pejzażu, gdy ma taką potrzebę, albo „odjechać” w takie rejony myślenia i przedstawiania, których implikacji mogę się tylko domyślać, bo naprawdę trudno jest wejść w cudze buty. Ale ideowej negacji korzeni w Danku nie widzę ani trochę.
– Artysta stosuje warsztat chromatyczny, co oznacza, ze posługuje się na prawach iście renesansowej koordynacji rysunkiem, będącym „uczciwością sztuki” i wyrazem zainteresowania kształtem rzeczywistości – mówił o nim Jerzy Madeyski  – w czym nic dziwnego, zważywszy, że jest z wykształcenia grafikiem, który przeszedł na pozycję malarza-grafika, niosącą oraz kształtującą emocje barwą i światłem(…) Najchętniej stosuje wąską, niekiedy monochromatyczna gamę zredukowaną do subtelnych niuansów przestrzennych błękitów i szarości bądź prześwietlonych słonecznym blaskiem delikatnych ugrów i żółcieni z niewielkimi akcentami dźwięcznych różów. Gładka bądź puszysta faktura podkreśla strukturę i wymowę obrazów o znacznych walorach dekoracyjnych w dobrym tego słowa znaczeniu.
Odrębność kulturalna Polski jest jednym z tematów poruszanych w dziełach przez artystę. Często podkreśla jej wyjątkowy charakter oddając wielki szacunek dla warsztatu i historii polskiego malarstwa. Warsztat Daniela Pieluchy może zadowolić najbardziej nawet wybrednego konesera, zaś artystyczna biegłość, oraz mistrzowskie opanowanie rzemiosła jest samo w sobie cenną i coraz częściej docenianą wartością estetyczną.

fot. Anna Pawełczyk

Comments are closed.