Sport nie zapewnia stabilności finansowej. Wybieram jednostki specjalne

25 stycznia 2017
Comments off
201 Views

Ma 25 lat. Magister sportu. Trener z I i II poziomem szkoleń w Akademii Mistrzostwa Sportowego. Kapitan MKS-u i trener drużyny dziecięcej. Na co dzień trener na siłowni. Maciej Torchała, bo o nim mowa, jest zadowolony ze swoich dotychczasowych osiągnięć. Jednak jak mówi, najwyższy czas pomyśleć o przyszłości i zapewnić sobie stabilność finansową, ponieważ pierwsza liga wcale nie wiąże się z zarabianiem kokosów. W ten oto sposób, podjął on decyzję o wstąpieniu do jednostek specjalnych. O początkach kariery, trudnych decyzjach, a także rozczarowaniach, rozsądnych wyborach i obawach z nimi związanych z Maciejem Torchałą, znanym wszystkim jako „Żelu” rozmawia Natalia Ptak

 

Jak się zaczęła twoja przygoda ze sportem? Kiedy zapadła decyzja, że wybierasz piłkę ręczną i jej chcesz się poświęcić?

13 lat temu podjąłem decyzję, aby pójść w sport. Tata grał w piłkę nożną, wujek w piłkę ręczną. Na początku wybrałem piłkę nożną. Nie do końca mi się spodobało. Kilka dni później poszedłem więc na piłkę ręczną no i od tego momentu klamka zapadła i wybrałem właśnie treningi piłki ręcznej

Czyli taką stabilną decyzję o treningach podjąłeś w wieku 12, 13 lat.

No początek mojego grania to właśnie 12 lat.

Mówi się często, że dziecko, aby sprawdziło się w jakimś sporcie, to powinno zacząć ćwiczyć już jako kilkulatek. Ty jednak , patrząc na twoje osiągnięcia, łamiesz tę zasadę.

Zawsze grałem w piłkę z chłopakami pod blokiem. Więc jakiś tam kontakt ze sportem był dużo wcześniej. Tata patrząc przez okno śmiał się, że nie umiem biegać. I może początkowo tak to wyglądało, bo często stałem jedynie pod bramką i czekałem, aż mi podadzą piłkę. Z czasem jednak tego ruchu było więcej i coraz bardziej się przekonywałem i coraz więcej rzeczy potrafiłem zrobić. Zacząłem biegać na krótkie dystanse. I jakoś tak w tym sporcie zacząłem się sprawdzać.

Jesteś związany z klubem MKS Wieluń. Kiedy zaczęła się twoja przygoda z tym klubem.

To jest mój klub macierzysty. Tu zacząłem swoje treningi 13 lat temu, u pani Mirosławy Morawiak. Na początku bardzo się zaangażowałem. Dawałem z siebie ile tylko mogłem. Dołączyłem również do starszej grupy. Troszkę grałem z rocznikiem 90. Później dochodziły też zawody indywidualne sportowe, gdzie tak jak już wcześniej wspomniałem dochodziły te krótkie biegi. Wszystko tak się toczyło do momentu zakończenia nauki w I LO w Wieluniu.

Wspomniałeś, że dawałeś z siebie, ile mogłeś. Co to znaczy? Jak to się przekładało na treningi? Ile tej pracy faktycznie trzeba w te treningi włożyć, aby coś osiągnąć?

Starałem się wykorzystywać każdy moment. Kiedy był czas na naukę, to był czas na naukę. Ale musiałem znaleźć w każdym momencie czas na trening. Przez te osiem, dziewięć lat kiedy grałem za czasów szkolnych, to jedynie przez chorobę może opuściłem więcej treningów. Przez to natomiast, żeby się więcej pouczyć, to na palcach jednej ręki można policzyć. Dodatkowo sam, ile mogłem, po piwnicach, po siłowniach bocznych, to ćwiczyłem.

Jak twoje życie się zmieniło po zakończeniu nauki w liceum?

Dostałem się na AWF wrocławski. Udało mi się dostać do drużyny Pogoń Oleśnica. Tam już było kilku chłopaków z Wielunia. Też się śmiali z tamtego miejscowego klubu, że wszyscy, którzy przychodzą z Wielunia, to dodatkowo na Starych Sadach mieszkają. W tym klubie grałem rok. Później się reaktywował klub Śląsk Wrocław. Z większością zespołu przenieśliśmy się do tego klubu. Przez półtorej sezonu reprezentowałem barwy Śląska Wrocław. Kolejna moja decyzja to był powrót do Wielunia, gdzie powstała seniorska grupa piłki ręcznej. Stwierdziłem, że gdzie lepiej mi będzie jak w domu.

Należałoby dodać, że zostałeś kapitanem MKS-u. Czy ciężko pełnić taką funkcję ? Wieluń nie jest jakimś dużym miastem, natomiast podejmujecie różne drużyny i jakby nie patrzeć, dajecie radę.

Z wieloma chłopakami miałem dobry kontakt zawsze. Oczywiście zdarzały się lepsze i gorsze chwile. Należę jednak do osób, które starają się postawić na swoim. Potrafię rozmawiać, dowiedzieć się o co komu chodzi, co kto potrzebuje i jakoś to wszystko razem połączyć. Od zawsze dobrze pracowało mi się w grupie. To był taki motyw, gdzie na każdym etapie mi wychodziło, bo z każdym potrafiłem się dogadać.

Najlepszym przykładem na to jest fakt, że przyjąłeś pod swoje skrzydła dzieciaki. Jak się czujesz jako trener ?

Zawsze miałem dobry kontakt z dziećmi. Mimo tego, że jestem jedynakiem spędzałem dużo czasu w grupach. Ferie czy wakacje spędzaliśmy u babci i ile się tylko dało, starałem się mieć kontakt z rówieśnikami. Jak przeszedłem do pracy z dziećmi, to od początku dobrze się rozumieliśmy. Nie bez znaczenia pewnie jest to, że nie byłem nigdy uległy. Poprzez tą stanowczość dzieci czuły, że nie można trenera zmanipulować i robić, co się chce. Treningi bardzo dobrze mi się prowadzi.

Mimo wszystko, wybrałeś wojsko. Nie jest ci żal zostawiać podopiecznych ?

Bardzo mi szkoda opuszczać tę drużynę. Jest mi bardzo żal. Półtorej roku pracy z dziećmi. Jak zaczynałem, niektórzy nie mieli w ogóle kontaktu z piłką ręczną Teraz widzę, gdy gramy na treningu, jakie poczynili postępy. Szkoda, że nie będę mógł ich poprowadzić w żadnym meczu. Mam jednak nadzieję, że jak kiedyś przyjadę, to zobaczę jak grają i będę miał takie poczucie, że miałem udział w tym ich sukcesie.

Jakby nie patrzeć, rezygnujesz z wielu rzeczy…

13 lat gry w piłkę ręczną… ale już po tamtym sezonie myślałem, że to będzie mój koniec. Namówili mnie, bo jednak przyszła oferta z tej pierwszej ligi. Chciałem spróbować swoich sił. Będąc w Śląsku byliśmy w tej pierwszej lidze, no… ale przez pół sezonu nie zostałem wpuszczony na boisko.

To jednak chyba jest spore rozczarowanie?

Trenowaliśmy siedem dni w tygodniu plus mecze. Byłem na każdym treningu. Niestety, nie dostałem okazji. Przyszedłem tutaj i wszyscy mnie przywitali jak swojego. Nie ważne, że wracam po kilku latach. Każdy dawał mi szansę, nie patrzono na mnie z góry, że o przyszedł chłopak z zewnątrz i on musi teraz sobie zapracować. Oczywiście pracowałem na to, żeby mieć tę pozycję, ale nie było żadnego poniżania, wywyższania. Od razu byłem równy. A tam w Śląsku jedynym problemem było to, że ludzi niektórych traktowano jak maszyny. Masz zrobić to, masz zrobić tamto. W Wieluniu jednak jest rodzinna atmosfera i tego będzie mi szkoda zostawiać.

Wspomniałeś o tym, że już w ubiegłym roku myślałeś o zakończeniu kariery w piłce ręcznej. Czy wtedy już gdzieś w twojej głowie był pomysł rzucenia kariery sportowej dla wojska?

Nie. Wtedy jeszcze nie myślałem o tym. Dopiero w połowie ubiegłego roku dowiedziałem się o możliwości wstąpienia jako cywil do jednostek specjalnych. Był to pierwszy nabór. Początkowo nie myślałem o tym jakoś bardzo poważnie. Wiedziałem natomiast, że muszę naprawdę coś ułożyć w swoim życiu, że trzeba przestać się bawić i wziąć coś na poważnie.

No właśnie, bo sport sportem, marzenia marzeniami. Ale są jeszcze realia, czyli stabilność finansowa, w przyszłości odpowiedzialność za rodzinę . Jednak dodajmy, że jesteś jeszcze trenerem na siłowni. Czy to wszystko w połączeniu nie było w stanie zapewnić takiej stabilności?

To jest kolejna rzecz, gdzie nie jestem na takim poziomie, żeby żyć z tego. Wielkie podziękowania dla Maćka Barańskiego, że zechciał mnie tutaj zatrudnić. Gdyby nie on moje pozostanie w Wieluniu byłoby pod znakiem zapytania, ponieważ mógłbym nie mieć pracy, pracy w której lubię, to co robię. Od momentu podjęcia pracy na siłowni, zaczęła się moja przygoda z crossfitem. Z czasem się rozwijała. Patrząc pod względem piłkarza ręcznego, jest to świetne przygotowanie motoryczne. Nie jest to czysto siłowe zajęcie, tylko poprawiające i siłę i wydolność organizmu. Dzięki temu mogłem dać trochę więcej z siebie.

Dodajmy jeszcze, że również do pracy w siłowni przygotowałeś się znakomicie. Mam tu na myśli I i II poziom szkoleń w Akademii Mistrzostwa Sportowego &Hes Academy

Tak. Tutaj chcemy się rozwijać. Siłownia powstała po to, żeby ludzie byli lepszą wersją samych siebie. My sami też musimy się szkolić. Każde szkolenie to jest cegiełka dokładana do naszej wiedzy. Dzięki temu możemy dbać lepiej o wszystkich, którzy tu przychodzą. Dbamy o to, żeby nie mieli żadnych kontuzji. Ważne jest to, żeby się lepiej czuli, ale ważniejsze jest, abym im nie zaszkodzić.

Jednak pomimo szkoleń, pomimo posiadanego magistra sportu, gry w pierwszej lidze, doświadczenia w pracy z dziećmi, wybrałeś mundur. Jak tak naprawdę sobie wyobrażasz siebie w wojsku? Jak sobie w ogóle wyobrażasz te jednostki specjalne ?

Sam do końca nie wiem, jak to ma wyglądać. Wiem, że od pierwszego lutego zaczynam sześciomiesięczne szkolenie, które obojętnie co by się nie działo, zaciskam zęby i idę do przodu. Mam nadzieję, że zdam końcowe egzaminy i później już jako żołnierz zawodowy będę mógł odbywać służbę.

Czy gdzieś tam wewnątrz nie masz takich obaw, że to jest twój kolejny, ale nie ostatni pomysł na siebie. Że to będzie po prostu kolejne doświadczenie, tak jak piłka, jak siłownia, ale jednak jeszcze nie ostateczna decyzja.

Siłownia to była moja praca i starałem się ją wykonywać jak najlepiej. Piłka była moim życiem, ale nie takim, z którego mógłbym się utrzymywać. Naprawdę robiłem wszystko, chciałem się spełnić w piłce ręcznej. Jestem bardzo zadowolony z tego, że skończę na etapie pierwszej ligi. Te osiągnięcia są dla mnie powodem do dumy, jednak nie zapewniają mi stabilności finansowej w życiu. Te umiejętności zdobyte przez tyle lat umiejętność pracy w grupie, praca nad własnym sobą, sprawność fizyczna, to może zaprocentować i być idealnym przygotowaniem do odbycia służby wojskowej i zapewnienia sobie i swojej rodzinie przyszłości.

Dlaczego akurat wojsko, a nie chociażby policja? Przecież predyspozycje do bycia policjantem też masz. Wysportowani, wykształceni ludzie zawsze są mile widziani w policji.

Myślałem o tym przez jakiś czas, ale mój dziadek był wojskowym, podobnie jak mój chrzestny. Dziadek często opowiadał o tym, jak był w wojsku. Może to przez te lata zaszczepiło ten pomysł, że jednak wybieram wojsko.

Kończąc już temat twoich wyborów i konsekwencji, jakie to za sobą pociąga. Może tak zupełnie prywatnie: co na to twoja narzeczona?

No…jest zadowolona z tego, że ja jestem zadowolony.

Twój wybór munduru łączy się jednak z tym, że nie będziesz w domu częstym gościem.

Tak, jednak może się uda pogodzić to wszystko. Może będę odbywał służbę w mieście, gdzie ona znajdzie pracę. Najszczęśliwsza nie jest z tego powodu, że idę do wojska. Pewne obawy są. Staram się ją jednak na każdym kroku uspokajać.

Przez chwilę jeszcze ten spokój zakłócę… Na świecie bowiem spokojnie nie jest. Czy nie obawiasz się, że zostaniesz wysłany w miejsce, gdzie zobaczysz rzeczy, których człowiek nie chce widzieć?

Są takie obawy. Z dnia na dzień, im bliżej tej służby przygotowawczej, obawiam się, że zostanę wysłany gdzieś, gdzie jednak jest ciężko. Ale tak naprawdę po to idę do tego wojska i mam nadzieję, że z czasem wszystko będzie stabilniejsze. Od tego są wojskowi. Sam wybrałem tę drogę. Idę tam z własnej woli, nie z poboru.

Czyli Żelu wydoroślał i dojrzał do poważnych decyzji…

Możliwe, że tak. Ostatnio stwierdziłem, że już jestem dojrzałym na tyle, żeby się zaręczyć. Kolejną dojrzałą decyzją jest wojsko.

 

Fot archiwum Kuźni Sylwetki

 

Comments are closed.