Może i fikcja, ale potrzebna

15 lutego 2017
Comments off
814 Views

Nie wszystkim odpowiadają założenia planu gospodarki niskoemisyjnej. Mimo tłumaczeń, że to tylko strategia pozwalająca na pozyskiwanie środków jeden z radnych i tak miał wątpliwości. Dokument określa jako lipę i fikcję

Samorządy robią co mogą, aby pozyskiwać środki zewnętrzne na inwestycje. W tym właśnie ma pomóc plan gospodarki niskoemisyjnej, który pozwoli ubiegać się o dotacje na proekologiczne inwestycje. Posiadając plan można starać się na przykład o dofinansowanie termomodernizacji obiektów użyteczności publicznej. Mieszkańcy również mogą skorzystać z zewnętrznych środków. Pod warunkiem oczywiście, że gmina na terenie której mieszkają taki plan posiada. Stąd też Kiełczygłów przystąpił do uchwalenia dokumentu.

Sekretarz Marek Kula podkreśla, że dokument do niczego nie zobowiązuje, daje jedynie szansę ubiegania się o pieniądze

– Jest to opracowanie na tyle poważne, że bez planu gospodarki niskoemisyjnej nie będziemy mogli w przyszłości się ubiegać, aplikować o jakąkolwiek pomoc w tym zakresie. Wiemy, że są to tematy bardzo czasowe i obecnie w tym kierunku społeczeństwa idą i nas też będzie to obowiązywało – mówi wójt Kazimierz Jędrzejski i wyjaśnia, że gmina obrała trzy kierunki działania w tym zakresie. Będzie to termomodernizacja, fotowoltaika i panele słoneczne. Jak podkreślał włodarz, przykładu skutecznych działań proekologicznych daleko szukać nie trzeba.

– Tego się trzymamy i przyszłościowo będziemy na pewno z tego korzystać, bo ten temat staje się powszechny pomijając to, że mamy w sąsiedztwie bardzo dobry przykład. Na innych uwarunkowaniach finansowych, że tak powiem, ta gmina jedzie, gmina Rząśnia, ale tam właśnie z tego się korzysta i takie opracowanie jest konieczne – zaznacza wójt.

Okazuje się jednak, że opracowany już plan nie wszystkim się podoba. Maciej Mielczarek sugeruje, że założeń planu opracowanego na lata 2017 – 2022 zrealizować się nie uda.

– Widać, że to jest lipa – twierdzi Mielczarek i wymienia inwestycję, którą jego zdaniem niepotrzebnie znalazła się w planie.

– Przebudowa ścieżki rowerowej Kiełczygłów – Chorzew 500 tysięcy złotych. Albo nie rozumiecie tematu, albo sobie żarty robicie z tych ludzie gdzie to chcecie wysłać. Jaki budowa ścieżki rowerowej ma wpływ na emisje niską? – pyta radny -Nie można napisać, żeby 500 tysięcy złotych przeznaczyć, żeby pomóc rolnikom indywidualnym w tych projektach czy w czymś, żeby zakładali te solary czy coś innego. Nie pomyśleliście o tym?

Jak wyjaśnia sekretarz gminy Kiełczygłów, to nie pracownicy urzędu „wymyślili” sobie założenia planu. Co więcej to, że zapisana jest w nim budowa ścieżki rowerowej nie oznacza, że ta ścieżka powstanie czy, że powstanie z atak duże pieniądze. Nie mniej to, co zapisane jest można spróbować wykonać.

– Może kosztować 150 tysięcy, także tu nie jest powiedziane, że tyle ma kosztować. Jeśli chodzi o drugą kwestię pana radnego, nie jest powiedziane, że tylko budynki użyteczności publicznej wejdą w solary, termomodernizację, czy fotowoltaikę. Jest napisane też, że prywatni mieszkańcy, oczywiście po złożeniu wniosku przez gminę i gmina będzie mogła prywatnym mieszkańcom też te solary zakładać – wyjaśniał Marek Kula, wątpliwości radnego jednak nie rozwiał.

Maciej Mielczarek podnosi, że kiedy w gminie zmieni się wójt, będzie musiał realizować te zadania, które w planie zapisano.
– Nie musi. Panie radny, ten dokument upoważnia nas do możliwości, nie do zrealizowania wszystkich podpunktów –  oponował sekretarz -Nawet jeden punkt możemy zrobić z tego. To nie jest dokument, który tak samo jak plan odnowy miejscowości, my mamy założenie, że możemy. To nie jest powiedziane, że to, co jest napisane w planie gospodarki niskoemisyjnej musimy to zrobić. To jest nasza wizja, która na przyszłość może nam pomóc przy składaniu wniosków o dotacje.

Radny dalej jednak nie dał się przekonać.
– Dobrze, tylko trzeba konkretne rozpoznanie zrobić a nie takie rzeczy wypisywać. Przyjdzie wójt i powie ja będę robił tu bo mam zalecenie takie i z głowy i zgodnie z planem będzie robił – upierał się Mielczarek.

Z radnym zupełnie nie zgadza się wójt Kiełczygłowa.

– Jeżeli się na czymś nie znamy, to nie zabierajmy głosu, tylko tyle powiem. Plan jest potrzebny, zleca się go firmie zewnętrznej. Plan akceptowany jest przez specjalistów wojewódzkiego funduszu ochrony środowiska w Łodzi, nie nawet przez wójta tylko tam musi być zaakceptowany i tam są zamieszczone dziedziny w kręgu których się poruszamy, na które kładziemy największy nacisk – wyjaśniał Kazimierz Jędrzejski. Włodarz wyjaśniał, że plan nikogo do niczego nie zobowiązuje. Otwiera jedynie pewne możliwości i czym więcej inwestycji jest w nim zapisane, tym lepiej. Dlaczego? Bo na każdą z nich można postarać się o pozyskanie środków z zewnątrz. Wójt przypominał także, że nie jest to pierwszy dokument, w którym planuje się wykonanie inwestycji, które później nie koniecznie muszą zostać zrealizowane.

– Gmina Kiełczygłów posiadała strategię na lata. Ona już jest nieaktualna. Też strategię opracowywały firmy zewnętrzne. Jest cały zasób, pół szafy. Jakie tam cuda były powypisywane co będzie a co nie będzie, bo na tym polega strategia. Ocenia się pod możliwości, pod zasoby gminy, opracowuje się jakieś strategiczne zamierzenia. One nie wszystkie z pewnością będą zrealizowane. Nawet mowy nie ma o tym. Podobnie jak w planie odnowy miejscowości – wyjaśniał Jędrzejski – Jeżeli jakiejś inwestycji, jakiegoś przedsięwzięcia nie zapiszemy, to tego w tym planie nie będzie. Trzeba na gwałt opracowywać wniosek w jesieni albo wiosną przyszłego roku. A my będziemy latać i opracowywać plan. Tak nie można. To są założenia słuszne. Nie są to ogromne koszty. 50 procent pokrywa wojewódzki fundusz ochrony środowiska z uwagi na to, że oni się na tym znają, oni to akceptują. Wiedzą doskonale też, że taki plan jest potrzebny i na to tez są pieniądze zewnętrzne, żeby to zrobić.

Dla radnego jednak żadne wyjaśnienia nie okazały się wystarczające. Maciej Mielczarek dalej podnosił, że realizacja planu nie jest realna. Twierdził między innymi, że już inwestycje zaplanowane na bieżący rok nie są możliwe do wykonania, bo w budżecie zwyczajnie nie ma na nie środków.

– Jest to wszystko fikcja. Ci ludzie, którzy to rozpatrują to tez tak fikcyjnie podchodzą do tego? Ja się zastanawiam – podsumował Mielczarek.
Większość radnych jednak uwag nie miała i plan został przyjęty.

Nie ulega wątpliwości, że plan gospodarki niskoemisyjnej częściowo jest, jak określił to radny, fikcją. Gmina Kiełczygłów nie jest tu jednak wyjątkiem, bowiem wszystkie samorządy, które przyjmują taki dokument robią to ze świadomością, że nie każda inwestycja doczeka się realizacji. Papier jednak wszystko przyjmie i dobrze, bo jest to szansa. Plan natomiast to, jak podkreślali sekretarz i wójt, nie harmonogram prac, z którego trzeba się wywiązać. To tylko wizja rozwoju gminy, która pozwoli na sięganie po pieniądze. Te natomiast są potrzebne bo nie jest tajemnicą, że w gminie się nie przelewa. Czy zatem jest się czego czepiać?

Comments are closed.