Sołtys to taki starszy goniec

1 marca 2017
333 Views

Szesnaście lat sołtysowania to sporo czasu. Przez ten czas we wsi zaszło wiele zmian. Ale to zasługa nie tylko samego sołtysa, ale zaangażowanie również jej mieszkańców.
Jan Błaszczak świetnie sobie ze wszystkim radzi i doskonale nadaje się na lidera wiejskiej społeczności.


Funkcję sołtysa objął po sąsiedzie w wyniku sytuacji losowej.
– Pamiętam, to było we wrześniu. Miałem wtedy jednego kontrkandydata, ale to mnie przypadła większość głosów na zebraniu wyborczym – mówi Jan Błaszczak.
Od dwutysięcznego roku pełni funkcję nieprzerwanie i zdaje się, że spisuje się znakomicie. Doskonale wie, że w sołectwie ma 143 osoby, a przy roznoszeniu nakazów odwiedza 47 domów. Stara się wykonywać swoją pracę sumiennie i z oddaniem. Żadnej sesji nie opuścił poza jedną, kiedy był akurat chory.
– To jest taka praca społeczna. Obowiązków jest dość sporo, bo trzeba nakazy poroznosić, potem zebrać podatek. Do wszystkich trzeba dotrzeć, a czasem jest trudno, bo na podwórkach są psy. Trzeba się oglądać na wszystkie strony – żartuje sołtys i dodaje – niektórzy myślą że to wielkie korzyści. A my mamy tyle zajęć, musimy się sporo nachodzić. Czasem mówię, że sołtys to taki starszy goniec, albo powtarzam przysłowie „Kto służy społecznie, ma biedę wiecznie”.
Podkreśla jednak mocno zaangażowanie mieszkańców dlatego, że wspólnie wiele zdziałali dla swojej miejscowości. Wspólnymi siłami posprzątali i wywieźli gruz spod budynku szkoły po jej zewnętrznym remoncie. Dużo pracy społecznej włożyli w pracę przy kościele.
– Wybudowaliśmy domek przedpogrzebowy tylko i wyłącznie ze składek wiejskich. Budowa trochę się przeciągała w czasie w zależności od napływających składek, ale służy już od pięciu lat. Odebrane jest przez straż, przez sanepid, na wszystko są dokumenty, nic nam nie grozi – referuje Błaszczak.
Myśl budowy powstała  lata temu na zebraniu rady parafialnej, do której sołtys zresztą należy.
W ubiegłym roku udało się zrobić drogę od Łaszewa, aż do Strug, z czego sołtys jest bardzo zadowolony.
– To działo się bardzo szybko, w jednym dniu 20 listopada położyli asfalt na całym odcinku drogi – opowiada.
Chodniki są praktycznie w całej miejscowości. Odcinek chodnika przy kilku posesjach czeka na dokończenie i lepszą wiosenną pogodę. Oświetlenie również jest. Niedawno było robione na ulicy Wschodniej i Polnej. Została również odnowiona szkoła. Place zabaw są dwa, przy szkole i przy remizie, na które środki częściowo pozyskane zostały z funduszy unijnych. Jest przedszkole. Spotkania sołeckie organizowane są w szkole. Jak coś więcej potrzeba to także w remizie. W Łaszewie prężnie działa straż i koło gospodyń, które kultywuje lokalną tradycję, oraz wspólnie organizują zabawy i festyny.
Sołtys rzewnie wspomina zeszłoroczne dożynki w Łaszewie.
– Tyle ludzi było, że nie było gdzie stanąć. Zaproszone były zespoły muzyczne, lokalni wykonawcy i działacze, a  impreza trwała do rana.
Chwali sobie swoich mieszkańców jak również współpracę z urzędem. Zaznacza, że jak potrzeba to może liczyć na pomoc wójta czy radnych, którzy wyłonią jakieś pieniądze, oczywiście w ramach funduszy gminnych.
Rada sołecka w której zasiadają Maria Szymanek i Jan Frankowski również dobrze funkcjonuje.  Nie ma kłopotów się spotkać, bo cała mieszka na jednej ulicy, ale najczęściej widzą po niedzielnej mszy.
Na ostatnim lutowym spotkaniu sołeckim podjęto decyzję o przekazaniu części funduszu sołeckiego na utwardzenie ulicy Zielonej.
– Chcemy tam wyprofilować teren, nawieść tłucznia. Myślę, że prace ciężkim sprzętem pomogą nam wykonać pracownicy z gminy, bo nie możemy tłucznia sypać w błoto. Trzeba myśleć po gospodarsku. Niech to będzie mniej, ale niech wygląda – analizuje Błaszczak.
Sołtys żartuje, że w Łaszewie mieszka dopiero od czterdziestu dziewięciu lat. Zaznacza, że z Mierzyc nie miał daleko i tę drogę najczęściej przemierzał rowerem. Wspólnie z małżonką dorobili się czwórki dzieci. Mieszkają w domu jednorodzinnym wraz z córką, zięciem i wnukiem.
Marzeniem sołtysa jest doczekanie jubileuszu 50 – cio lecia ślubu, który będzie miał miejsce w przyszłym roku.
– Jeśli zdrowie pozwoli to będzie przyjęcie. Mamy dużą rodzinę i zawsze jest pełny dom ludzi. Nie można narzekać, fajnie, że chcą przyjeżdżać – chwali się sołtys
Większość pracy zawodowej spędził na kolei, codziennie dojeżdżając do Bytomia. W latach sześćdziesiątych pracował w fabryce mebli w Opolu. Od kilkunastu lat jest na emeryturze i spełnia swoje marzenia. Lubi popracować przy stolarce. Traktuje to tak hobbystycznie.
–  Mam heblarkę, frezarkę do drewna.  Czasem jak nie mam co robić to idę do warsztatu i kombinuję. Zrobiłem krzesła, drzwi do domu – rozprawia.
Lubi poczytać gazety, czy książki. Doskonale pamięta jeszcze lektury szkolne i czasem nawet pomaga wnukom przy ich interpretacji.
Sołtys Błaszczak jest już od dwunastu lat na emeryturze. Można się pokusić o stwierdzenie, że jest najstarszym wiekiem sołtysem w gminie Wierzchlas.
– Nawet mi się to podoba, bo czas sobie wypełnię. A przy kolegach po fachu czuję się odmłodzony – podsumowuje Błaszczak.