Gdzie byliście jak wciskali nam wiatraki?

29 marca 2017
441 Views

To zupełnie zrozumiałe, że powstanie kopalni budzi spore emocje. Nie inaczej jest w Ostrówku, czy sąsiednich gminach. Nie dziwi również fakt, że rolnicy od pokoleń prowadzący gospodarstwa rolne, które przynoszą im dochody nie chcą takiego inwestora. Inwestora, który zasypie pokaźna część gminy Ostrówek i na zawsze pogrzebie dające plon ziemie. Pojawienie się kopalni ma sporo minusów. Trudno dyskutować z faktami i zaprzeczać, że odkrywka „Złoczew” jeżeli w ogóle powstanie, doprowadzi do degradacji środowiska. Lej depresji, emisja pyłów, to wszystko fakty. Z problemami związanymi z działalnością kopalni już borykają się gminy z naszego regionu takie jak Rząśnia, Kleszczów, Sulmierzyce, czy Kiełczygłów, który także jest bliskim sąsiadem kopalni. Oczywiście są też plusy w postaci chociażby miejsc pracy, czy grubych milionów, jakie płyną do samorządów dotkniętych działalnością inwestora. Faktem jest też, że sporą część pieniędzy, jakie w gminnych kasach kopalnia zostawia trzeba przeznaczyć na działania związane z ochroną środowiska, które ewidentnie cierpi na prowadzeniu takiej działalności.
Swego czasu wydawało się, że powstanie odkrywki „Złoczew” jest nie do zatrzymania. Wszystkie argumenty za i przeciw zostały już wypowiedziane a inwestor nieuchronnie miał wkroczyć w nasz region. Na swoich warunkach oczywiście, bo nie było mowy nawet o przesunięciu zwałowiska zewnętrznego z terenów zagospodarowanych rolniczo na nieużytki. Z biegiem czasu jednak zaczęły się pojawiać wątpliwości związane chociażby z rozważaniem alternatywnej wersji w postaci eksploatacji złoża w Gubinie. Samorządy z regionu są jednak na tyle przychylne inwestorowi, że powstało stowarzyszenie „Tak dla kopalni Złoczew”, którego członkami są także przedstawiciele gmin, które bezpośrednio z pojawienia się inwestora nie skorzystają. Do tego dochodzi oczywiście zespół parlamentarny promujący inwestycję. W grę weszli jednak także przeciwnicy kopalni i to silni. Fundacja z Krakowa i Greenpeace składają swoje uwagi i zapewne jeśli inwestycji nie zatrzymają, to skutecznie odciągną w czasie jej realizację. Oczywiście cel, jaki im przyświeca jest szczytny. Ochrona środowiska, ludzkie zdrowie, czy dobro rolników. Z tym nikt nie polemizuje. W temacie kopalni nie ma rozwiązania, które zadowoliłoby wszystkich i każdy ma swoje racje i silne argumenty obojętnie po której strony barykady stoi. Dziwi mnie tylko, że proekologiczne organizacje obudziły się dopiero, gdy na nasz teren chce wejść kopalnia. Spały natomiast głębokim snem, kiedy inwestorzy próbowali na siłę wpychać wiatraki między zabudowania. Tym tematem także żyła gmina Ostrówek, czy jej sąsiedzi. Mimo sprzeciwu większości społeczeństwa inwestorzy szukali wszelkich możliwości, by i tak stawiać elektrownie wiatrowe blisko domostw. Oczywiście można powiedzieć, że elektrownie wiatrowe produkują ekologiczną energię, ale na wszystko powinno być odpowiednie miejsce. Tymczasem wielu firmom nie przeszkadzało to, że mogą skutecznie uprzykrzyć życie ludziom. Migotanie cienia, hałas, infradźwięki, czy inne negatywne skutki bliskości wiatraków były bagatelizowane przez przedstawicieli inwestorów. Na sąsiedztwo wiatraków do tej pory narzekają chociażby niektórzy mieszkańcy gminy Czarnożyły. Tylko jakoś wtedy ekolodzy nie interesowali się powiatem wieluńskim.
Zarówno wójt, radni jak i mieszkańcy gminy Ostrówek toczyli prawdziwe boje by przegonić ze swojego terenu niechcianego inwestora. Tyle, że byli w tych bojach osamotnieni. Żaden Greenpeace, czy fundacja Frank Bolt nie wstawiły się za mieszkańcami, którzy także obawiali się o swoje zdrowie. Mimo braku poparcia ekologów gmina Ostrówek poradziła sobie z wiatrakowym intruzem i skutecznie go zablokowała. Później z pomocą przyszły władze państwa, które tak zwaną ustawą odległościową rozwiązały problem. Gdzie wtedy były organizacje walczące teraz z kopalnią? Na pewno nie w Ostrówku.
Nie twierdzę oczywiście, że działania, które ekolodzy podejmują teraz są bezpodstawne. Od tego bowiem są, żeby o środowisko dbać i chronić ludzi przed negatywnymi skutkami jego degradacji. Chwała im za to. Szkoda tylko, że reakcja następuje tylko wtedy, kiedy jest to z jakiegoś powodu wygodne. Dlaczego więc nie było protestów w sprawie wiatraków a są w sprawie kopalni? Można tłumaczyć się ekologiczną energią z wiatru, tylko za ekologie w takiej formie, w jakiej proponowano ją wielokrotnie mieszkańcom naszego regionu mogę podziękować „w kilku nie do końca pięknych słowach”, jak śpiewał Piotr Rogucki. Co zatem kieruje organizacjami, które raz reagują, raz milczą? Na to pytanie niech każdy odpowie sobie sam.