Cztery mln kredytu i szemrany marketing…

10 maja 2017
2 539 Views

Miał być nadzieją pacjentów, pracowników a przede wszystkim organu nadzorczego. Miał sprawić, że szpital zacznie stawać na nogi. Tymczasem Janusz Atłachowicz, dyrektor wieluńskiej lecznicy już na dzień dobry sięga po czteromilionową pożyczkę na spłatę zobowiązań. Planuje również przeniesienie na kolejny miesiąc wynagrodzeń, co pozwoli mu z opóźnieniem zapłacić ZUS. Stratę szpitala natomiast, według założeń Atłachowicza, miałby pokryć organ nadzorczy. – Nie jestem cudotwórcą – odpowiada na nadzieje przewodniczącego o planach uzdrawiających szpital. Czego tak naprawdę można się spodziewać po nowym dyrektorze? – Nie po to pan został tu zatrudniony, żeby było tak jak do tej pory. A przyznam się, że to, co pan do tej pory mówi, to to wcale nie jest jak na razie stawianie tego szpitala na nogi, tylko to są działania, które już miały miejsce- wytyka Atłachowiczowi Krzysztof Owczarek.

Jak mówi Janusz Atłachowicz, przyszedł on do firmy, gdzie jest dosyć duża wartość wymagalnych zobowiązań, które firma we wcześniejszym czasie zaciągnęła w postaci różnego rodzaju usług i towarów.
– Przez ten okres czasu, gdzieś od końca roku ubiegłego, z wierzycielami nie były prowadzone rozmowy, co spowodowało, że wielu z nich skierowało te swoje wierzytelności bądź do sądu bądź do windykacji. Na szczęście nie ma jeszcze komorników, natomiast te koszty związane z oddawaniem pieniędzy wierzycielom będą zdecydowanie wyższe, niż gdybyśmy płacili od razu – komentuje potrzebę zaciągnięcia czteromilionowej pożyczki nowy dyrektor wieluńskiego szpitala.

Pożyczką kupuję czas
Czy to jest dobry początek? Czy takich kroków spodziewał się organ nadzorczy, radni a także pracownicy szpitala i jego pacjenci?
– Wolałbym nie zaczynać od zaciągania kolejnych zobowiązań, ale jeżeli ma pani inne rozwiązanie jak się obronić od wierzycieli i od potencjalnych komorników, których na szczęście jeszcze nie mamy, chętnie wysłucham – odpowiada na wątpliwości Janusz Atłachowicz. – Tą pożyczką kupuję czas na restrukturyzację firmy, czyli głównie na zmniejszenie kosztów i ewentualny wzrost przychodów, żeby utrzymać  płynność finansową i nie popadać w podobne tarapaty znów za jakiś czas.
Jak na razie, pomysłów na to z czego zostaną sfinansowane niezbędne remonty w szpitalu brak.  Sam dyrektor przyznaje, że powinny one być realizowane z wypracowanego zysku z działalności operacyjnej. Tylko jak, skoro zamiast zysku jest strata.
–  Jest zapowiedź, że od lipca zwiększy się cena za punkt dla lecznictwa szpitalnego z 52 zł na 54 zł, czyli o 3,84 proc.  Bedą więc wyższe przychody. Jeżeli zmniejszymy koszty działalności o sześć proc., to powinniśmy wyjść na zero- kalkuluje Atłachowicz. –  Od października będzie nam zaproponowany ryczałt i będziemy wiedzieć, na jaki zakres musimy startować w konkursach. Na razie nic nie wiemy i trudno w takiej sytuacji coś zaplanować. Najgorszy scenariusz byłby taki, gdyby okazało się, że dostaniemy budżet niższy od obecnego, a taki wariant też jest możliwy- dodaje dyrektor wieluńskiego szpitala.
Jak zapewnia Atłachowicz, szpital nie rezygnuje ze starań o środki na remont, ale na dzień dzisiejszy nie ma w tej kwestii rozwiązania.

Przesunięcie wynagrodzeń i opóźnienia w ZUS
Na poniedziałkowej sesji radni mieli w końcu okazję poznać Janusza Atłachowicza. Już na samym początku zaczął on przedstawiać swoje plany. Choć nie jest ich jeszcze za dużo, to jednak radni mieli nadzieję, że te które już są pozwolą uwierzyć w lepsze jutro wieluńskiego szpitala.
– Uzyskałem opinię Rady Społecznej, która podjęła uchwałę o pozytywnej opinii pożyczki. My zobowiązań wymagalnych na koniec marca mamy ponad pięć mln zł – wyliczał radnym dyrektor Atłachowicz, wspominając o czteromilionowej pożyczce, którą zamierza zaciągnąć. – Natomiast ja chcę zrobić jeszcze jeden ruch dotyczący przeniesienia na kolejny miesiąc, zresztą zgodnie z obowiązującym regulaminem, wypłat wynagrodzeń, co spowoduje, że będę mógł z miesięcznym opóźnieniem zapłacić ZUS, czyli da mi to pewną gotówkę, którą będę mógł zarządzać- wyjaśniał dalej radnym.
– Mam nadzieję, że organ założycielski w tym roku pokryje stratę, to jest ok. 1mln 200 – 1 mln 300 tys. zł. W tej chwili sprawozdanie finansowe jest badane przez biegłą – dorzucił jeszcze dyrektor Atłachowicz.

Będą uprawiać szemrany marketing
Choć zdawać by się mogło, że radni powinni się zainteresować tematem dalszego zadłużania szpitala, to jednak znacznie ciekawszy był dla nich temat podwójnych dyżurów. I to właśnie pytaniami dotyczącymi tego zagadnienia, raz po raz, zaczęli zasypywać dyrektora.
–  Z informacji od pana Mateusza Grabickiego wiem, że ta kwestia była wyjaśniana w ubiegłym roku. Powiem tak, to jest efekt tego, czego w ogóle brakuje w Polsce, mianowicie lekarzy i pielęgniarek. I to jest coś, na co my jako użytkownicy czy firma, która zatrudnia, nie mamy większego wpływu – wyjaśniał radnym Janusz Atłachowicz. – Ja w pismach, które kierowałem do zarządu powiatu informowałem o tym, bo była prośba, żeby powiedzieć o tym, jak to wyglądało od 2015 roku. Wykazaliśmy, ile tych dyżurów jest, jaki był ich procent. To nie jest rozwiązanie, które zaplanowaliśmy i które chcielibyśmy, aby było. To dla finansów szpitala jest obojętne, bo to nie są dodatkowe pieniądze, które by szpital zapłacił, bo i tak by je trzeba było zapłacić- zapewniał dyrektor.
Procent podwójnych dyżurów, jak wyjaśniał Janusz Atłachowicz,  w stosunku do wszystkich dyżurów jakie były,  to jest jeden procent. Natomiast, gdyby porównać rok  2015, 2016 czy 2017, nie ukrywał on, że  zjawisko się nasila. Wynika to, jak komentował dyrektor,  z tego, że brakuje na rynku lekarzy.
Janusz Atłachowicz  wyjaśniając radnym trudną sytuację w wieluńskim szpitalu podnosił, że ten problem nie dotyczy tylko tej placówki. Jak skomentował, sam minister powiedział, że w tej chwili 20 proc.  lekarzy czynnych to są lekarze, którzy mają prawo do emerytury. Wśród anestezjologów to jest 30 proc.
– Możecie państwo sobie wyobrazić, jakiego rodzaju problem jest jeśli chodzi o lekarzy- zwrócił uwagę radnych dyrektor Atłachowicz.  – Także oprócz działań, polegających na tym, że będziemy próbowali werbować, namawiać i że tak powiem uprawiać szemrany marketing, polegający na tym, że poprzez znajomości i telefony próbować tych lekarzy pozyskać tutaj, na razie naprawdę nie mam żadnego genialnego pomysłu, który by spowodował, że będziemy mieli więcej lekarzy – zapewniał dyrektor.
Jak dodał Atłachowicz, będzie rozpatrywana opcja,  którą  umożliwia fundusz, czyli łączenie dyżurów  na tych oddziałach, gdzie to możliwe. Póki co jednak nie wie on, z jaką reakcją pomysł ten się spotka ze strony lekarzy.
– Jeszcze jestem przed rozmowami z nimi i nie chciałbym póki co tego poruszać- uciął dyrektor Atłachowicz.   – Jeśli natomiast  chodzi o potrójne dyżury, poleciłem sprawdzić i nie znaleźliśmy sytuacji, potwierdzających takie sytuacje- zapewnił.

Możemy być zadowoleni
Krzysztof Owczarek, przewodniczący Rady Powiatu w Wieluniu, w pewnych momentach chyba sam nie wierzył w to, co słyszy.
– Ja się cieszę, że wiadomość, że nie ma potrójnych dyżurów wzbudza w nas radość. Niedawno był dylemat, że są dyżury podwójne- wspomniał.-  Wszyscy się tym wzburzyli, że jak to może być. Dziś wiemy, że może. Potrójnych nie ma, czyli możemy być zadowoleni. Pytanie jest takie, że dziś nie ma, ale mogłyby być? Potrójne i  poczwórne też by mogły być?- dopytywał dyrektora szpitala.
Tymczasem, jak zapewniał przewodniczącego Janusz Atłachowicz, można łączyć dyżury części oddziałów zabiegowych i części oddziałów zachowawczych. Oddziały te są wskazane. – Natomiast nie ma powiedziane, że ma być jeden dyżur na dwa oddziały, więc może być jeden na trzy czy na cztery – skomentował dyrektor szpitala.
Jak dodał dalej, jeżeli lekarz, który dyżuruje na jednym oddziale wspomaga swoim dyżurem inny oddział, to ma również za to podwójnie płacone.
– To jest bardzo ciekawe, co pan mówi, ponieważ pana poprzednik przedstawiał nam informację, że jeden lekarz może dyżurować tylko na jednym dyżurze – zauważył Paweł Rychlik. – Nie może dyżurować na dwóch oddziałach. A takie rozwiązanie, o którym pan mówi, daje ogromną oszczędność i rozwiązanie problemu lekarzy- zauważył radny.
Problem pojawi się jednak wówczas, gdy NFZ stwierdzi, że dyżuru na danym oddziale nie ma. Wówczas szpital musi liczyć się  z karą, zerwaniem kontraktu, a nawet zwrotem środków związanych z realizacją kontraktu.
– Łączenie dyżurów jest dopuszczone, ale tylko co do niektórych oddziałów. Są wyszczególnione oddziały, gdzie dyżur może być łączony- podkreślał Atłachowicz.

Nie jestem cudotwórcą
Warto wspomnieć, że przez ostatnie dwa lata takich podwójnych dyżurów było 137.  Jak zwrócił uwagę Grzegorz Jankowski, liczba ta ni jak się ma do zapewnienia księgowej szpitala, o tym, że takie dyżury miały miejsce sporadycznie.
– 137 dyżurów na  13 700 łącznie. To jest kwestia oceny. Ja chętnie przyjmę każdą propozycję, która spowoduje, że podpiszę umowę z każdym lekarzem i tutaj jestem otwarty na każdą propozycję- skomentował Atłachowicz.
– Panie dyrektorze, to nie my jesteśmy od pomysłów, tylko pan ma takie zadanie, żeby zaproponować nam dobre rozwiązania – skwitował Owczarek. – Kiedy pan przedstawi program, który będzie można powiedzieć, że zaczyna stawiać szpital na nogi? – dopytywał przewodniczący.
Jednak Janusz Atłachowicz daleki był od określania terminów.
– Panie przewodniczący, ja się nie zatrudniłem tutaj jako cudotwórca, tylko działam w warunkach jakie są i jakie jest otoczenie tego szpitala- podniósł dyrektor szpitala. –  Natomiast odpowiadając na pana pytanie, jakby ustawodawca wyszedł nam naprzeciw, do końca maja, o ile dobrze pamiętam jest konieczność przygotowania planu naprawczego. Więc siłą rzeczy chcąc się wywiązać z tego zobowiązania ustawowego będziemy musieli przygotować program naprawczy- zapewniał.
Po dość intensywnej dyskusji i licznych komentarzach dyrektora Atłachowicza, radni postanowili wstrzymać się z dalszymi jego pomysłami na próbę uzdrowienia wieluńskiej lecznicy do momentu skonstruowania planu naprawczego. Czy w planie tym znajdzie się jakiś złoty środek ? A może usłyszmy znów, że trzeba sięgnąć po kredyt, albo że starostwo musi dołożyć do szpitala? Czy zmieni się coś jeszcze, oprócz imienia i nazwiska a także pensji, którą nowemu dyrektorowi trzeba zapłacić. Przypomnijmy, że w dobie kiepskiej kondycji finansowej Bożena Łaz pracowała za kilka tysięcy zł miesięcznie. Tymczasem, choć kondycja się nie zmieniła, pensja nowego dyrektora jest znacznie wyższa…

Fot Sławomir Rajch

1 Comments

  1. Przypomnijmy, że w dobie kiepskiej kondycji finansowej Bożena Łaz pracowała za kilka tysięcy zł miesięcznie. Tymczasem, choć kondycja się nie zmieniła, pensja nowego dyrektora jest znacznie wyższa… I co ? I nic. Pewnie bez zwolnień się nie obejdzie.