Nauczycielskie porachunki, za które płacą dzieci

Nie w jedniej szkole zdarzają się konflikty między dyrekcją a nauczycielami. Czasem spory rozstrzygać musi sąd. Bywa, że za grzechy dorosłych, którzy powinni dawać dobry przykład, płacić muszą ”Bogu ducha winne” dzieci. Tak ma się stać w Zespole Szkolno-Przedszkolnym w Działoszynie. Rodzice są oburzeni, nauczyciele uparci w swoich postanowieniach, a dyrektorka rozkłada ręce, chociaż sama ”święta” nie jest…


” Trudno ufać dyrektorce”
Pod koniec kwietnia dziennikarze ”Kulis…” zostali zaproszeni na wywiadówkę jednej z klas drugich Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Działoszynie. Rodzice życzyli sobie obecności prasy w trakcie spotkania z wychowawczynią i dyrektorką szkoły, gdyż kilka dni wcześniej dowiedzieli się o planowanych zmianach.
Zaniepokojenie rodziców okazało się uzasadnione. Dyrektor szkoły Urszula Nowak, w trakcie roku szkolnego, podjęła decyzję o zmianie wychowawcy w jednej z klas II. Dlaczego? Bo przegrała sprawę sądową z nauczycielką, którą wcześniej zwolniła, a potem przywróciła do pracy, ale oddelegowała do innych zadań. Józefa B. nie godziła się jednak na prowadzenie świetlicy czy zajęć wychowania fizycznego, bo w jej ocenie, nie zgadzały się one z jej przygotowaniem pedagogicznym, poza tym nie pokrywały się z tym co robiła w szkole przed zwolnieniem. Skoro została zwolniona, gdy prowadziła zajęcia jako wychowawca jednej z klas, to na takich samych zasadach chce pracować po przywróceniu do pracy przez Sąd Pracy. Dyrektorka trwała przy swoim, aż do czasu, gdy znowu sprawę rozstrzygnął sąd – ponownie na niekorzyść szefowej Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Działoszynie. Tym razem nie było odwrotu… wyrok należało wykonać niezwłocznie.
Rodzicie dzieci z klasy II a, w której dyrektorka zaproponowała zmiany są oburzeni. Nie zgadzają się na to, żeby ich dzieci płaciły za nauczycielskie porachunki. Dyrektorka musi jednak wykonać wyrok i oddać Józefie B. wychowawstwo, w którejś z klas.
– Dlaczego akurat  naszej klasie chce pani to zrobić – pytały zaniepokojone matki.
Dyrektorka odparła, że niezależnie od tego, w której z klas zmieniłaby wychowawcę, to i tak spotka się to z wielkim oporem ze strony rodziców. W trakcie spotkania przekonywała, że rozumie rodziców, ale wyrok wykonać musi. Rozkładając ręce zachęcała rodziców do podania jakiegoś rozwiązania sytuacji, w której się znalazła. Rodzice jednak nie rozumieją dlaczego to oni mieliby rozwiązywać problemy, które powinien brać na siebie dyrektor.
Stojąc pod ścianą, dyrektorka proponowała Józefie B. by ta poczekała do września na przydział klasy, której byłaby wychowawcą, a do tego czasu mogłaby prowadzić zajęcia tak jak dotychczas – wyrównawcze i wychowania fizycznego. Józefa B. odmówiła, nie mając zaufania do dyrektorki. – Gdybym się zgodziła na takie rozwiązanie, to nie miałabym już czego szukać we wrześniu – tłumaczy.
– My panią Józefę rozumiemy – mówią matka ucznia z klasy II a. – Też byśmy w tej sytuacji nie mogły ponownie zaufać dyrektorce.
– Ja się wcale nie dziwię pani Józefie – rzuciła druga – bo jeśli pani dyrektor nie wykonuje postanowień sądu, to jak można pani ufać? – pytała retorycznie.
Potem rozgorzała dyskusja między dyrektor Nowak, a Józefą B. Obie rzucały różnymi argumentami, kłócąc się o to, która z nich ma rację… Trudno przytaczać wszystkie wątki i wyciągać wnioski, od oceny materiałów dowodowych wszak jest właściwy sąd.
”Dlaczego nasze dzieci mają cierpieć?”
– Dlaczego wyrok padł na naszą klasę – pytała Elżbieta Bzdak wychowawczyni, która miała stracić stanowisko. – Zostałyśmy zaproszone na spotkanie i było tylko ogłoszone, że pani Wiola (tak wszyscy zwracają się do Józefy B. – przyp. redakcja) idzie do klasy II a, dziękuję. Nie było pytania czy ja wyrażam zgodę, nie było rozmów z innymi paniami – podkreślała nauczycielka, w której obronie stanęli rodzice,nie szczędzący pod jej adresem ciepłych słów wdzięczności.

Józefa B. jest szefową związków zawodowych w szkole i w tym upatruje się powodu niekończących się konfliktów z dyrektorkom

– Takiej dobrej wychowawczyni to każdy by żałował – mówi jedna z matek. – Nawet na początku roku to są przepychanki, bo każdy by chciał, żeby jego dziecko było w grupie pani Eli – dopowiada.
– To była jednostronna decyzja. To był atak na mnie. Muszę to powiedzieć – mówi Elżbieta B. – To nie było zaproszenie mnie na rozmowę do pokoju nauczycielskiego. Nie poprosiła mnie pani dyrektor, żebym zaakceptowała tę decyzję, porozmawiała z rodzicami. To było ”tak ma być” i żadnego wyjaśnienia dlaczego akurat zmiana w tej klasie.
Okazuje się, że kluczem do wybrania do ”odstrzału” z wychowawstwa Elżbiety Bzdak jest fakt, że nie należy ona do żadnych związków zawodowych, a tym samym nie jest chroniona. Inne nauczycielki są albo w Związku Nauczycielstwa Polskiego, albo w ”Solidarności”…
– Ja się zgadzam, że inne nauczycielki są chronione – podniosła jedna z matek – ale przecież jest to ochronna jednostronna. Jeśli nauczycielka wyrazi zgodę, to można się z nią dogadać i to jest pani zadanie – mówiła do Urszuli Nowak.
– W wyroku sądu nie ma napisane, że to ma być klasa II a – zaznaczyła jedna z pań w trakcie zebrania.
– Pani dyrektor rzeczywiście ma problem – mówiła Józefa B. – Ja nie jestem władna jej pomóc. Nawarzyła piwa i musi to piwo wypić – podsumowała.
Gdy nauczycielka zaczęła opowiadać historię o tym jak dyrektorka miała na nią nasłać policję, oskarżając o kradzież sprzętu, który był zamknięty w szkolnej szafce, dyrektorka nie wytrzymała i z impetem opuściła klasę. – Dlaczego pani ucieka – zapytaliśmy? Urszula Nowak odpowiedziała, że nie chce słuchać kłamstw.
Po chwili wróciła do klasy i znów zaczęło się wrzenie… Dyrektorka rozkładała ręce, a zdenerwowane matki domagały się od niej zmiany decyzji.
– My się na takie rozwiązanie nie zgadzamy! – powtarzały jak mantrę.
Padł nawet pomysł bojkotu. – Jeśli zmienią nam wychowawcę, to nie będziemy dzieci przyprowadzać do szkoły – twardo postawiły sprawę działoszynianki.
Nie chciała pracować w przedszkolu, więc dostała wypowiedzenie
Józefa B. jako wychowawca pracowała do końca ubiegłego roku szkolnego, ale już pod koniec maja 2016 dostała wypowiedzenie z pracy, poprzedzone propozycją pracy z przedszkolakakami.
– To czy pani dyrektor miała rację czy nie rozstrzygnął sąd – podkreśla Józefa B.
Jej zdaniem do tej sytuacji by nie doszło, gdyby nie upór dyrektorki. Szefowa placówki już w lipcu wiedziała, że przegrała sprawę i będzie musiała przywrócić Józefę B. do pracy. Nauczycielka zgłaszała kilkakrotnie swoją gotowość do pracy i możliwość powrotu na poprzednio zajmowane stanowisko. Jednak w nowym roku szkolnym 2016/2017 dyrektorka nie uwzględniła jej jako wychowawczyni. Zamiast powrotu do pracy na tych samych warunkach, zleciła nauczycielce zajęcia dydaktyczno-wyrównawcze, zajęcia w świetlicy i zastępstwa, informując ją, że jest pracownikiem do dyspozycji dyrektora. Inaczej mówiąc – Józefa B. była nauczycielem rezerwowym, uczyła tylko na zastępstwach i prowadziła zajęcia wyrównawcze. Potem szefowa placówki zleciła jej m.in. prowadzenie zajęć wychowania fizycznego.
– Ja nie mogłam tego zaakceptować, bo to nie zgadzało się z moim wykształceniem. Poza tym, gdybym przyjęła inne warunki niż dotychczas, to nie zastosowałabym się do wyroku sądu, który nakazał przywrócić mnie na wcześniej zajmowane stanowisko, na dotychczasowych warunkach. Zgodziłabym się na niewykonanie wyroku – podnosi nauczycielka.
W kwietniu 2017 roku sąd nakazał dyrektorce zatrudnić Józefę B. na dotychczasowych warunkach. Procedura jest taka, że szefowa placówki musiała to zrobić niezwłocznie w nieprzekraczalnym terminie do 6 maja.
Ktoś to piwo musi wypić…
Rodzice klasy II a, w trakcie wywiadówki rzucali argument za argumentem, sugerując dyrektorce, że podjęła złą decyzję wybierając akurat tę klasę.

Rodzicom uczniów kl. II a udało się uchronić dzieci przed zmianą wychowawcy, którym po ich interwencji pozostała Elżbieta Bzdak

– Dzieci przychodzą do nas z płaczem i mówią ”mamo, mamo panią Elę chcą nam zabrać” -opowiadała jedna z pań.
– Ale skąd dzieci wiedziały o zmianach?
– Ja mogę przyrzeknąć, że nie powiedziałam dzieciom, że jestem wyrzucona – podkreśliła Elżbieta Bzdak.
Urszula Nowak ostatni raz zwróciła się z pisemną prośbą do Józefy B., żeby ta zgodziła się do końca tego roku prowadzić wybrane zajęcia w trzech klasach jednocześnie, czekając na wychowawstwo do września.
– Ja nie mogłam się zgodzić na taką propozycję, bo tym samym zgodziłabym się na niewykonanie wyroku – tłumaczy Józefa B. – Jaki sens miałaby wówczas moja walka w sądzie, gdy po wygranej poddałabym się – pyta.
Ostatecznie rodzicom klasy II a udało się zmienić decyzję dyrektorki i ochronić swoje dzieci przed zmianą wychowawczyni, która bardzo im odpowiada. Dyrektor Nowak 5 maja podjęła decyzję o przydzieleniu Józefie B. klasy Ia. Jej uczniowie i ich rodzice będą musieli ”wypić piwo”, o którym wcześniej wspomniała Józefa B. To ona w poniedziałek, 8 maja, powitała uczniów klasy Ia, przedstawiając się jako nowy wychowawca.
Co na to rodzicie uczniów z kl. Ia? Nie wiadomo.
– Rodzice chyba jeszcze nie wiedzą o tej zmianie – mówi Józefa B. – Dzieci przyjęły mnie spokojnie. Znają mnie, prowadziłam w ich grupie wychowanie fizyczne…
***
Do sprawy będziemy jeszcze wracać. Tym bardziej, że zarówno w trakcie wywiadówki, jak i kilku spotkań, które w tej sprawie odbyliśmy pojawiło się wiele ciekawych wątków, trzeba je wyjaśnić. Chcemy dowiedzieć się m.in. jak doszło do tego, że wicedyrektora Zespołu Szkolno-Przedszkolnego zastępuje Marzena Drab – prywatnie żona burmistrza. Czy to zgodne z prawem i czy dyrektorka nie mogła wybrać kogoś innego do pełnienia tych obowiązków? O tym napiszemy w następnym numerze ”Kulis …”.

fot.: Wojciech Kamorski

1 Comments

  1. a jak Pani dyrektor koleżankę na stanowisko sekretarki zatrudniła to było fair? pani sekretarka jako jedyna była tylko po technikum, na rozmowie kwalifikacyjnej dziewczyny po studiach z doświadczeniem . A pani sekretarka jeszcze sie chwaliła na lewo i prawo, że od września ma robotę załatwioną. Bo koleżanka załatwiła. Jakie było moje zdziwienie kiedy na rozmowie pytano o bzdury tylko dla faktu odbębnienia rekrutacji. Pani dyrektor słaba była z Pani nauczycielka i słaby dyrektor….