Szacowanie szkód kością niezgody

Byli „na cześć”, teraz stoją po dwóch stronach barykady. Jeden reprezentuje rolników, drugi koło łowieckie. Powinni współpracować, jednak obowiązujące prawo powoduje, że jedni mają żal do drugich. Problem stanowią szkody wyrządzone przez dziką zwierzynę i ich szacowanie

W teorii rolnicy powinni cieszyć się z obecności myśliwych. Dlaczego? Chociażby z tego powodu, że ci drudzy prowadzą odstrzał zwierzyny, która powoduje szkody w uprawach. Czym mniej na przykład dzików, tym mniej szkód będą one wyrządzać. Tak powinno być w teorii, jednak w tym wypadku praktyka pokazuje, że sprawy mają się nieco inaczej i jedni na drugich często patrzą przysłowiowym wilkiem. Powód każdego roku jest ten sam. Rolnicy ponoszą, że szacowanie szkód wyrządzonych przez dziką zwierzynę odbywa się tak, by otrzymali jak najniższe kwoty odszkodowań.

Problem pojawia się co roku, choć to nie jedyne zastrzeżenia jakie rolnicy maja do myśliwych. Między innymi z inicjatywy radnego gminy Ostrówek Czesława Warszawskiego obie strony spotkały się w urzędzie gminy w Konopnicy.
– To, co się dzieje z kołem „Myśliwiec” przerasta wszystko. Nieszacowanie rolnika. Niegodne zachowanie się na całych stratach – zaczął Czesław Warszawski.
Radny zebrał około 20 podpisów rolników pod skierowaną do koła łowieckiego skargą na Zenona Bardelskiego w związku z szacowaniem szkód. Zdaniem podpisanych pod pismem rolników koło nie wywiązuje się przy szacowaniu z obowiązków nałożonych ustawowo.

Zdaniem Warszawskiego wypłacane odszkodowania nie pokrywają się kosztami, jakie w wyniku szkód ponoszą rolnicy. Rolnicy zwrócili się do zarządu koła o odsunięcie Bardelskiego od szacowania szkód.

Zenon Bardelski sprawę widzi jednak zupełnie inaczej. Jak podkreśla ma spore doświadczenie w szacowaniu szkód, bowiem zajmuje się tym od 1970 roku i nie ma mowy o tym, by szacowanie odbywało się niezgodnie z obowiązującym prawem. Przedstawiciel koła myśliwskiego zdaje sobie sprawę, że rolnicy są niezadowoleni, jak jednak podnosi, szkody nie powstają z winy myśliwych.
– Jest pan człowiekiem nerwowym – zwrócił się do Czesława Warszawskiego podnosząc, że nie może oszacować szkody tak, jak proponuje dany rolnik.

– Szkoda musi z czegoś wynikać. Z pomiaru – wyjaśnia Bardelski i dodaje, że zawsze może zrezygnować z prowadzenia działalności na terenie gminy Ostrówek.
– Niech pan najpierw pogada z wójtem czy znajdzie pieniądze na szkody i człowieka, który szacuje – podnosi.

Mimo burzliwej dyskusji spotkanie nie zakończyło się porozumiem

– Dążmy do tego, żebyśmy byli tak jak dawniej : „cześć, jak zdrowie”. Tędy droga – apelował Zenon Bardelski. Radny Warszawski natomiast nie dal się przekonać twierdząc, że szacowanie odbywa się ze szkodą dla rolników.

Problemy związane z kołami łowieckimi, które zgłaszają rolnicy nie dotyczą jednak tylko jednego koła. Skarga wpłynęła także na koło „Przepiórka” i dotyczyła bezprawnego ustawienia ambony na działce gminnej stanowiącej drogę w miejscowości Kamyk. Dodatkowo działka stała się miejscem nęcenia dzikiej zwierzyny, która wyrządziła szkody na uprawianych w pobliżu gruntach. O rozwagę do myśliwych apelował gospodarz spotkania, wójt gminy Konopnica.

– Ja nie jestem przeciwko dożywianiu zwierzyny, bardzo się cieszę, że ją dożywiacie, tylko panowie trzeba troszkę rozsądku. Jeżeli gdzieś są uprawiane te grunty rolne, żeby nie wysypywać na drodze przy tych gruntach – mówił Grzegorz Turalczyk.

Ustawiona przez jednego z myśliwych ambona po interwencji wójta została częściowo rozebrana. W pozostałej części natomiast została przez kogoś zniszczona.

Podsumowując spotkanie wójt Turalczyk zwrócił uwagę na fakt, że konflikty między rolnikami i myśliwymi nie do końca rodzą się tylko z winy jednych czy drugich. Problemem jest sytuacja prawna, w której zwierzyna w stanie dzikim jest własnością skarbu państwa, natomiast szacowaniem szkód i odszkodowaniami zajmują się koła łowieckie.
– Jeżeli twierdzi się, że ta zwierzyna jest skarbu państwa, to powinien skarb państwa rekompensować straty w rolnictwie – podnosił włodarz Konopnicy. Grzegorz Turalczyk zapowiedział też skierowanie odpowiedniego pisma do ministerstwa rolnictwa w sprawie szkód, które powoduje dzika zwierzyna.

Wójt zaznaczył przy tym, że fakt, iż myśliwi działają na danym terenie powinien cieszyć rolników.

– Dziękuję wam za to, że te koła istnieją na terenie gminy, którą zarządzam, bo gdyby nie było tych kół, nie byłoby odstrzałów, tej zwierzyny byłoby dużo więcej – podnosił.

Spotkanie nie rozwiązało natomiast problemu szacowania szkód zgłaszanego przez Czesława Warszawskiego, choć po dyskusji emocje nieco opadły. Problem wraca jak bumerang nie tylko na terenie gmin Konopnica czy Ostrówek. Wydaje się jednak, że póki ustawodawca  nie weźmie się za jego rozwiązanie, rolnicy i myśliwi jeszcze długo będą się spierać.