Odstrzeleni od rzeczywistości

31 maja 2017
454 Views

Temat kopalni „Złoczew” ciągle jest na tapecie. Jedni widzą w niej zło, inni szansę rozwoju. Po głośnych protestach ekologów podczas sesji rady gminy w Ostrówku przyszedł czas na zwolenników kopalni. Związki zawodowe związane z odkrywką zwróciły się z apelem do posłów i senatorów z regionu podnosząc między innymi, że nastawienie społeczeństwa do inwestora jest pozytywne a Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Łodzi niezasadnie przedłuża całą procedurę. Zapewne obie strony mają sporo racji. Spory o kopalnię trwają a tymczasem PGE spokojnie robi swoje i dąży do otwarcia odkrywki i w Złoczewie i w Gubinie. Wszystko co prawda idzie jak krew z nosa, ale władze kopalni Bełchatów konsekwentnie zmierzają do celu. Tylko ekolodzy mają na ten temat inne zdanie i zdają się wiedzieć lepiej o planach PGE niż samo PGE. Mimo, że nikt nie dyskutuje z argumentami dotyczącymi degradacji środowiska, to wizyta ekologów w Ostrówku różnie jest oceniana. To za sprawą bzdur i oskarżeń które zupełnie nie potrzebnie padły podczas obrad rady. Przodował Radosław Gawlik, który z cała pewnością mówił, że koncern wycofuje się z Gubina. Sugerował też, że pewne decyzje w gminie Ostrówek zapadają na spotkaniach przy kielichu między władzami gminy a gośćmi z Bełchatowa. Gawlik podkreślał, że sam był samorządowcem. Później pytał „ile wódki musiało być wypite z koncernem PGE?”. Jak słusznie zauważył jeden z mieszkańców gminy ciekawe, że człowiek, który ponoć jest doświadczonym samorządowcem mówi o piciu wódki z inwestorem. Czyżby własne doświadczenie podpowiadało mu, że tak załatwia się kluczowe dla gminy sprawy? Jeśli tak, to nie dziw, że Pan Gawlik samorządowcem już nie jest. W trakcie obrad rady zastanawiałem się, czy ekolodzy pokroju Radosława Gawlika mają w ogóle pojęcie gdzie przyjechali? Trzeba bowiem mieć tupet, żeby na sesji rady gminy w Ostrówku machać radnym i mieszkańcom ulotkami ze zdjęciem wiatraka na okładce. Wystarczy choć trochę zapoznać się z wydarzeniami na terenie gminy, żeby wiedzieć, że z wiatrakami zarówno jej władze jak i mieszkańcy walczyli szmat czasu. To z kolei kosztowało sporo nerwów i pieniędzy, bowiem blokowanie niechcianego inwestora odbywało się za pomocą miejscowych planów zagospodarowania, których nikt za darmo nie sporządza. Wtedy nikt mnie troszczył się o zdrowie mieszkańców gminy Ostrówek, czy o ich spokój, kiedy inwestor z Sieradza chciał pchać turbiny między zabudowania. Niektóre podnoszone przez ekologów argumenty wołają o pomstę do nieba. Co rusz padały stwierdzenia, że pieniądze z kopalni to iluzja i że odkrywka nie przyniesie żadnych korzyści. „Przyjedźcie tu, przyjedźcie tam, zobaczcie jak to jest kiedy za miedzą jest kopalnia – apelują ekolodzy. Tyle, że wcale nie trzeba jechać na drugi koniec Polski. Ci, którzy są tematem zainteresowani dobrze wiedzą jak wygląda sąsiedztwo odkrywki. Jakie są plusy i minusy takiego sąsiada. Dlaczego? Bo mamy go praktycznie „za miedzą”. O skutkach sąsiadowania z odkrywką można się przekonać wybierając się chociażby do Rząśni, Sulmierzyc, Kleszczowa. To nie koniec świata. Wysychające rzeki? Oczywiście są. Pieniądze? Też są i w wielu przypadkach mieszkańcy z nich korzystają. Nic nie jest w życiu czarno-białe i tak też jest z kopalnią. Degradacja środowiska w przypadku pojawienia się odkrywki stanie się faktem i tu ekolodzy mają absolutną rację. Pieniądze, które gminy mogą otrzymać to jednak nie bajka, która sprzedaje PGE. Póki co są to pokaźne środki zasilające budżety samorządów. To oczywiście może się zmienić jeżeli powstanie Polska Służba Geologiczna na takich zasadach finansowania, jak proponowano dotychczas. To jednak tylko gdybanie. Podczas obrad rady ekolodzy przekonywali, że należy pójść w ekologiczne źródła energii takie jak chociażby fotowoltaika. Oczywiście, że należy. Tylko skąd wziąć na to pieniądze? Tym bardziej w gminie, której realny budżet bez środków na program 500 plus, które tylko przepływają przez gminną kasę, oscyluje wokół 14 milionów? W solary i fotowoltaikę oczywiście w regionie się inwestuje. Tylko kto na takie inwestycje sobie pozwala? Chociażby Rząśnia czy Kleszczów. Tyle, że te samorządy najpierw „dostały” kopalnię z dobrodziejstwem inwentarza. Teraz mają środki na ekologiczne inwestycje. Coś za coś, niestety.
To, że ekolodzy chcą chronić środowisko, to dobrze. Mogliby jednak lepiej przygotowywać się do dyskusji takich, jak ta mająca miejsce w Ostrówku. Na przykładzie Radosława Gawlika zresztą nie trudno wykazać, że nie pierwszy raz ekolog średnio ma pojęcie o tym, co przekazuje ludziom. W Ostrówku twierdzi, że PGE wycofuje się ze swoich planów by za chwile powiedzieć, że kopalnia i tak nie powstanie a następnie apelować do rady, żeby nie dała zielonego światła odkrywce. Do tego sugeruje, że pieniędzy z kopalni nie będzie. W zamieszczonym na swojej stronie internetowej filmiku z kolei próbuje za pomocą wypowiedzi doktora Leszka Pazderskiego przekonać, że są gminy sąsiadujące z odkrywką, które korzyści nie odnoszą a ponoszą konsekwencje jej oddziaływania. Oczywiście są takie samorządy. Tyle, że gmina, która dr. Pazderski podaje za przykład to Kiełczygłów, nie Kielczyków, jak sugeruje materiał stowarzyszenia Eko-Unia. Może zanim puści się coś w eter wypadałoby się upewnić czy się wie o czym się mówi. Nawet biorąc pod uwagę, że sporo podnoszonych przez ekologów argumentów jest słusznych kto potraktuje poważnie osobę, która w tym samym czasie kłamie w żywe oczy i publicznie się ośmiesza?

Marcin Stadnicki