„Na koniec świata” z „Zielonym Demonem”

1997 r., listopad, rodzice Krzysztofa Czubowicza postanawiają kupić we wrocławskim salonie Fiata samochód. To już drugi taki pojazd w ich rodzinie. Nie zdają sobie sprawy, że ich syn, który jeszcze się nie urodził zakocha się w „Maluchach”.

Kupiony w tamtym czasie samochód to Fiat 126 w wersji Elx ówcześnie najbogatsza wersja.
Auto posiadało dmuchawę, uchylne tylne szyby, podgrzewane, pełne kołpaki. Sprzedawca dołączył cztery opony zimowe Dębica Frigo 135/70 r12. Cena za malucha w kolorze fachowo nazywanym Verdlle Pollino 306c czyli zielony lakier akrylowy, wyniosła wtedy 12700 zł.
W rodzinie był już inny maluch tzw. „przejściówka” czyli St/Fl.
– Mam fakturę zakupu na tą kwotę, którą rodzice wydali na „Zielonego Demona” – mówi Krysztof Czubowicz, osiemnastolatek z Wieruszowa.
– No i tak mama przejeździła maluchem od 97r do 99r i przesiadła się na Daewoo Matiza, a tata zasiadł za kierownicę malucha od 99r do 2010r czyli do zakupu kolejnego auta i w tym właśnie roku czyli zaczęła się moja przygoda z maluchem – dodaje.
Wcześniej nastolatek pod okiem rodzica uczył się jeździć na Fiacie, pomagał przy naprawach, co zawsze bardzo lubił.
– Kochałem dźwięk silnika jak wkręcał się na obroty i to że był mały i mimo tylko 24km mocy dało się nim zawstydzić niejeden samochód – mówi Krzysztof wspominając czasy nauki pod okiem ojca.
„Zielony Demon” pod jego opiekę trafił będąc w kiepskim stanie. Miał za sobą trzy wypadki. Krzysztof musiał wielokrotnie „wypraszać” ojca by dał pojazdowi jeszcze jedną szansę i zamiast na złom to trafił do naprawy. Nie zawsze się to opłacało. Często szkoda zostawała określona na całkowitą i samochód powinien trafić do kasacji, ale determinacja nastolatka wykupywała mu czas.
– Za każdym razem jak maluch był potrzaskany płakałem i błagałem tatę żeby go naprawił i żeby nie oddawał go na złom bo za każdym razem wychodziła szkoda całkowita i nie opłacalna była jego naprawa bo przekraczała wartość pojazdu ale mimo to tata go naprawiał – wspomina chłopak.
Samochód po wypadkach i naprawach swoim wyglądem szpecił. Przywrócenie dawnego blasku pojazdowi trochę czasu zajęło. Krzysztof zmienił w nim przedni zderzak, maskę, przednią klapę, tylni zderzak, belkę silnika, a nawet fotel kierowcy.
– W dniu kiedy go dostałem Maluch miał 182 tyś przebiegu, ale mimo tego nie miał kapitalnego remontu do dziś. Nie ma takiej potrzeby no i z każdym rokiem coś się w nim zmieniało. Jak miałem tylko jakieś swoje pieniądze i wolny czas by przy nim porobić to zawsze jakoś go ulepszyłem – mówi chłopak.
Krzysztof jest członkiem różnych fanklubów fiata 126p, do których dołączał w czasie kiedy nie miał jeszcze prawa prowadzić.
Na zloty jeździł z ojcem albo kuzynem Adamem
– Teraz jak już zdałem prawko to maluszek razem ze mną zaliczył mały spocik z moimi kolegami na Końcu Świata, ale to nie koniec tylko początek. Już niedługo będzie Ogólnopolski zlot fiata 126, na który się wybiorę. Zastanawiam się nad zlotem w Oławie i nad zlotem w Zdunach, a co do mniejszych zlotów które są w okolicy maluszek na pewno zawita – informuje o swoich planach wyjazdowych właściciel „Zielonego Demona”.
Fiat od rodziców to nie był jedyny samochód tej marki należący do Krzysztofa. W 2015 roku kupił Pla w kiepskim stanie. Zdecydował na jego rozbiórkę pod wpływem impulsu co skończyło się tęsknotą.
Rok później dostał Fiata 126p z 1980r w wersji St czyli z pierwszych lat produkcji. Stan auta pozostawiał wiele do życzenia jednak determinacja i cierpliwość Krzysztofa przywróci mu dawny blask. Póki co maluch otrzymał nowe wnętrze i zmieniono mu kilka detali.
– Ten maluch został wygrany przez pierwszego właściciela w losach i od nowości był w jednych rękach i z tego co wiem ma przejechane ponad 350 tyś km. Niestety remont kapitalny już miał . Po całkowitym dopieszczeniu mojego eleganta planuje remont kapitalny Steka a potem mam w planach nabycie jeszcze Fla i Bisa – mówi o swoich dalszych planach podkreślając, że na pewno nie są to jego ostatnie maluchy.
Czemu akurat maluch tak wpadły w oko chłopakowi? Są to samochody, które w jego rodzinnym domu były od zawsze. To na nich się uczył jeździć i przy nich spędzał wolny czas z ojcem.
– Pamiętam jak nie raz była wywiadówka w szkole i tata na nią nie pojechał bo siedzieliśmy w garażu i wymienialiśmy np tylne amortyzatory i raczej dzięki temu małemu autku lubię motoryzację. Dzięki niemu uczę się w zawodzie mechanika pojazdów samochodowych jak by tego auta nie było albo tata oddał go na złom, jak byłem mały, to bardzo możliwe, że dziś nie interesowały by mnie maluchy czy inne auta – wspomina Krzysztof.
Znajomi pasjonata różnie reagują na jego hobby. Niektórzy się śmieją, że traci czas i pieniądze na stary samochód.
– Kiedyś mówiłem im o silniku Bambino do malucha, to przybrałem w szkole przezwisko Bambino – mówi.
Jednak nie tylko spotyka się z krytyką i wyzwiskami. Niektórzy podziwiają i gratulują chłopakowi dobrej roboty jaką wykonał przy samochodzie. Duże wsparcie miał u swojego świętej pamięci dziadka, który zawsze doradzał co ma chłopak dokupić, a także, wraz z ojcem nastolatka, dokładał się do kupienia kolejnych części, które często znajdowali na szrocie.
– Moi rodzice, w moje spędzanie czasu i wkładanie pieniędzy w malucha też nie byli przekonani, ale po kilku zlotach tata dowiedział się, dlaczego to robię. Teraz głównie motywują mnie obcy ludzie, którzy oglądają go i chwalą za jego stan oraz koledzy ze zlotów. Takie zachwalania z obcych ust naprawdę zachęcają, żeby jeszcze to zmienić to poprawić itd. – opowiada Krzysztof.
Po szkole i praktykach, wolny czas, którego nie ma za dużo, głównie spędza w garażu. Zawsze znajdzie coś do zrobienia i stara się jak najlepiej wykorzystać wolne chwile.
Ma nadzieję i jednocześnie marzy, że kiedyś w przyszłości będzie miał swój własny warsztat.
W życiu Krzysztofa jest jeszcze jedna pasja. Uwielbia jeździć na motorach, które jednak nie wygrywają z maluchami.
– Chcę zarażać innych swoim hobby, bo wtedy będzie więcej fanatyków, więcej maluchów i więcej ludzi na zlotach. Przeciętnego zjadacza chleba przekonał bym do maluchów swoją historią i swoją wiedzą na ich temat, ale nie każdy chce i da się do tego małego auta przekonać – wzdycha Krzysztof.

fot.: archiwum prywatne