„Tam nawet drzewa usychają z tęsknoty”

28 czerwca 2017
339 Views

10 lat na stanowisku sołtysa – tak imponujący staż pracy dobitnie udowadnia, jak dużym zaufaniem wśród lokalnej społeczności cieszy się Jadwiga Krysztofek. Nie powinno to nikogo dziwić – „dyrektor” Starych Gajęcic od lat podejmuje działania, których priorytetem jest poprawa sytuacji wioski. Nie wszystkie plany udaje się zrealizować, jednak dwie kadencje i półmetek trzeciej przyniosły też wiele lokalnych sukcesów.


Stare Gajęcice to niewielka wioska położona w granicach gminy Pajęczno. Obecnie zamieszkuje tam ponad 100 rodzin. Położona w pobliżu terenów leśnych, charakteryzuje się niezwykle urokliwym, sielskim krajobrazem, typowym dla całego powiatu pajęczańskiego. Pozornie mogłoby się wydawać, że nic nie jest w stanie zmącić panującego tam spokoju, jednak jak wynika z relacji sołtysa, wioska nie jest wolna od problemów, tych małych i nieco większych.
Jadwiga Krysztofek objęła urząd w 2007 roku. W tej chwili mija półmetek jej trzeciej kadencji i jak sama twierdzi, nie można wykluczyć, że stanie do kolejnych wyborów. To jednak ma zależeć wyłącznie od woli mieszkańców, nie od jej personalnych ambicji.
– To wyłącznie kwestia tego, czy zechcą mnie mieszkańcy. Są plusy i minusy tej funkcji, ale jeżeli ludzie będą chcieli, to nie mogę tego wykluczyć – stwierdza pani sołtys.
W czasie, w którym Krysztofek stoi na czele sołectwa, w Starych Gajęcicach zaszło wiele zmian, jednak nie każda z nich wyszła wiosce na dobre. Mówiąc o największych problemach, które od lat trapią tą niewielką miejscowość, pani Jadwiga na pierwszym miejscu wymienia brak szkoły. Przypomnijmy, placówka została zlikwidowana w 2012, wbrew protestom wszystkich mieszkańców wsi.
– Aż żal patrzeć jak ten budynek niszczeje. Tam nawet drzewa usychają z tęsknoty. Do szkoły uczęszczały 72 osoby. W niedalekiej odległości nie brakuje mniejszych placówek, które mogą prosperować. Nasza nie mogła. Z urzędem zaprowadziliśmy się aż do sądu, nawet do najwyższego. 13 lipca 2012 roku sąd podjął decyzję o wstrzymaniu uchwały, podjętej 24 lutego 2012 roku. Mimo decyzji sądu, szkoła została zamknięta – opowiada Jadwiga Krysztofek, nie kryjąc przy tym smutku i wciąż żywego rozczarowania decyzją władz.
Jak wynika z relacji pani sołtys, lokalna społeczność za wszelką cenę nie chciała dopuścić do likwidacji placówki, która w latach swojej świetności była prawdziwą perłą w skali całej gminy.
– Przyjmowaliśmy różne formy protestu, nawet wyszliśmy na ulicę. Wbrew temu, co postanowił urząd, że chciał skierować dzieci do malutkiej szkoły w Makowiskach, 26 rodziców posłało dzieci do zupełnie innej gminy, gdzie uczęszczają do dzisiaj. W latach świetności szkoły chodziło tutaj 180 dzieciaków, to była naprawdę duża szkoła. Żeby było śmieszniej, chcieliśmy zdjąć z urzędu brzemię finansowe, związane z utrzymaniem placówki. Porozumieliśmy się ze Stowarzyszeniem Przyjaciół Szkół Katolickich w Częstochowie. Mało tego, doprowadziłam do spotkania przedstawicieli urzędu i stowarzyszenia. Wewnętrzne prawo nie pozwoliło jednak przyjąć szkoły razem z nauczycielami – wyjaśnia sołtys.
Należy jednak wyraźnie zaznaczyć, że w dotychczasowej karierze sołeckiej Jadwigi Krysztofek nie brakuje też sukcesów, choć sama nie ujmuje tego w ten sposób. Mówiąc o małych, lokalnych zwycięstwach, na pierwszym miejscu wymienia zasługi mieszkańców i rady sołeckiej. Nie lada osiągnięciem jest odzyskanie budynku starej szkoły, w którym obecnie funkcjonuje Dom Kultury i Tradycji.
– To było w czasie mojej pierwszej kadencji, budynek miał być sprzedany. Pobiegałam po mieszkańcach i zebraliśmy podpisy, że my nie chcemy sprzedaży budynku. To jednak jest spuścizna naszych dziadów. Jakimś dziwnym trafem udało się to zostawić. Urząd kazał nam wykazać się własną inicjatywą, choćby w postaci ekspertyzy, czy ten budynek w ogóle nadaje się jeszcze do remontu. Kiedy władze zobaczyły, że coś takiego jest, powstał projekt Domu Kultury i Tradycji, którym się teraz cieszymy i który prężnie funkcjonuje do dziś. Dzieciaki mają tam plac zabaw, mają boisko do piłki. My możemy korzystać do woli, jest ku temu podjęta stosowna uchwała. W ramach zawartej umowy, gdy urząd wynajmuje ten obiekt, ja wydaję tam naczynia, zupełnie nieodpłatnie. To uczciwy układ – mówi sołtys.
Każda wioska przedstawia swoje potrzeby, mniejsze lub większe, a Stare Gajęcice nie stanowią tu wyjątku. Zdaniem Jadwigi Krysztofek, w tej chwili priorytetem jest utwardzenie głównej drogi polnej, z której korzystają właściwie wszyscy rolnicy zamieszkujący wieś. W tym roku składany był w tej sprawie projekt w Urzędzie Marszałkowskim, który niestety został odrzucony.
– Ta droga jest dojazdem do warsztatu pracy naszych rolników, a woła o pomstę do nieba. W niektóre dziury wejdzie nawet wywrotka gruzu. Projekt opiewał na pięć tysięcy złotych. Nie było to dużo, ale to był jakiś odcinek drogi – stwierdza z rozczarowaniem.
– Dla mnie nadal to jest priorytet, podobnie jak reaktywacja szkoły, ale w to powoli przestaje już wierzyć. Mimo to nadzieja jeszcze się tli. Wystarczy odrobina dobrej woli – kontynuuje.
Prywatnie Jadwiga Krysztofek jest matką piątki dzieci, z których najmłodsze ma 14 lat. Na życie zarabia handlem. Jak sama podkreśla, nie jest to lekki kawałek chleba, ale dziś nie wyobraża sobie już, że mogłaby zajmować się czymś innym. Jako sołtys, nadal zamierza realizować swoje plany, reprezentując interesy Starych Gajęcic. Jak zostało wcześniej wspomniane, jeżeli ze strony mieszkańców pojawi się taka wola, zamierza kandydować w kolejnej kadencji.