Makabryczna zbrodnia?

13 lipca 2017
4 099 Views

Po trzech dniach w stodole znalezione zostają zwłoki 66-letniego Jana P. Wokół denata jest kałuża krwi. W związku ze sprawą policja zatrzymuje 51-letniego brata Romana P. Z posesji znika również pies. Weterynarz podejmuje decyzję o jego uśpieniu. – To jest zabójca jak nie wiem- komentują sąsiedzi.

Jan P. był człowiekiem, którego każdy w okolicy kojarzy. Nic więc dziwnego, że jak przez trzy dni nikt go nie widział, natychmiast zainteresowano się, gdzie jest mężczyzna. Nikt jednak się nie spodziewał takiej tragedii.
– Policjanci pod nadzorem wieluńskiej prokuratury wyjaśniają okoliczności zgonu 66 -letniego mieszkańca pow. wieluńskiego. W związku z tą sprawą funkcjonariusze zatrzymali 51- letniego brata denata- potwierdza Katarzyna Grela z KPP w Wieluniu. – Zatrzymany miał w organizmie ponad 2,5 promila alkoholu. Po wytrzeźwieniu zostanie przesłuchany. Kluczowymi dla dalszych decyzji procesowych będą wyniki sekcji zwłok- dodaje Grela.
Zwłoki Jana P. znaleziono w stodole. Mężczyzna, jak przekazują sąsiedzi, był skulony. Miał rozszarpaną nogę. Wokół było pełno krwi.
– Podobno śmierdziało na odległość- komentuje jeden z sąsiadów.
66-latek mieszkał z młodszym bratem Romanem P., w małym domku na ulicy Piechocińskiej w Wierzchlesie. Jak mówią sąsiedzi, często interweniowała tu policja. Przyczyny były różne. A to jakieś awantury, a to picie. Jednak jedną z przyczyn był pies.
– Mniejszy od wilczura. Nie wiem jak on w nazwie tam ma, ale jak psa dorwał to ścisnął go tylko za łeb i po psie. Zabójca jak nie wiem- komentuje sąsiad braci P. – Policja mówiła, że taki pies powinien być zgłoszony. Rasowy jest, ale pomieszany. Kobiety młode z dziećmi bały się wychodzić, bo on tu nieraz wyskoczył z tego ogrodzenia.
Jak dodają mieszkańcy Wierzchlasu, podobno pies się bardzo słuchał właściciela.
– Był zadbany. Ale to, że zadbany to chyba nie znaczy, że ma większe prawa niż człowiek. Musiało się coś stać, żeby była jakakolwiek reakcja- podnosi mieszkaniec ulicy Piechocińskiej.
Członek rodziny braci P. wspomina, że zupełnie niedawno Roman P. poszczuł wspomnianym psem swojego brata.
– Pogryzł go ten pies okropnie. Janek w szpitalu wylądował, ale nie chciał nic zeznawać, bo się bał brata- mówi sąsiad.
Policja potwierdza, że faktycznie interwencja była i dotyczyła problemów z psem.
– 5 kwietna tego roku została przeprowadzono interwencja w miejscu zamieszkania obu mężczyzn . Przedmiotem interwencji był pies biegający po terenie posesji, który uniemożliwiał jednemu z lokatorów wejście do domu. Interwencja zakończyła się pouczeniem . Interweniujący policjanci ustalili, że zgłaszający 66-latek zamieszkiwał tam razem z bratem, który jest właścicielem psa- mówi Katarzyna Grela z KPP w Wieluniu.
Zaledwie dwa dni później 66-latek zgłosił się na policję.
– 7 kwietnia do komendy policji zgłosił się 66-latek, którego zwłoki znaleziono w ostatnią sobotę. Wówczas powiedział, że został pogryziony przez psa- potwierdza Katarzyna Grela.- Odmówił on jednak złożenia zawiadomienia oraz jakichkolwiek zeznań przeciwko bratu, który był właścicielem psa. Informacja o całym zajściu trafiła do dzielnicowego. Dzielnicowy był na terenie posesji, sprawdził m.in. stan ogrodzenia oraz sposób trzymania zwierzęcia. Pies znajdował się wtedy na łańcuchu. Obaj mężczyźni zostali pouczeni o zachowaniu należytych środków ostrożności przy trzymaniu zwierząt. Policjant rozmawiał także o tej sytuacji z powiatowym lekarzem weterynarii, który jak oświadczył miał w swoim zakresie podjąć stosowne czynności- zapewnia Grela.
Mieszkańcy Wierzchlasu słyszeli już kilka wersji o śmierci Jana P. Jedne źródła mówią, że zagryzł go pies. Rana na nodze, zniknięcie „pupila” z posesji i decyzja weterynarza o jego uśpieniu w większości potwierdzają tę wersję wydarzeń.
– Nie wiadomo, co tak naprawdę się stało. Podobno miał wygryzione w okolicach łydki. Tętnice chyba miał przegryzioną i się zwyczajnie wykrwawił- komentuje sąsiad braci P.
Nie brak jednak kolejnych wersji, które przedstawiają znacznie drastyczniejszy scenariusz
– Policja długo czekała na lekarza. Wiadomo, że ten pies się dostał do niego. Ale czy wcześniej ten Janek nie był czymś uderzony, czy tam od początku był w tej stodole, to nie wiadomo- dodaje kolejny z sąsiadów.
Dziwne jest na pewno to, że Jan P. przez około trzy dni rozkładał się w stodole będącej zaledwie kilka metrów od domu, a jego młodszy brat nawet tego nie zauważył i się nie zainteresował faktem zniknięcia brata czy smrodu na podwórku.
– Kto wie co tam się stało. Pies to mógł się do niego dobrać, jak ten już konał. Ten brat Janka to lubił sobie wypić. Jak go zatrzymywali, to podobno też był pijany- mówi mieszkaniec Wierzchlasu.
Wczoraj( 3 lipca) miała zostać przeprowadzona sekcja zwłok Jana P. Dopiero jej wyniki odpowiedzą na wiele pytań. Jak się dowiedzieliśmy, również zwłoki psa zostały zabezpieczone do sekcji. Do tematu wrócimy, gdy będą znane wyniki tych badań.