Bez bieżącej wody, kanalizacji i drogi… da się żyć

19 lipca 2017
2 439 Views

Ze strachu zbierają wodę na zapas; w kanach, bańkach, plastikowych butelkach – w czym się tylko da. O bieżącej wodzie mogą na razie pomarzyć. Od lat mówi się im, że gmina nie ma pieniędzy, że są sprawy ważniejszej wagi.

Ani do picia, ani do mycia…

Do picia kupują wodę w pięciolitrowych baniakach. 150 litrów miesięcznie kosztuje ich ponad 75 złotych. – Nikt nam tych pieniędzy przecież nie zwróci, bo oni nam powiedzą, że nie musimy pić mineralnej… A tej się proszę pana pić nie da – mówi Irena Frątczak z Rychłocic-Żabieńca.
W studniach woda jest, szczególnie teraz gdy praktycznie co drugi dzień pogoda raczy deszczem. Tyle tylko, że nie nadaje się do picia. Przynajmniej tak twierdzą właściciele studni, dodając, że w zasadzie zdatna jest jedynie do podlewania i prac porządkowych.

Irena Frątczak ze strachu przed brakiem wody, gromadzi ją w czym się da

– Proszę pana woda była badana przez sanepid i wyszło, że jest zbyt dużo żelaza i manganu. To mamy się narażać. Zresztą ona się nawet do prania nie nadaje – mówi Frątczak.
Jakoś muszą sobie radzić, więc wzięli się na sposób i wodę ze studni filtrują, a dopiero potem używają do gotowania zup, mycia się czy prania. Bywa jednak, że w studni wody jest jak na lekarstwo. Zdarzają się też nieprzyjemne przypadki, wykluczające możliwość korzystania z takiej ”dobroci’’.
Irena Frątczak opowiada jak jej sąsiedzi przez kilka tygodni nie mogli korzystać ze studni, bo wpadło tam jakieś zwierze i utopiło się, podobno kuna.
– Smród był nie z tej Ziemi. I co mieli tę wodę pić, prać w niej, myć się… – ironizuje Irena Frątczak. – Pan by się w takiej wodzie umył, napiłby się pan? – pyta retorycznie.
Zbierają wodę na zapas, ze strachu, że kiedyś znów braknie. – A mało razy tak było – wspomina właścicielka posesji, a jej mąż Janusz Machnicki wyraźnie kiwa głową.
Miejsc, w których gromadzone są butelki i bańki z wodą w domu i obejściu jest kilka. Największy zbiór na czarną godzinę Frątczak i Machnicki zachomikowali w drewnianym domku letniskowym pod podłogą. Sporo pięciolitrowych butelek trzymają też w kuchni przy hydroforze, która pozwala na wydobycie wody ze studni. Woda w butelkach stoi nawet przy każdym większym krzaczku w ogrodzie, bo przecież jak braknie, będzie jak znalazł.
W domu nie ma toalety ani łazienki. Dwa drewniane wychodki na podwórku; męski i damski, muszą wystarczyć. Myją się w plastikowych wanienkach, zazwyczaj w wodzie ze studni, ale czasem, gdy nawet do tego nie jest zdatna, korzystają z tej kupnej. W takiej sytuacji (brak bieżącej wody) pralka może być tylko jedna – niezawodna Frania. A i w tej nie zawsze można wyprać.
– Jak woda jest pomarańczowa, to prania zrobić się nie da – irytuje się pani Irena.
Irena i Janusz twierdzą, że wielokrotnie dopytywali w gminie o podłączenie wody bieżącej w ich przysiółku, sąsiedzi mieli nawet pisać pisma w tej sprawie, ale zawsze ich wołania spotykały się z odmową.
– W gminie zawsze nam mówią, że nie ma pieniędzy, że są ważniejsze rzeczy – mówi Frątczak. – No to musieliśmy zadziałać inaczej.
Razem z sąsiadami wystosowali petycję do gminy, domagając się od władz bieżącej wody, do której dostęp. W piśmie do wójta gminy, podpisanym przez kilkanaście osób, czytamy:’’Mieszkańcy Rychłocic-Żabieńca zwracają się z prośbą o rozbudowę sieci wodociągowej, wraz z przyłączami do budynków mieszkalnych, zapewniających wodę z wodociągu. Dostarczenie wody jest jednym z podstawowych wymogów cywilizacyjnych i podstawowych zadań gminy. Pragniemy poinformować, iż w chwili obecnej, studnie głębinowe nie zapewniają odpowiedniej ilości wody’’.
Da się żyć, choć nie ma nic

Rodzin takich jak Irena i Janusz, w przysiółku Żabieniec jest więcej. Sprawa dotyczy dziewięciu rodzin, wśród których część zamieszkuje tu jedynie w okresie letnim.
– Może byśmy tu mieszkali cały rok, ale zimą bez bieżącej wody i odpowiedniej drogi to się nie da… – mówi Krystyna Siwecka.
– Da się – zapewnia mieszkający tu od 30 lat Jerzy Baykowski. – Mam 86 lat i powiem tyle, że bez wody i bez kanalizacji można żyć. Pan do tego dojdzie jak będzie pan miał 86 lat, być może… Po prostu kupujemy wodę do picia w sklepie – wyjaśnia.
Baykowski w zabawny sposób opowiada o tym za co uwielbia gminę Konopnica, w której wręcz się zakochał. Przyznaje jednak, że brak bieżącej wody, kanalizacji i dobrej drogi to duży problem, ale zamiast prostego narzekania woli ironizować.
– Kiedyś się topiliśmy bardzo mocno, nie mogliśmy wyjechać, poflirtowałem trochę z jedną urzędniczką, więc przyjechali i autostradę nam tu zrobili… Bo przyjechał pan autostradą prawda? Ludzie są niewdzięczni i tylko, a ja jestem wdzięcznym klientem i się cieszę z byle czego – śmieje się Baykowski.
Sąsiedzi Baykowskich wątpią, że przedstawianie tej sprawy w humorystyczny sposób, jak robi to Baykowski, może zostać źle zrozumiane.

Maria i Jerzy Baykowscy co jakiś czas zaglądają do studni, sprawdzając stan wody

– Skoro 30 lat tu mieszkam to znaczy, że da się żyć bez wody bieżącej i jest to fakt – tłumaczy emeryt.
– Robisz sobie Jurek żarty z tego, a problem jest poważny – zwraca uwagę sąsiad Andrzej Siwecki.
– To po jaką cholerę żeście mnie budzili, ja przecież spałem grzecznie – rzuca Baykowski, wyłączając się z dyskusji.
Siwecki wraz z żoną Krystyną opowiadają o tym jak występowali do gminy o przyłączenie wody, ale to było bardzo dawno, bo w 2002 roku.
– My radzimy sobie tak, że kupujemy wodę w sklepie, albo przywozimy ją z Łodzi, gdzie również mieszkamy – mówi Siwecki. – Oddałem wodę do sanepidu – kontynuuje – i powiedzieli mi, że bakteriologicznie jest woda czysta, ale skład chemiczny jest do kitu. Tu jest taki region, że woda ma przekroczoną, około dwudziestokrotnie, zawartość żelaza i manganu.
To zdaniem Andrzeja Siweckiego nie jest żadną tajemnicą.
– Poza tym nie nadaje się do spożycia, a nawet do prania, bo rzeczy robią się żółte – dopowiada jego małżonka Krystyna.
– Myśmy swego czasu bój stoczyli o tę drogę i w tej chwili musimy zaznaczyć, że gmina ten początkowy odcinek wysypała gruzem i da się nawet dojechać, a w zimie od czasu do czasu jest nawet odśnieżone – zauważa Siwecki.
Baykowski chwali w tym zakresie gminę, zaznaczając, że problem odśnieżania jest mądrze rozwiązany.
– Jest tak, że jak śnieg popada, to wjeżdżają ciężkim sprzętem i zrobione – podkreśla. – Dlatego nie możemy ciągle narzekać, bo wójt tej gminy od czasu do czasu podejmuje mądre decyzje. Choć to się znowu zbyt często nie zdarza… – mówi żartobliwie Baykowski.
– Problem odśnieżania od dwóch lat w ogóle tu nie istnieje – dorzuca jego żona Maria Baykowska.
O braku wody, kanalizacji i dobrej drogi mieszkańcy mogą mówić godzinami, podkreślając jednocześnie, że doceniają walory miejsca, w którym żyją. Nie chcą być odbierani jako ludzie, którzy potrafią tylko narzekać.
– My nie narzekamy, bo kosztem tych niedogodności mamy frajdę z tego, że żyjemy wśród zwierząt, przyrody – docenia Janusz Machnicki. – To jest coś nieprawdopodobnego, ale chociaż to minimum komfortu jakim jest bieżąca woda chyba nam się należy.

”Rozpoczynamy procedurę…’’

Wójt gminy Grzegorz Turalczyk, mimo urlopu odebrał telefon, odsyłając dziennikarzy do sekretarz urzędu Anny Glapy. Ta nie kryła zaskoczenia sprawą, bo w momencie pierwszej wizyty ”Kulis…’’ w Konopnicy, petycja mieszkańców jeszcze nie została dostarczona do urzędu. Dziennikarze przyjechali zatem dzień później, gdy sekretarz była przygotowana do rozmowy, trzymając w ręku pismo od mieszkańców.
Jak to się stało, że ludzie w gminie Konopnica nie mają bieżącej wody?
– Dopiero co otrzymaliśmy pismo w tej sprawie – zaznacza Anna Glapa. – Do obecnej chwili nie mieliśmy takich zgłoszeń, aby budować tam sieć. Jest to odcinek dość długi. Dziewięć posesji, które są wskazane w petycji, rozmieszczone są na odcinku ok 1,5 km. Mieszkańcy zaznaczają w piśmie, że chcą doprowadzenia wody wraz z przyłączami, gdzie te posesje znajdują się w dużej odległości od drogi gminnej.
Sekretarz podaje, że jedyne zgłoszenie z tego terenu, jakie otrzymała gmina, była złożona na początku tego roku przez mieszkańca kolonii Żabieniec. Mieszkaniec zwrócił się do gminy z prośbą o podłączenie do sieci wodociągowej. Jednak problem ma być rozwiązany inaczej.
– Zaproponowaliśmy temu panu budowę studni głębinowej, w której gmina będzie partycypowała w kosztach – zaznacza Glapa.
Problem tego mieszkańca będzie rozwiązany. Ale co z tymi dziewięcioma rodzinami, które wciąż pozostają bez bieżącej wody. Co gmina może zrobić i kiedy?
– Na obecną chwilę, to pismo potraktowałam jako wniosek do budżetu na rok przyszły. Zostało przekazane do referatu finansowego, celem wzięcia pod uwagę w trakcie przygotowania projektu budżetu na rok 2018. Jeśli środki finansowe pozwolą będziemy starać się to zadanie umieścić w budżecie – mówi sekretarz.
Jak to, starać się? Przecież to jest podstawowa potrzeba. Przecież sekretarz o tym wie. Woda ze studni tam znajdujących się nie nadaje się do picia… Jest taka propozycja, żeby urzędnicy i każdy z radnych gminy przyjechał tam na kilka dni i pomieszkał sobie bez bieżącej wody, gdy trzeba pić, umyć się, wyprać ubranie.
– Tak jak powiedziałam, pismo zostało przekazane do referatu finansowego. Na obecną chwilę nie mamy możliwości finansowych – ciągnie sekretarz gminy.
Czy w przyszłym roku będzie budowany ten wodociąg? Sekretarz powie, że to rada zadecyduje. Ale jeśli zadecyduje inaczej, to ci ludzie znowu zostaną bez wody.
– Projekt budżetu przedstawia wójt gminy – mówi Glapa. – Sądzę, że jesteśmy w stanie zlecić przygotowanie dokumentacji projektowej. Nie mogę powiedzieć, czy będziemy realizować to zadanie w przyszłym roku. Szacunkowo taka inwestycja może kosztować trzysta-czterysta tysięcy złotych, a nawet i więcej.
Czy takie pieniądze znajdą się na to, żeby rozwiązać problem kilku rodzin na terenie gminy? Tego jeszcze nie wiadomo. Może się jednak okazać, że wójt i radni zdecydują przeznaczyć gminne środki na inne zadania. Choć o problemie władze gminy, te i poprzednie, musiały widzieć – nie jest tajemnicą gdzie wodociąg jest, a gdzie go nie ma – to przez lata nie znalazły się środki na jego rozwiązanie.
– Mamy świadomość, że część nieruchomości nie jest podłączonych do wodociągu – mówi Anna Glapa.
To dlaczego gmina nic z tym nie robi od wielu lat?
– Na pewno nie będzie tłumaczeniem, że są ważniejsze sprawy, ale są wybierane te zadania, które służą większej liczbie mieszkańców – kontynuuje sekretarz.
To nie jest żaden argument. Nie ma ważniejszej sprawy niż dostęp do bieżącej wody, gwarantują go przepisy prawa.
– W przypadku braku do bieżącej wody, na którejkolwiek posesji, jednostka samorządu terytorialnego jest zobligowana do wskazania punktu czerpania wody. Nie mieliśmy takiego zgłoszenia, więc nie wskazywaliśmy.

Anna Glapa, sekretarz gminy Konopnica tłumaczy, że na wodociąg ludzie z Rychłocic-Żabieńca muszą jeszcze poczekać… Jak długo? Tego nie może powiedzieć

Teraz takie zgłoszenie jest. Zatem gdzie ten punkt czerpania zostanie wskazany? Gdzie mieszkańcy mają po tę wodę się zgłaszać?
– Najbliżej jest strażnica OSP w Rychłocicach.
A jak ci ludzie mają tę wodę transportować? Może nie wszyscy mają samochód… Tam mieszkają starsi ludzie. Gdy dziennikarze do nich jechali, czuli się prawie jak na Dzikim Zachodzie. Na miejscu okazało się, że nie tylko nie mają dobrej drogi, ale żyją bez bieżącej wody i kanalizacji. Dziki Zachód w gminie Konopnica!?
– Nie ma tam rzeczywiście drogi asfaltowej. Jest droga utwardzona. Wodociągu nie ma, bo nie było zgłoszenia, a mieszkańcy mają dostęp do wody ze studni.
Do wody niezdatnej do picia, ze zbyt dużą zawartością żelaza, manganu i cholera wie czego jeszcze!?
– Jeśli woda nie będzie zdatna do picia, to mieszkańcy to zgłoszą – zapewnia Glapa.
Co jeśli ci mieszkańcy wystąpią do gminy o zwrot pieniędzy za wodę, którą zmuszeni są kupować? Gmina nie odda im pieniędzy, wskaże jedynie ujęcie do czerpania wody… przy strażnicy w Rychłocicach.
– Możemy zobaczyć to na mapie? – pytają dzienniakarze ”Kulis…’’. – Pani ma tu mapę.
– Ta mapa nie obejmuje tego punktu.
– No właśnie, jest tak daleko, że nie obejmuje…
– To jest około dwóch kilometrów od ostatniej posesji.
– Chcielibyśmy usłyszeć jedną rzecz – mówią dziennikarze. – Nie tylko to, że weźmiecie problem pod uwagę.
– Rozpoczynamy procedurę…
– To już lepiej, ale jeszcze nie to. Chcielibyśmy usłyszeć, że dla gminy sprawa zapewnienia tym ludziom bieżącej wody będzie od dziś priorytetem. Nie może być tak, że mieszkańcy nie mają dostępu do bieżącej wody, mamy XXI wiek.
– Jeżeli nie będzie tego w budżecie, to nie będziemy mogli wykonać takiej inwestycji – tłumaczy sekretarz.
Wydaje się, że ani wójt, ani żaden z radnych celowości takiej inwestycji podważać nie będzie. Jeżeli ze strony władz gminy będzie zaś chęć realizacji inwestycji, to wodociąg powstanie. Tym ludziom to się zwyczajnie należy.
– Będziemy starać się jak najszybciej rozwiązać ten problem. Kiedy dokładnie uda się to zrobić, dziś panu nie powiem – finalizuje Anna Glapa.
I to by było na tyle. Bo my dziennikarze możemy się tylko upomnieć o tych, którym dzieje się krzywda, wstawić się za nimi, tym razem u władz gminy. Nie mamy jednak mocy sprawczej jeśli idzie o konkretne decyzje finansowe gminy, w tej czy innych sprawach. Teraz ruch należy do wójta i radnych. Do sprawy wrócimy…