Dławią się w fetorach

3 sierpnia 2017
570 Views

Mieszkańcy Dąbrowy pod Wieluniem mają poważny problem. W sąsiedztwie ich zadbanych posesji zamieszkało… pół tysiąca świń. Tuczniki same w sobie nikomu tu nie przeszkadzają.
Uciążliwy jest za to smród i nawet najbardziej odporni, nie są w stanie go zaakceptować.

’’Śmierdzi jak cholera’’

Chlewnia w Dąbrowie stoi w tym miejscu od wielu lat, powstała wcześniej niż wiele budynków mieszkalnych w okolicy

Chlewnia w Dąbrowie dotychczas nie przeszkadzała mieszkańcom. Czasem coś nieprzyjemnie pachniało, jak to na wsi, ale nikt nie zwracał na to jakoś uwagi. Wszystko zmieniło się w tym roku, kiedy oborę zaczął użytkować nowy właściciel. Wyjątkowo przykry zapach, zaczął towarzyszyć mieszkańcom praktycznie każdego dnia…
– Niech pan coś z tym zrobi, przecież tu się żyć nie da. Śmierdzi jak cholera – alarmował jeden z mieszkańców, zgłaszając temat na interwencyjny numer ’’Kulis Powiatu’’.
Gdy dziennikarze dotarli do Dąbrowy, przekonali się, że słowa czytelnika nie były przesadzone. Ostry fetor, unoszący się w powietrzu, wywoływał odruch wymiotny.
– Teraz panowie już nas rozumiecie – mówi do reporterów Filip Luboiński, który wraz z rodziną zmuszony jest walczyć ze świńskim odorem. A sposobów tej walki wiele nie ma. Po prostu nie otwiera się okien, a gdy powietrze wokół domu zaczyna gęstnieć, z podwórka trzeba uciekać do szczelnego pomieszczenia. Szczególnie uciążliwe nieprzyjemne zapachy stają się latem, gdy każdy chce cieszyć się z ciepłych dni przebywając na działce. Wiadomo, że nie buduje się domu poza miastem, żeby z niego nie wychodzić…
Mieszkańcy doskonale zdają sobie sprawę, że hodowla trzody chlewnej musi generować specyficzną woń, jednak nie tak silną, jak ma to miejsce w Dąbrowie.
– Ludzie są zniesmaczeni tym, co się tutaj dzieje. Ten zapach jest okropny!-akcentuje Michał Fraszek. – Tak jest codziennie, zależy tylko jak wiatr wieje. Raz my mamy gorzej, innym razem osoby mieszkające po drugiej stronie.
Nieprzyjemny zapach może wydawać się błahym problemem, ale w rzeczywistości rodzi poważne konsekwencje. Bóle głowy, częste mdłości, depresje; to tylko niektóre z wypadkowych stałego przebywania w towarzystwie nieprzyjemnych odorów.
– Dławimy się fetorami, a ktoś robi na tym kasę – podnoszą mieszkańcy ulicy Wolności, przy której mieści się uciążliwa chlewnia.
– Są dni, że nie ma możliwości otworzyć okna – podkreśla Fraszek. – Na ten temat mogę sporo powiedzieć, mój teść zajmuje się branżą mięsną i doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że świnia tak nie pachnie. Zapach można poczuć 20 metrów od chlewu, ale nie w odległości 500 metrów, tak jak u nas – stwierdza.
Filip Luboiński przypuszcza, że dużą rolę w tym zakresie odgrywa sposób karmienia.
– Nie wiadomo czym oni te świnie karmią. Możliwe, że stosują mączkę rybną. Dostawy przyjeżdżają tylko wtedy, gdy jest już ciemno, to samo w sobie jest podejrzane – mówi Luboiński.
Dlaczego smród pojawił się dopiero, gdy chlewnia została wykupiona przez nowego właściciela?
– Wcześniej tę hodowlę prowadził ktoś inny – mówi Marcin Ostrowski. – Tak, wtedy też śmierdziało, ale raz na jakiś czas, gdy wywozili gnojowicę – przyznaje mieszkaniec Dąbrowy.
– To było całkowicie akceptowalne i niezbyt problematyczne – wtrąca Dariusz Teodorczyk. Teraz ten zapach jest non stop, od kiedy tylko się pojawił nowy właściciel. Najgorzej jest wieczorem. Znajomi, którzy jeżdżą tu rowerami, też twierdzą, że nie da się tu wytrzymać.
– Koledzy pytają mnie ’’jak ty tu żyjesz?’’ – opowiada Michał Fraszek. – Kwas jest straszny!
– Wieczorem nie da się okna otworzyć – irytuje się Luboiński. – Nie da się prania wywiesić, bo wszystko przesiąka tym smrodem – dopowiada.

’’Bakterii nie stosujemy’’

Nowymi właścicielami chlewni jest małżeństwo z Białej Rządowej, oddalonej od Dąbrowy o kilkanaście kilometrów. Rozmawiają w sprawie, ale chcą pozostać anonimowi.
– Pierwsze słyszę, jestem zaskoczony – mówi hodowca (nazwisko znane redakcji). – Nikt nie zgłaszał nam takiego problemu. Ten budynek kupiliśmy na wiosnę, tak naprawdę dopiero zaczynamy – kontynuuje. – Dochodzi do końca pierwszy tucz, za chwilę będziemy go sprzedawać. Przyznaję, nie stosujemy EM (Efektywne Mikroorganizmy, których zadaniem jest rozkładanie związków azotu – przyp. redakcja), ale rozważamy taką możliwość – zaznacza właściciel chlewni.
Producenci trzody twierdzą też, że planują posadzić drzewa, co powinno częściowo zatrzymać zapach.
– Rozmawialiśmy ze specjalistami – mówi właściciel. – Bakterie można dodawać do wody i do paszy. Będziemy tak robić – zapowiada, zaznaczając swoje dobre chęci.
– Chlewnię chciałem wybudować u siebie na podwórku, tu w Białej – podkreśla hodowca. – Ale tutaj jest zbyt gęsta zabudowa. Pojawiła się możliwość kupienia tamtego budynku, który funkcjonował od lat. Tam trzymam około 350 świń, przyjeżdża weterynarz i nigdy nie stwierdził żadnych nieprawidłowości – mówi.
Chlewnia w Dąbrowie
– same znaki zapytania

– Nikt nie zgłaszał się do nas w sprawie chlewni w Dąbrowie – zapewnia Barbara Sułkowska, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Wieluniu

Temat wymaga analizy ekspertów. Gorzej, że o działającej chlewni wiadomo niewiele.
Sprawą ma zająć się Powiatowy Inspektorat Weterynarii, który już zapowiada kontrolę.
– W gospodarstwie utrzymującym trzodę chlewną będziemy sprawdzać przede wszystkim przestrzeganie warunków weterynaryjnych – mówi Grzegorz Łuczak, powiatowy lekarz weterynarii – czyli kwestie związane z dobrostanem zwierząt i zagospodarowaniem ubocznych produktów pochodzenia zwierzęcego. Jeżeli chodzi o zapach, gdzie są zwierzęta, tam niestety ten zapach będzie, ale oczywiście te sygnały będą przez nas sprawdzone.
Zupełnie nic o chlewni w Dąbrowie nie wiedzą w wieluńskim sanepidzie.
– Nic nam nie wiadomo o takiej działalności w Dąbrowie – mówi Barbara Sułkowska, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Wieluniu. – Nie wpłynął do nas żaden wniosek w tej sprawie. Możemy rozmawiać w tym zakresie jedynie o normach – dodaje.
W sanepidzie dowiadujemy się, że nawet jeśli rzeczywiście producent hoduje 350 tuczników, jak sam powiedział dziennikarzom, to zgodnie z przelicznikami, przekroczył normy, które zezwalają na tego typu działalność bez uzyskania decyzji środowiskowej. Okazuje się jednak, że producent świń skłamał co do ilości zwierząt, znajdujących się w oborze. – Mamy w tej chwili tych świń 500 – informuje żona hodowcy w rozmowie z dziennikarzami. – Ale byliśmy przekonani, że możemy je tam mieć bez żadnych dodatkowych zezwoleń. Wynajęliśmy firmę, która to wszystko sprawdzała… No i miało być wszystko zgodnie z zasadami – mówi, nie kryjąc zdenerwowania. – My jesteśmy dalecy od robienia innym na złość. To jest kwestia kilku dni jak zaczniemy wyprzedawać te tuczniki i koniec, a co później tego sama jeszcze nie wiem – kończy.

Normy są przekroczone.
I co z tego?!

Zatem w oborze producent tuczy 500 świń, nie mając decyzji środowiskowej. Czy musi ją mieć?
– Konieczność wydania decyzji środowiskowej jest wówczas, gdy inwestor zamierza wykonać jakieś roboty budowlane – mówi Joanna Skotnicka-Fiuk z biura burmistrza w Urzędzie Miejskim w Wieluniu. – W innym przypadku, gmina nic nie może. My nie mamy nawet żadnych podstaw, żeby takiego hodowcę kontrolować.
Z informacji jakie dziennikarze otrzymali w sanepidzie wynika, że w przypadku hodowli tucznika normą jest 40 DJP (Dużych Jednostek Przeliczeniowych – przyp. redakcja) w sytuacji, gdy produkcja znajduje się na terenie produkcyjno-mieszkalnym, a 60 DJP na terenie produkcyjnym. Niezależnie od tego czy przyjmiemy do obliczeń ilość 350 podaną w pierwszej wersji hodowcy, czy 500 wskazaną przez żonę producenta w czasie drugiej wizyty dziennikarzy ’’Kulis…’’, to i tak normy wskazywane przez sanepid zostały znacznie przekroczone.
Czy to znaczy, że hodowca działa nielegalnie? Otóż niekoniecznie. Okazuje się bowiem, że producentów trzody, którzy korzystają z chlewni wybudowanych wiele lat temu, gdzie była już tego typu działalność, obowiązują zupełnie inne przepisy. Jeśli budynki nie uległy żadnej modyfikacji po zakupie, a rolnik nie prowadził tego rodzaju działalności to wystarczyło, że zarejestrował siedzibę stada w Powiatowym Inspektoracie Weterynarii. Inaczej byłoby, gdyby dotychczas prowadził już produkcję trzody chlewnej, a teraz zwiększał ją o kolejne sztuki, przekraczając normy DJP.
Oczywiście przepisy dotyczące produkcji trzody chlewnej wiążą się z szeregiem innych obowiązków związanych z tego typu działalnością.
Poza tym, normy przewidziane w prawodawstwie można w pewien sposób ominąć, chociażby produkując świnie w różnym wieku; znaczy to tyle, że mając świnie w kilku cyklach przelicznik DJP liczy się wówczas osobno do każdej z grup wiekowych. Dodatkowym sposobem obejścia wymogów jest chów świń o różnym przeznaczeniu; tuczników, macior etc.

***

Sposobów na uniknięcie odpowiedzialności za wpływ tego typu działalności na środowisko jest dużo. O wiele trudniej bronić się przed fetorem. Mieszkańcom pozostaje więc błagać hodowcę, by stosował środki ograniczające emisje nieprzyjemnych zapachów, albo prosić Boga, żeby wiatr wiał w przeciwnym kierunku.

Sławomir Rajch
Artur Białek