We wsi wyrasta Mount Everest śmieci

Mogłoby się wydawać, że mieszkańcy małych wiosek żyją z dala od typowo wielkomiejskich problemów. Tymczasem okazuje się, że zasada ta nie dotyczy Zamościa, gdzie ludzie muszą mieszkać w sąsiedztwie wielkiego składowiska odpadów.


Składowisko, o którym mowa, znajduje się na terenie firmy Hydro-Max, zlokalizowanej w pobliżu Szkoły Podstawowej im. Stefana Żeromskiego. Zakład magazynuje odpady gumowe – opony maszyn rolniczych, fragmenty taśm transportowych – oraz stare dywany.
Dla mieszkańców oznacza to spore niedogodności. Hałdy śmieci są tak wysokie, że dosłownie zmieniają krajobraz wioski. Kolejna rzecz to zagrożenie pożarowe, spowodowane magazynowaniem łatwopalnych odpadów. Nie można nie wspomnieć też, że takie miejsce stanowi idealne środowisko bytowe dla gryzoni, a lokalizacja placu wzbudza dodatkowe kontrowersje.
Zaniepokojeni mieszkańcy zgłosili problem w Urzędzie Gminy Strzelce Wielkie.
– Dotarły do nas sygnały od mieszkańców, że na działkę, której właścicielem jest firma Hydro-Max, o różnych porach dnia przywożone są odpady. W związku ze zgłoszeniem mieszkańców, na miejsce udały się odpowiednie służby, które sporządziły stosowną dokumentację. Okazało się, że sterty tych odpadów są bardzo duże. Z tego co mi wiadomo, do tej pory przyjechało tam kilkadziesiąt ciężarówek z odpadami. Na miejscu sprawie przyjrzeli się inspektorzy z Urzędu Gminy, którzy potwierdzili obawy mieszkańców. Odpady wznosiły się kilka metrów ponad dachy obecnych tam zabudowań – mówi Marek Jednak.
Jak informuje wójt, w trakcie prowadzonej kontroli właściciel zakładu oświadczył, że posiada pozwolenie na magazynowanie tego typu odpadów, wydane przez Starostwo Powiatowe w Pajęcznie. Przedsiębiorca miał też informować inspektorów, że problematyczny towar niebawem zostanie posegregowany i wysłany do siedziby firmy Eko-Region, gdzie zostanie przetworzony na biopaliwo.
Oświadczenie przedsiębiorcy nie uspokoiło jednak urzędników, toteż ci zwrócili się do starosty o przesłanie kopii decyzji, która została wydana dla zakładu. Okazało się, że taki dokument został sporządzony w czerwcu zeszłego roku, zatem w ujęciu formalnym, firma działa w zgodzie z literą prawa. Marek Jednak podkreśla jednak, że odpady mogące wykazywać oddziaływanie na środowisko powinny być odpowiednio zabezpieczone i magazynowane w kontenerach, co zresztą zostało ujęte w wydanej decyzji. Zdaniem włodarza, największym problemem jest jednak wysokość składowiska.
– Jeżeli chodzi o plan zagospodarowania przestrzennego, oni nie występowali do nas o jakąkolwiek zmianę. Skorzystali z planu, który był ustalony poprzednio dla tych działek. W tym temacie zwróciliśmy się do WIOŚ-u o przeprowadzenie kontroli – informuje wójt.
Wizytacje kontrolne obyły się 14 i 29 czerwca. Teren, na którym magazynowane są odpady, spełnia wymogi zawarte w decyzji, a na miejscu nie są magazynowane odpady niebezpieczne. Niepokój organu kontrolującego wzbudził jednak fakt, że przedsiębiorca nie prowadzi kart ewidencyjnych, a odpady nie są opisane stosownym kodem. Zwrócono również uwagę na wysokość składowiska, w związku z czym do starosty wysłane zostało pismo o rozważenie możliwości niektórych zapisów, zawartych w pozwoleniu.
– Firma posiada stosowne zezwolenie na prowadzenie działalności w postaci zbierania odpadów. Ilości, które są zbierane, nie przekraczają tego, co zostało określone w pozwoleniu. Niemniej jednak, naszą uwagę zwróciła wysokość magazynowania odpadów. Nasze działania szły w kierunku zawiadomienia właściwych organów. Kontrola nie wykazała nieprawidłowości w zakresie treści zgłoszenia, czyli ilości magazynowanych odpadów, ale wykryte zostały nieprawidłowości z innego profilu – mówi Jacek Cichecki, kierownik Działu Inspekcji sieradzkiej delegatury Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Łodzi.
Okazuje się, że niebawem kłopotliwy sąsiad wkrótce przestanie sprawiać problemy. Jak twierdzi przedsiębiorca, magazynowanie odpadów miało charakter jednorazowy. Za kilka miesięcy plac zostanie przekształcony na bazę sprzętową.
– Składowisko nie jest na stałe. Jeszcze dwa miesiące i odpady znikną, będę korzystał z innego terenu. Ten plac posłuży jako warsztat samochodowy i baza sprzętowa. Nie chce mi się z nikim szarpać, zatem za kilka miesięcy tego nie będzie – mówi przedsiębiorca.