ASF stanowi realne zagrożenie

Jest jeszcze zbyt wcześnie żeby mówić o ogólnokrajowej epidemii, jednak wirus afrykańskiego pomoru świń stanowi coraz większe zagrożenie. Granica występowania choroby przesuwa się w stronę południa, co jest bardzo złą informacją dla rolników z powiatu wieluńskiego i ościennych.


Wirus, odpowiedzialny za uśmiercenie ogromnej ilości stad trzody chlewnej jest obecny w Polsce od lutego 2014 roku. Zaczęło się w województwie podlaskim i lubelskim, skąd choroba przedostała się na obszar województwa mazowieckiego. Na dzień dzisiejszy służby weterynaryjne zarejestrowały 65 ognisk choroby u świń hodowlanych i 430 przypadków zachorowań wśród dzików, przy czym mówiąc o dzikiej zwierzynie, każdy zarejestrowany przypadek to grupa padłych dzików.
ASF nie stanowi zagrożenia dla człowieka, jest natomiast zabójczy dla trzody chlewnej, a co za tym idzie, wirus naraża rolników i hodowców na ogromne straty.
– Nie jest to wirus groźny dla człowieka, wrażliwe są tylko wszystkie rasy świń domowych oraz dzikich. Mówiąc o skutkach, należy wskazać przede wszystkim ogromne straty ekonomiczne, o czym mogliśmy się już przekonać. Blokada wysyłki zwierząt oraz mięsa świń to podstawowe ograniczenia w handlu, które pojawiają się w takim przypadku – mówi Andrzej Derkowski, zastępca powiatowego lekarza weterynarii.
Każdy dodatni wynik badania sprawia, że całe stado zostaje uznane za ognisko zapalne afrykańskiego pomoru świń, co skutkuje podjęciem radykalnych działań przez odpowiednie służby. Jak mówi Derkowski, całe stado jest wówczas uśmiercane, gospodarstwo podlega dezynfekcji, a sprzęt, który nie może być poddany procedurze, zostaje zniszczony. Hodowla kolejnego stada staje się możliwa dopiero po pewnym czasie. Ze względu na znaczny postęp choroby, rozważana jest możliwość likwidacji wszystkich stad w strefie zapowietrzonej, czyli w promieniu trzech kilometrów. Na szczęście hodowcy, których stada zostały uśmiercone na skutek działań służb weterynaryjnych, mogą liczyć na rekompensatę w kwocie równej rynkowej wartości zwierzęcia. To jednak nie pokrywa wszystkich strat, jakie są ponoszone w takim przypadku, kluczowe są zatem działania, których celem jest ograniczenie rozprzestrzeniania wirusa.
Andrzej Derkowski tłumaczy, że na minimalizację występowania nowych ognisk wpływ mają przede wszystkim sami rolnicy.
– Bez współpracy hodowców nie jesteśmy w stanie sami poradzić sobie z tym problemem. Niezwykle istotna jest bioasekuracja, czyli właściwe ogrodzenie fermy i zabezpieczenie jej przed dostępem dzików i innych zwierząt, które mogą być wektorem. Są to nawet zwierzęta domowe. Ważne są też maty dezynfekcyjne na wjazdach do gospodarstw i na wejściach do pomieszczeń inwentarskich. Bezwzględnie przestrzegamy wszystkich hodowców, żeby nie kupować świń z niewiadomego pochodzenia, czyli nieoznakowanych i bez wymaganych świadectw zdrowia. Na teren gospodarstwa nie należy wpuszczać żadnych postronnych osób, ruch ludzi powinien być ograniczony do minimum. Póki co, restrykcyjne zasady bioasekuracji dotyczą jedynie okręgu zapowietrzonego i stref ochronnych, ale nie wykluczone, że w najbliższym czasie rozejdzie się to na wszystkie gospodarstwa utrzymujące trzodę chlewną – mówi Derkowski.
Ogniska znajdują się już w granicach województwa mazowieckiego, jednak zastępca powiatowego lekarza weterynarii uspokaja, że nie należy wpadać w panikę. Wirus znajduje się na tyle daleko, że na razie nie stanowi zagrożenia dla województwa łódzkiego. Niezwykle niebezpieczny może okazać się natomiast niekontrolowany przerzut nieoznakowanych świń z obszarów ochronnych.
Bardzo duże zagrożenie płynie też ze strony Ukrainy i Rumunii, gdzie w zeszłym tygodniu ujawniono pierwsze ognisko choroby wśród świń hodowlanych. Oznacza to, że województwo podkarpackie stało się strefą szczególnie narażoną na pojawienie się ognisk choroby.
Aby choć w pewnym stopniu zapobiec niebezpiecznym sytuacjom, Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Wieluniu stawia przede wszystkim na działania profilaktyczne, które nie ograniczają się tylko do ostrzeżeń publikowanych w formie plakatów i ulotek.
– Spotykamy się z ośrodkami doradztwa rolniczego, w każdej gminie robiliśmy spotkania z hodowcami. Spotykamy się też w centrach zarządzania kryzysowego, gdzie temat ten jest szeroko omawiany. W najbliższym czasie konieczna będzie organizacja manewrów, dotyczących zwalczania ASF-u. Należy podkreślić, że my (Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Wieluniu, przyp. red.) nie mamy przedłożenia na pozostałe służby, organem jednoczącym nas jest starosta – informuje Derkowski.