„Marzy mi się asfalt”

23 sierpnia 2017
193 Views

Niewielkie sołectwa, położone w bliskim sąsiedztwie terenów uprawnych, mają swój niezaprzeczalny urok. Nie znaczy to jednak, że życie na wsi przez cały czas przebiega w sielskiej atmosferze. Każda wioska ma swoje lokalne problemy, które w większości spadają na barki sołtysa.


Walenczyzna to niewielka wieś, położona w granicach gminy Skomlin. Obecnie zamieszkuje ją około 60 osób, co sprawia, że mówimy tu o jednym z najmniejszych sołectw w gminie. Większość mieszkańców wioski utrzymuje się z pracy na roli. Jak mówi sołtys, Walenczyzna nie słynie z wysokiej klasy gleb, ale bez większego kłopotu można tam uprawiać rzepak i zboża.
– Tutaj mamy trzecią i czwartą klasę, ale z uprawy ziemi da się jakoś wyżyć. Sam też jestem rolnikiem, łącznie z dzierżawami mam 15 hektarów pola – mówi sołtys.
Zbigniew Strózik objął urząd sołtysa w kwietniu 2015 roku, jako wybrany przez mieszkańców następca swojego ojca – Stanisława. Jak mówi, bardzo chętnie stanie do kolejnych wyborów, jeżeli tylko lokalna społeczność wyrazi zadowolenie z jego dotychczasowego sołtysowania. Funkcja „dyrektora” małej wioski wydaje się być łatwa do udźwignięcia jednak Strózik podkreśla, że to tylko pozory. Walenczyzna, jak każde inne sołectwo, ma swoje lokalne problemy, z którymi sołtys musi sobie poradzić.
– Największym problemem są tu dziury. Chciałbym, żeby przez wieś wiodła droga taka sama jak przez Wichernik i inne okoliczne wioski. Mimo to nie mogę narzekać. Jesteśmy małą wioską, ale gmina stara się dbać o drogi. Nie jest idealnie ale w innych wsiach poza gminą jest jeszcze gorzej – mów sołtys.
O ile nie można powiedzieć, że stan wiodącej przez Walenczyznę drogi jest w pełni zadowalający, to wyraźnie widać, że jej część niedawno została poddana naprawie. Potwierdza to Strózik.
– Temat drogi był poruszany na zebraniu sołeckim. W tym roku udało się załatwić naprawę krótkiego odcinka i mogę powiedzieć, że jestem zadowolony z wykonanych prac – stwierdza Strózik.
Sołtys przyznaje jednak, że w kwestii dróg jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia. Większość zabudowań Walenczyzny leży między polami uprawnymi, nieopodal pobliskiego lasu. O ile taka lokalizacja ma całą masę plusów, jak choćby piękny krajobraz, to urok malowniczego miejsca pryska w okresie jesienno-zimowym, kiedy gruntowa droga staje się trudna do pokonania.
– Marzy mi się asfalt, tak jak w innych sołectwach. Wiem jednak, że na dzień dzisiejszy nie jest to możliwe. Mimo to nie mogę powiedzieć, że moja współpraca z gminą źle się układa. Rozumiem, że nie wszystkie potrzeby tak małej wioski można zrealizować natychmiast – mówi Strózik.
O ile odcinki dróg, na których brakuje nawierzchni asfaltowej, rzeczywiście mogą być utrapieniem, to, jak twierdzi Strózik, mieszkańcy narzekają przede wszystkim na meliorację. Podtopienia pól uprawnych nie są tu zjawiskiem rzadkim i jak przyznaje sołtys, wymaga to pilnej interwencji.
– Chciałbym, żeby w gminie powstała spółka wodna. Jest problem z rowami odwadniającymi. Niektóre są całkowicie zapchane, brakuje przepustowości. Popada kilka dni i efektem jest zalewanie pól. Za kadencji mojego taty działo się więcej w tym temacie – podnosi sołtys.
Prywatnie Zbigniew Strózik interesuje się przede wszystkim rolnictwem. Życie gospodarza nie jest łatwe, pracy nie brakuje przez większą część roku, a w sezonie żniw dzień pracy kończy się dopiero, gdy zapadnie zmrok. Mimo to sołtys jest zadowolony z tego, co robi. W Walenczyźnie mieszka od urodzenia i nie wyobraża sobie lepszego miejsca dla siebie.