Nie chcą mnie znać, jestem lesbijką

23 sierpnia 2017
3 028 Views

Życie nie rozpieszczało Adrianny. Mając 6 lat straciła matkę w wypadku samochodowym, kilka lat później babcie i dziadka. Wychowywał ją ojciec, ale i jego straciła, choć niedosłownie. Odwrócił się od niej, gdy oświadczyła, że woli dziewczyny i dzieci też mieć nie będzie. Nazwał ją pier……. odmieńcem i oświadczył, że nie jest już jego córką. Spakowała się i trzasnęła drzwiami.


Trudne dzieciństwo
Praktycznie całe dzieciństwo spędziła na wsi pod Wieluniem. Gdy w tragicznym wypadku straciła matkę, dziewczynką zajęli się dziadkowie. Ojciec nie potrafił się otrząsnąć, przyjeżdżał na wieś raz, może dwa razy w tygodniu. Nim Ada zdążyła zrozumieć co właściwie się stało; że matka nigdy już nie wróci, nie przytuli, nie opowie bajki; rodzinę i ją samą dotknęła kolejna tragedia. Najpierw pogrzeb jej dziadka, kilka tygodni później babci.
– Nie jestem nawet w stanie opisać jak się wtedy czułam, co się ze mną działo – opowiada dziś 32-letnia Adrianna. – Chyba najbardziej przeżyłam jednak pogrzeb babci, bo ona zastąpiła mi matkę. Z pogrzebu mamy niewiele pamiętam. Jakbym nie orientowała się, co w ogóle się dzieje. Ale gdy spuszczano w dół trumnę babci, wiedziałam, że zniknie, tak jak mamusia.
Gospodarstwo dziadków przejął ojciec i jego brat. Mała Ada niemal każdy dzień spędzała w towarzystwie kuzynów. – Zawsze wolałam samochodziki od lalek, dobrze dogadywałam się z chłopakami – wspomina.
Kobieta z sąsiedztwa, do której, co drugi dzień, Ada z kuzynami chodziła po mleko, nazywała ją nawet ”chłopczyskiem”. Zachowywała się jak chłopiec, ubierała prawie tak jak kuzyni. Nigdy nie przepadała za sukienkami. Włosy zapuszczane przez lata, sama obcięła, bo ją irytowały. – Ciągle coś się w nie wplątywało – mówi. – Kiedyś zrobił mi się taki kołtun, że praktycznie nie można było go rozczesać. No to obcięłam – wzrusza ramionami.
Ojciec był wściekły. Dotkliwie okładał ją kawałkiem gumowego węża ogrodowego. Potem zamknął w pokoju i kazał na głos zmawiać ”Ojcze nasz”. – To było tuż przed pierwszą komunią. Tak dostałam, że nawet nie protestowałam, gdy kazano mi włożyć, na moją komunię, białą sukienkę po jakiejś dziewczynce z sąsiedztwa – opowiada Adrianna.
Potem już nigdy jej nie uderzył. Może dlatego, że mu się nie sprzeciwiała.
– Wybrał mi szkołę, zawód, chciał ułożyć całe życie. Miałam być nauczycielką. Na szczęście w porę to przerwałam.

Pierwsza miłość
Czas płynął. Ada rosła, dojrzewała, poznawała świat. Uczyła się dobrze, nawet bardzo. Jako nastolatka podobała się chłopakom. Za szczupłą, wysoką, niebieskooką blondynką, oglądali się na szkolnych korytarzach prawie wszyscy.
W ósmej klasie podstawówki zaprzyjaźniła się z Elą. Wszędzie chodziły razem – do szkolnego sklepiku, na apele, nawet do toalety. – Na lekcjach chemii, z której nic nie rozumiałyśmy, grałyśmy w kółko-krzyżyk, czasem nawet w statki. W czasie przerw przeglądałyśmy kolorowe karteczki do segregatorów, wtedy była taka moda, zbierało się i wymieniało tymi karteczkami – opowiada Ada. – Pamiętam, że bardziej zależało mi na tym, żeby zdobyć jakąś unikalną i podarować Eli, niż żeby mieć ich jak najwięcej. Nawet nie wiem, w którym momencie ta nasza znajomość stała się czymś więcej.
Ela miała chłopaka. Rok wcześniej skończył podstawówkę i poszedł na cukiernika. – Nie przepadałam za nim. Denerwowałam się nawet wtedy, gdy ona choćby o nim opowiadała.
Gdy Adrianna, na szkolnej dyskotece, zobaczyła Elę całującą się z tym chłopcem, wpadła w histerię. Zaczęła okładać go pięściami, krzycząc ”zostaw ją, zostaw”. Długo po tej dyskotece nie pokazywała się w szkole. Ojciec widział, że jest z nią coś nie tak, że to coś poważnego. Kazał dziewczynie zostać w domu.
– Nawet nie miałam z kim o tym porozmawiać. Dzisiaj w szkole są psycholodzy, ale wtedy… – wspomina.
Gdy wróciła do szkoły, Ela była na nią obrażona. Nie odzywała się. W końcu Ada pękła i w trakcie zajęć sportowych na boisku, stanęła przy słupku bramki, osunęła się po nim, zwinęła w kłębek i zaczęła płakać. Zanosiła się, nie potrafiąc złapać oddechu. Wtedy pierwsza z pomocą ruszyła Ela. Zabrała ją do szatni.
– Nauczyciel dał mi szklankę wody i kazał się uspokoić. Elka trzymała mnie za rękę. Uspokoiłam się i powiedziałam jej prawdę.
Ada powiedziała, że myśli o niej w każdej chwili, że śni, że nie wyobraża sobie bez niej życia, w końcu – że jest w niej zakochana.
– Potem jeszcze kilka razy o tym rozmawiałyśmy. Ela akceptowała moją inność, ale chciała żyć normalnie. Nie czuła do mnie nic poza koleżeństwem, po prostu lubiła ze mną przebywać. Przyjaźniła się ze mną do końca podstawówki. Potem nasze drogi się rozeszły.

Chemia miłosnych połączeń
W liceum Ada znowu ścięła włosy. Znalazła nowe towarzystwo. Z ludźmi z podstawówki zerwała kontakt. – Pomyślałam, że tak będzie lepiej. Wszyscy wiedzieli, co się stało, szeptali, plotkowali na mój temat. Ela mówiła mi, że to chwilowe, że wyjdę z tego i będę, jak to określała ”jeszcze normalna”.
Ada zaczęła od nowa. W pierwszej klasie spotykała się nawet z jednym chłopakiem. Był starszy o trzy lata. Przygotowywał się do matury. Ułożony, zadbany, z dobrego domu.
– Marcin miał piękne, jasnoniebieskie oczy, blond włosy, był szczupły i wysportowany. Nie mogłam się na niego napatrzeć – wspomina z błyskiem w oku Adrianna.
Były nocne spacery, pocałunki, obściskiwanie przy ognisku. Wszystko trwało do czasu, gdy na horyzoncie pojawiła się Edyta. Ada szybko przekonała się, że jej usposobienie jest silniejsze od postanowienia o zmianie. Dziewczęta zaprzyjaźniły się, a następnego lata wyjechały razem nad morze. – Ojcu powiedziałam, że jedziemy do babci Edyty, ale w rzeczywistości pojechałyśmy pod namioty.
To stało się już pierwszej nocy. – Najpierw położyłam swoją dłoń na jej dłoni. Potem popatrzyłyśmy na siebie, uśmiechnęłyśmy się. Dalej samo poszło… Wiem, pewnie spytasz ”jak to robią dwie kobiety?”. Mamy dwie ręce, dwie nogi, usta, nos… Właściwie niewiele różnimy się od mężczyzn. Uwierz mi, seks bez członka jest możliwy – przekonuje. – Tu chodzi o coś więcej niż fizyczność partnerów, to jest chemia miłosnych połączeń – dodaje.
Z Edytą spotykały się aż do matury, potem Ada dostała się na studia, a Edyta poszła w ślady matki – wyjechała do Niemiec.

Czy wysoki, czy przystojny, czy brunet?
Na studiach Adrianna szybko poznała towarzystwo, któremu nie przeszkadzała jej orientacja. Odwiedzała kluby dla gejów i lesbijek, poznawała nowe dziewczyny przez portale randkowe, umawiała się przez czat. Po pięciu latach, z różnych przyczyn, zmuszona była wrócić do wsi pod Wieluniem. Od czasu do czasu jeździła do Wrocławia czy Krakowa, żeby spotkać się ze znajomymi, pobawić, złapać oddech wolności. Tam mogła być sobą, nie musiała się ukrywać.
– W Wieluniu czułam się jak Żydówka w czasie wojny. Może to zbyt ostre porównanie, ale wiedziałam, że muszę się ukrywać. Obawiałam się, że ktoś może mnie zobaczyć z inną dziewczyną w dwuznacznej sytuacji. Chociaż geje mają jeszcze gorzej, bo nie mogą nawet spacerować trzymając się za ręce. U dziewczyn to nie jest aż tak podejrzane… – podkreśla Ada. – Mimo to, czułam się nieswojo.
Zresztą cała rodzina, choć miała już jej niewiele, ciągle wypytywała czy kogoś ma, czy wysoki, czy przystojny, czy brunet? Ojciec pytał o ślub, wesele, wnuki, kiedy założy rodzinę?
Pewnej niedzieli, przy obiedzie, znów ktoś zapytał ją o chłopaka. Odpowiedziała, że nie ma. Ale temat pociągnął jej kuzyn, żartując że może woli dziewczyny. Wtedy zdecydowała – powie ojcu o wszystkim. Tym razem nie starczyło jej jednak odwagi. Ubrała się, spakowała i wyjechała na kilka tygodni do Wrocławia.

”Ja nie mam córki”
W dyskotece gay friendly poznała Ewę. Podobała jej się, ale rozmowa się nie kleiła, nie zaiskrzyło. Dopiero gdy przypadkiem trafiły na siebie w markecie, umówiły się na kawę. Miały chwilę pogadać, a przesiedziały w kawiarni trzy godziny. Potem poszły na wspólne zakupy i umówiły się na kolejne spotkanie. Wspólne zainteresowania, podobne charaktery, to samo podejście do życia, zdecydowały, że spędzały ze sobą coraz więcej czasu. Zakochały się w sobie. Postanowiły stworzyć coś trwałego.
Ada przedstawiła ją ojcu najpierw jako koleżankę ze studiów. Nie miał nic przeciwko, żeby została u córki na jakiś czas.
– Ewa namawiała mnie, żebym przyznała się tacie kim jestem. Mówiła, że nie możemy całe życie się ukrywać – wspomina Ada.
No i stało się. To był czas żniw. Przy kolacji Adrianna zaczęła sygnalizować, że ma ojcu coś ważnego do powiedzenia. Chciała na spokojnie porozmawiać z nim po posiłku, ale ten był niecierpliwy. – No mów o co ci chodzi, bo widzisz, że umęczony jestem – rzucił.
– Jestem lesbijką. Tak tato, wolę dziewczyny – wykrztusiła z siebie.
– To nieprawda. Powiedz, że to nieprawda – domagał się ojciec Ady.
– Ewa to moja dziewczyna. Chcemy być ze sobą na zawsze – dolała oliwy do ognia.
– Ty pierd….. odmieńcu! Wynoś się stąd. Nie jesteś moją córką. Nie mam córki. Wynoście się obie – wykrzykiwał, zsuwając ręką obrus i wszystkie naczynia, znajdujące się na stole.
– Ten dźwięk tłukących się talerzy i szklanek pamiętam do dzisiaj – mówi Adrianna. – Jego przerażający wrzask też.
Obie wyszły z domu jak stały. Nie zabrały ze sobą, prócz podręcznej torby i dokumentów, nic. Wyjechały najpierw do Wrocławia, potem do Krakowa. Ada znalazła dobrze płatną pracę w korporacji, a Ewa w kawiarni.
Adrianna myślała, że ojciec potrzebuje więcej czasu, żeby zaakceptować jej inność. W wigilię Bożego Narodzenia zadzwoniła do rodzinnego domu.
– Odebrała jakaś obca dla mnie kobieta. Poprosiła ojca do telefonu. Zapytał kto dzwoni. Powiedziałam ”ja, twoja córka”, a on rzucił słuchawką – relacjonuje Ada.
Zadzwoniła drugi raz. Odebrał, ale od razu rzucił ”ja nie mam córki” i się rozłączył. Dzwoniła też do kuzynów, ciotek… Nikt nie chciał z nią gadać.
– To były dla mnie najgorsze święta w życiu. Myślałam tylko o tym co mnie złego w życiu spotkało. Ciągle pytałam siebie, czym na to wszystko zasłużyłam?
Dopiero po kilku dniach Ada się pozbierała. Witając Nowy Rok, razem z Ewą, miała tylko jedno postanowienie – żyć tak jak chce i czerpać z życia garściami.
– Uświadomiłam sobie, że życie jest zbyt krótkie, żeby przeżyć je inaczej niż byśmy tego chciały. Założyłyśmy dom, mamy kota i dwie piranie w akwarium. Czasem się śmieję, że to takie nasze lustrzane odbicia, ale w rzeczywistości jesteśmy bardzo łagodne i wrażliwe – zaznacza Adrianna.

Po co to wszystko?
Ada i Ewa są w związku partnerskim do dziś. Kilka tygodni temu przyjechały do Wielunia, by odwiedzić grób matki i dziadków Adrianny. Wybrały się na wieś, ale na spotkanie z ojcem Adzie nie wystarczyło już odwagi. – Nie wiem co on by zrobił? Jakby się zachował? Może znowu wpadłby w szał.
– Dlaczego zgłosiłaś się do redakcji? Po co chcesz dzielić się swoją historią?
– Po pierwsze, możliwe, że to pomoże jakiejś młodej dziewczynie podjąć odpowiednią decyzję, albo przynajmniej zebrać się na odwagę, by żyć po swojemu, choć w tym kraju ostatnio nie jest łatwo żyć takim jak ja. Po drugie, ciągle wysyłałam listy polecone, ale wszystkie wracają – ojciec ich nie odbiera. A zwykły list może dostać się w niepowołane ręce. Nie chcę, żeby ktoś jego albo moich kuzynów, przeze mnie, wytykał palcami. On na pewno przeczyta ten tekst. Zawsze lubił czytać takie lokalne gazety.
– Przeczyta i zmieni zdanie? Zaakceptuje Cię?
– Nie sądzę. Ale może dowie się, że córka, której się wyrzekł… – urywa Ada, nie kończąc zdania.
– Co chciałabyś mu powiedzieć?
– Kocham Cię tato. Wybaczam Ci.

 

2 Comments

  1. Gratuluję odwagi 😊 moim zdaniem nie jesteś inna , jesteś jedyną w swoim rodzaju. Mam nadzieję że twój tato kiedyś to zaakceptuje. Pozdrawiam

    • dobrze, że są takie osoby jak ona, które chcą mówić na ten temat