Kiedy szachy są drugim imieniem

1 września 2017
318 Views

Rafał Kowalczyk, 24-latek z Widoradza, nie wyobraża sobie życia bez szachów. One zawładnęły całym jego życiem. Jako dziecko grał dla zabawy, potem dla pucharów, medali, dyplomów. Teraz zarabia na swojej pasji i z tego żyje.

Jak to się zaczęło?

Gdy Rafał Kowalczyk był 5-letnim chłopcem, kuzyn przyniósł mu szachy. Od razu zainteresował się tematem. Szkolił się u świętej pamięci Mieczysława Górnego w Spółdzielczym Domu Kultury Wieluńskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Niedługo później, w 2003 roku jako 10 – latek zajął czwarte miejsce na mistrzostwach Polski do lat 10. Cały czas się uczył i brał udział w kolejnych zawodach, przywożąc z nich liczne trofea. Obecnie utrzymuje się z szachów jako sędzia, daje korepetycje, założył nawet swój własny klub. ”KSz Dwie Wieże Rzgów” funkcjonuje dopiero od kilkunastu dni, ale Rafał wiąże z nim wielkie nadzieje.

Osiągnięcia

Gdyby pisać o wszystkich jego osiągnięciach, to mogłoby braknąć stron gazety. W zawodach, w których startuje od wielu lat, bardzo rzadko się zdarza, żeby nie był w pierwszej 10. Bardzo często są to miejsca na podium. Jednym z jego największych osiągnięć jest wygranie grupy B w Polanicy Zdrój, co stało się dokładnie cztery lata temu. Jest to turniej międzynarodowy. Trzeba zaznaczyć niewiarygodnie wysoki poziom turnieju. Przykładowo Sergei Khamitskiy oraz Jakub Żeberski (osoby z tytułami mistrza międzynarodowego) zajęły w tej samej klasyfikacji kolejno czwarte i dziewiąte miejsce. A Rafał był pierwszy. Całe zawody trwały dziewięć dni. Każdy szachista miał 90 minut swojego czasu na myślenie, plus 30 sekund za każdy wykonany ruch. Rafał na turnieju w Polanicy Zdrój wygrał 2 tys. zł.

Grać jak mistrz…

Trening szachowy to nie tylko samo granie w szachy. Wiele można się dowiedzieć z literatury szachowej. Rafał uczył się z książek Aleksandra Alechina, lecz podkreśla, że każda książka uczy nowych rzeczy i jeżeli zależy graczowi na podniesieniu poziomu własnej gry, to należy przyswoić ich treść. Szachista z Widoradza rozwiązywał zadania szachowe, które bez problemu można odnaleźć w Internecie.
– Dodatkowo ważna jest analiza swoich własnych partii szachowych – podkreśla Rafał Kowalczyk. – Jeżeli jest taka możliwość – mówi dalej – zaleca się najpierw samemu przeanalizować swoją partię. Potem dać ją do sprawdzenia komuś lepszemu od siebie.
Wtedy możemy zobaczyć błędy, których nie widzimy. Na końcu skorzystać z komputerowych programów szachowych.
– Warto zapisać się na zajęcia szachowe. Praca, praca i jeszcze raz praca – mówi Rafał.
Partie szachowe można łatwo zapisywać. Poradnik bez problemu każdy amator odnajdzie w Internecie. Swoje umiejętności można sprawdzać na bieżąco w serwisie internetowym kurnik.pl. Rafał gra już tam bardzo rzadko. Dlaczego? Z prostego powodu – jego poziom jest już tak wysoki, że żeby z nim wygrać, konkurenci muszą korzystać ze specjalnych programów komputerowych.
– Oszukują dziady – stwierdza Rafał. – Ale jak jest się początkującym, to można sobie poćwiczyć.

***

Rafał ma jeszcze starszą siostrę i dwóch młodszych braci. Wszyscy reprezentują wysoki poziom i każdy zdobywał nagrody w zawodach. Duże sukcesy, zaraz po Rafale, nadal odnosi 20-letni Mariusz Kowalczyk, najmłodszy z całego rodzeństwa, który według rankingu zajmuje 20 miejsce w województwie Łódzkim.
Grałem z nimi w drużynie w jednym klubie – LKS park Starzenice. Rafał wyróżnia się tym, że stara się nie wyróżniać. Jest strasznie skromny jak na swoje osiągnięcia. Zawsze pomocny, jeżeli się go o coś poprosi. Nie znam nikogo, kto by go nie lubił. Chętnie udziela wskazówek. Ma też ogromne i wyrafinowane poczucie humoru. Pamiętam gdy byłem jeszcze nastolatkiem i na turnieju wojewódzkim w Księżych Młynach grałem z nim w szachy. Oczywiście przegrałem. Podszedł do nas wtedy ”koleś”, którego nigdy nie zapomnę. Nazywał się Paweł. Myślał, że jest niekwestionowanym mistrzem. Zaproponował, że on będzie grał szybko, mając na partię dwie minuty, Rafałowi dawał siedem minut. Taki był chojrak! Jakież było jego zdziwienie, gdy Rafał zasugerował odwrotny układ, ostatecznie rozkładając go na łopatki po… 20 sekundach.

”Jak powstały szachy”

– Jest legenda – mówi Rafał Kowalczyk – która głosi, że na jednym z dworów król strasznie się nudził. Nic go już dotychczasowej rozrywki nie cieszyło – kontynuuje. – Dlatego ogłosił, że ten kto wymyśli jakąś interesującą grę, tego nie minie nagroda. Pewnego dnia w zamku pojawił się starszy człowiek, który przyniósł szachy. Król był zachwycony. Zapytał ile pomysłodawca by chciał za tak wspaniałą grę. Autor zażyczył sobie, żeby na 1 polu szachownicy położono jedno ziarno pszenicy. Na drugim dwa. Na trzecim cztery i tak na każdym kolejnym, żeby było dwa razy więcej ziaren. Król się zgodził. To był duży błąd, bo już przy 20 polu mamy ponad milion ziaren. I ten milion dalej, by się podwajał przez kolejne pola aż do pola nr 64. Wyszło na to, że w całym królestwie nie ma tyle ziarna, żeby zapłacić za szachy.