Huczne zakończenie żniw w Wierzchlesie

Dożynki gminne w Wierzchlesie zasłynęły w regionie jako szczególna uroczystość. Tegoroczne święto plonów potwierdziło regułę, że „Wierzchlesiaki” potrafią się bawić. Wspaniałe wieńce, ludowa muzyka, swojskie przysmaki, barwne stroje i masa doskonałej zabawy dla wszystkich przybyłych – to podniosłe wydarzenie z całą pewnością zostanie na długo zapamiętane.


Tradycyjnie, uroczystość dożynkowa rozpoczęła się dziękczynną mszą świętą. W trakcie nabożeństwa, nastąpiło uroczyste poświęcenie wozu bojowego, wraz z symbolicznym przekazaniem kluczyków i dowodu rejestracyjnego.
– Poświęcony pojazd to średniej wielkości samochód gaśniczy. Sprowadzony był już w grudniu, jednak trochę czasu zajęło samo dozbrajanie. W służbie jest już od dwóch miesięcy, z tym że dzisiaj, przy okazji tak podniosłej uroczystości, został poświęcony, Bogu na chwałę, ludziom na pożytek – mówi prezes jednostki OSP Wierzchlas.
Po nabożeństwie, nadszedł czas na drugą część uroczystości. Wpierw na scenie powitano zaproszonych. Następnie, czyniąc zadość tradycji, wójt Krzysztof Bednarek, starościna i starosta – Lidia i Czesław Drozdel – poczęstowali przybyłych pierwszym chlebem z tegorocznych zbiorów.
– W tym roku, plony okazały się obfite, mimo pogody, która czasami bywała kapryśna. Cieszymy się, że na tegoroczną uroczystość przybyło tak wielu gości, to właśnie świadczy o tym, że dożynki są udane – mówi starościna.
Nie mogło zabraknąć prezentacji dożynkowych wieńców. Każde sołectwo popisało się niezwykłym kunsztem, tworząc wybitne rękodzieła ludowej sztuki rzemieślniczej.
Następnie na scenie pojawiły się gminne stowarzyszenia i koła gospodyń wiejskich. W ludowych piosenkach nie brakowało podziękowań dla władz gminnych, choć artystki nie szczędziły też konstruktywnej krytyki, podanej w formie wyśmienitej satyry.
O zaplecze gastronomiczne zadbały gospodynie ze stowarzyszenia „Wierzchlesiaki”. Była zupa cebulowa, chleb ze swojskim smalcem, domowe ciasto i wiele innych przysmaków.
Entuzjastyczne reakcje przybyłych gości potwierdzają, że organizatorzy dożynek spisali się celująco.
– Zawsze miło jest tu przyjechać. Chciałabym, żeby inne gminy brały przykład z Wierzchlasu. Panie zabawiają nas znakomitą muzyką, dzieciaki szaleją na dmuchawcach, a mój mąż nie może oderwać się od zupy cebulowej, która także moim zdaniem smakuje wyśmienicie – mówi Monika z Działoszyna, która na dożynki w Wierzchlesie przyjeżdża już od dwóch lat.