100 lat w służbie Bogu i ludziom

Jednostka Ochotniczej Straży Pożarnej w Pątnowie liczy sobie już 100 lat. Z tej okazji, w niedzielę odbyły się uroczyste obchody jubileuszu, którym towarzyszyła wyjątkowo podniosła atmosfera.


Uroczystość rozpoczęła się na placu przy remizie, skąd oddziały Ochotniczych Straży Pożarnych przemaszerowały do kościoła p.w. Św. Jana Apostoła Ewangelisty. Po mszy św. rozpoczęła się oficjalna część obchodów jubileuszu, podczas której profesor Tadeusz Olejnik, nestor polskich historyków pożarnictwa, przedstawił rys historyczny wsi Pątnów i tamtejszej jednostki OSP. W uznaniu zasług strażaków z Pątnowa, Złotym Znakiem Związku odznaczony został sztandar. Dekoracji dokonał Andrzej Stępień, prezes Zarządu Oddziału Powiatowego Związku OSP RP w Wieluniu, w asyście druha Janusza Małyszki, mł. bryg. Tomasza Lewińskiego oraz wójta Jacka Olczyka. Następnie, odznaczeni zostali zasłużeni druhowie (lista odznaczonych już wkrótce zostanie opublikowana na naszej stronie internetowej). Po przemówieniach, wygłoszonych przez zaproszonych gości, nastąpiło odprowadzenie sztandarów, kończące oficjalną część uroczystości.
Na przestrzeni lat, jednostka Ochotniczej Straży Pożarnej w Pątnowie borykała się z różnymi problemami. Były chwile lepsze i gorsze, ale dla strażaków zawsze najważniejsze było bezpieczeństwo gminy. Wspomina to druh Ryszard Kabała, który w pątnowskiej jednostce służy od 40 lat.
– Kiedyś były bardzo ciężkie czasy. Organizowaliśmy dużo zabaw i tylko z tego utrzymywaliśmy jednostkę. Nie było żadnych dotacji, ani z gminy, ani z żadnego innego urzędu. Jeżeli urząd coś dał, to tylko przypadkiem. Strażacy musieli być samowystarczalni, cały sprzęt był kupowany za pieniądze z imprez. Kiedyś zabawę organizowaliśmy co tydzień, robiliśmy też majówki. Na ile było nas stać, to było robione. Dzisiaj wygląda to inaczej. Powstały dyskoteki, więc wiejskie zabawy nie mają już wzięcia. Przychodzi garstka osób, organizacja kosztuje, więc nie ma już w tym żadnego interesu. Właścicielem jest gmina, więc mamy teraz dotacje z urzędu. Od 2000 roku jesteśmy też wpisani w Krajowym Systemie Ratowniczo-Gaśniczym, to było załatwiane jeszcze za czasów mojej prezesury, więc także stamtąd płyną do nas jakieś środki. Te pieniądze możemy jednak wykorzystać tylko na zakup sprzętu. Jeżeli chodzi o nasze wyposażenie, 40 lat temu dysponowaliśmy już samochodem star 20. Później, w połowie lat 80., dostaliśmy samochód bojowy star 224. Należy nam się już nowy, ale nie wyszło. Szkoda, bo gdyby dziś nastąpiło poświęcenie, uroczystość byłaby dopełniona. Teraz na szczęście nie wyjeżdżamy tak często do pożarów, jak kiedyś. Po prostu we wsi jest mniej drewnianej zabudowy, krytej strzechą. Pamiętam jednak, jak to było kiedyś. W 1974 roku spaliły się trzy stodoły. W roku 1975 roku, na wiosnę, spalił się młyn. Najdłuższa akcja, do której wyjechaliśmy, trwała 12 godzin. Palił się wtedy las państwowy. W lesie akcja gaśnicza zawsze trwa dłużej – mówi Kabała.