Proszę, błagam! Pomóżcie mi odzyskać dzieci

28 września 2017
547 Views

Arkadiusz Lipiński, pseudonim Arsen. Znany większości ludzi, jako gangster, człowiek bez zasad. Jak się jednak okazuje i serce przestępcy potrafi kochać ponad wszystko. Po latach spędzonych w więzieniu, Arek walczy tylko o jedno. Decyzją sądu, to właśnie on dostał opiekę nad dwójką swoich dzieci. Tymczasem, była już żona, zwyczajnie je porwała. Pozbawiona praw rodzicielskich, będąc w związku z przestępcą, który nadużywa przemocy, Paulina L. wywiozła dzieci prawdopodobnie aż do Włoch

7 sierpnia Arkadiusz Lipiński opuścił mury więzienne. Jak wspomina, to były dla niego ciężkie chwile. Jednak myśl o wolności, z ukochanymi dziećmi przy boku, trzymała go przy życiu. Wszystko miało ułożyć się wspaniale. Niestety, rzeczywistość okazała się być zupełnie inna.
– Liczyłem na to, że zgodnie z wcześniejszą deklaracją mojej małżonki, po wyjściu z więzienia, ona mi te dzieci da. Jak mówiła, musi odpocząć, chociaż nie wiem od czego, bo przecież nie pracuje. No, ale nie ważne. Dla mnie najważniejsza była myśl, że w końcu będę miał przy sobie moją córeczkę i mojego synka- mówi Arkadiusz Lipiński.
Tymczasem, Dominika Lipińska i Oliwier Lipiński zniknęli bez śladu. Załamany ojciec rozpoczął ich poszukiwania. Niestety, bez większego efektu. Są pewne podejrzenia, wynikające bardziej z domysłów, niż potwierdzonych informacji. Jednak dzieci przy ojcu jak nie było, tak nie ma.

Była wina, była kara
Arkadiusz Lipiński spędził w więzieniu ostatnie trzy lata. Nie był to pierwszy taki przypadek. O przeszłości Arsena można by mówić wiele. Jednak on sam już nie chce do tego wracać. Jak zapewnia, przestępczą przeszłość już za sobą zamknął. Teraz liczy się dla niego tylko rodzina. A konkretnie Dominika i Oliwier, jego ukochane dzieci.
Przed pójściem do zakładu karnego Arkadiusz Lipiński znalazł pracę w Anglii. Myślał nawet nad tym, aby ściągnąć tam swoją rodzinę. Chciał zacząć inne życie. Niestety, los najwyraźniej miał inne plany. Przestępcza przeszłość odezwała się po raz kolejny. Arkowi odwieszono wyrok za pobicie.
– Dzieci odwiedzały mnie na początku. To były widzenia co trzy miesiące. Ja je organizowałem, poprzez kolegów. Umawiali się z małżonką, czy chce przyjechać , czy przyjedzie na pewno. Na widzeniach normalnie się przytulaliśmy, jak dobre małżeństwo. Wszystko było w porządku. To jest wszystko do zweryfikowania, bo przecież widzenia są nagrywane- mówi Arsen.
Uśpiony wizytami rodziny, Arek wierzył, że wyrok szybko minie i wróci do normalnego życia. Tym razem był już pewny, że zrobi wszystko, by nigdy więcej nie wylądować za kratkami. Tymczasem, poza murami więzienia, jego żona była kimś zupełnie innym, niż chciałby tego Arek.
– Tutaj w murach więzienia była kochającą żoną, a poza murami układała sobie zupełnie inne życie, z kimś innym. Nie byłem tego świadom. Wszystko wyszło na początku 2015 roku. Powiedziała mi o tym moja mama. Nie mogłem się dodzwonić do żony, ani dzieci. I zadzwoniłem do mamy, z pytaniem, czy nie wie, co się dzieje, czemu nie odbierają. Mama mi powiedziała o naszej życiowej tragedii. Jak się okazało, żona moja z synkiem była w Oławie, a moją córkę oddała pod opiekę swojej siostry, bo nie była jej na rękę- mówi zdenerwowany Arkadiusz Lipiński.

Lepsze życie?
– Moja żona postanowiła sobie ułożyć życie z człowiekiem, który tak naprawdę znęcał się nad nią i nad moimi dziećmi. Są opinie sąsiadów, kuratora, opieki społecznej czy policji. Tam się działy przeróżne rzeczy. Ja sobie tego nie wymyślam. Mówię prawdę. Ja nie udaję jakiegoś wspaniałego tatusia teraz, bo wyszedłem z zakładu karnego. Wyszedłem za dobre sprawowanie, dostałem warunkowe zwolnienie, między innymi dlatego, żeby odnaleźć dzieci i je wychować. Sąd mi zawierzył, a jeśli sąd mi zawierzył to znaczy, że ma jeszcze lepsze dokumenty na to wszystko niż ja- mówi Arkadiusz Lipiński.
Na potwierdzenie swoich słów pokazuje wcześniejszy wyrok. W uzasadnieniu sądu czytamy, że od grudnia 205 roku Paulina L. mieszkała wraz z dziećmi i swoim partnerem Adrianem P. w Oławie. Z informacji przekazanej sądowi przez kuratora wynikało, że Adrian P. ma bardzo negatywną opinię w środowisku. Postrzegany bowiem jest jako osoba zajmująca się sprzedażą narkotyków i środków odurzających a także jako osoba bardzo agresywna. Jak podniósł kurator, zachodzi podejrzenie, że stosuje on przemoc wobec Pauliny L. Jak ustalił sąd, Paulina L. w kwietniu 2017 roku miała się wyprowadzić od Adriana P. Zapewniała kuratora, że pozostanie u matki, ponieważ konkubent ją nagannie traktuje. Kurator ustalił, że stosował on wobec Pauliny przemoc psychiczną, izolował od ludzi i środowiska, a także nadmiernie kontrolował. Tymczasem pod koniec maja Paulina L. i dzieci znów byli widywani w towarzystwie Adriana P. Jak potwierdzili sąsiedzi, faktycznie zamieszkała ona ponownie u konkubenta. Dzieci jednak nie były widywane na dworze. Nie chodziły także do szkoły. Zdaniem kuratora zachodziła obawa przetrzymywania Pauliny L. i jej dzieci wbrew jej woli, a także obawa wyjazdu obojga wraz z dziećmi do Włoch, gdzie mieszka matka Adriana P.

Płakałem…
Arek nie ukrywa, że wiadomość o tym, że żona zabrała dzieci, zmieniła numer telefonu i zwyczajnie się wyprowadziła, ścięła go z nóg.
-To było ciężkie przeżycie. Czułem przerażenie, lęk. Płakałem. Twardziele płaczą. Płacz, to nie wstyd, tylko naturalna rzecz. Każdy potrzebuje się wypłakać. Tylko w więzieniu nie można pokazywać swoich słabości. Nie płakałem do kolegi, bo tam nie ma na to miejsca. Jesteś wtedy frajerem. Płakałem w nocy, w poduszkę. Tak, żeby nikt nie słyszał. Bolało, po prostu bolało. Każda myśl o moich dzieciach, o tym, że są tam gdzieś, że się boją, że może też płaczą. Tego nie da się wyrazić słowami- mówi załamany Arkadiusz Lipiński.
Jak komentuje, nawet na wolności jest dzicz wśród ludzi. Bo tak naprawdę człowiek człowieka się boi.
-To wyobraźcie sobie, co jest tam. Wszystko dzieje się na małych metrach. Jesteśmy wypuszczani na godzinę, a 23 siedzimy patrząc się wiecznie na te same osoby. Przykre miejsce, ohydne- komentuje.
Kontakt z żoną udało mu się nawiązać w kwietniu. Zadzwonił wówczas do kolegi, żeby znalazł ją na Facebooku i zapytał, co z dziećmi i czy ona nadal go kocha.
– Więc w odpowiedzi moja małżonka przekazała koledze, że z dziećmi w porządku, a mnie już nie kocha. Przez kolegę, który mnie odwiedzał w zakładzie karnym, dowiedziałem się, że moja żona ode mnie odchodzi, że układa sobie życie z kimś innym- mówi Arek. – To nie było w porządku. Utrudniała mi kontakt z dziećmi. Przez ponad dwa lata nie odwiedzała mnie z dziećmi. Kontakt też miałem sporadyczny. Prosiłem moich kolegów, żeby ją pytali czy dzieci mają leki, czy mają wszystko, co jest im potrzebne. Odwiedziła mnie dopiero przed wyjściem, dwa razy. To wszystko co miałem od tego stycznia 2015 roku- dodaje. .
Arkadiusz podejrzewa, że jego dzieci zostały wywiezione do Włoch. On sam nie może opuścić kraju, jest bowiem na warunkowym zwolnieniu. Szuka więc wszelkich możliwych sposobów, aby dzieci odzyskać.

Lepsza droga
Obecnie Arsen pracuje jako przedstawiciel handlowy. Jak zapewnia, zarabia wystarczająco dużo, żeby utrzymać siebie i dzieci.
– Na pewno nie braknie mi na kieszonkowe dla dzieci, na dobre ciuchy dla nich i ich edukację. Ja dużo od życia nie potrzebuję. Tak naprawdę potrzebuję te dzieci i pracę. Wierzę w Boga, i wierzę, że Bóg nie pozwoli nam już więcej cierpieć- mówi Arek. – Błagałem, prosiłem, płakałem, żeby sąd dał mi te dzieci. Były opinie, które były na moją korzyść. Przecież nie chodzi o to, żeby zrobić dzieci i ich nie mieć przy sobie. Dzieciom daje się życie, nazwisko, miłość, fajne dzieciństwo, byt, wykształcenie i przede wszystkim możliwość rozwoju- dodaje.
Poszukiwania Dominiki i Oliwiera prowadzi Komenda Powiatowa Policji w Oławie. Jak podaje policja, dzieci zaginęły 23 czerwca. Zostały uprowadzone przez matkę.
– Ktokolwiek zna lub może przyczynić się do ustalenia miejsca pobytu osoby zaginionej proszony jest o kontakt osobisty lub telefoniczny z KPP w Oławie ul. Kopernika 1 telefon: (071) – 31-320-41,w Wydziale Kryminalnym KPP w OŁAWIE – tel. (071) 31-320-41 wew. 215 lub w najbliższej jednostce Policji – tel. 997- apeluje oławska policja.
O pomoc apeluje również Arkadiusz Lipiński.
-Jestem ojcem tych dzieci. Sąd przyznał mi do nich prawa. Matka tych praw nie ma. Proszę, błagam, jeśli ktokolwiek wie, gdzie są moje ukochane dzieci, to niech się ze mną skontaktuje. Mój telefon to 733-470-641. Jestem dostępny pod tym numerem przez cały czas- apeluje ojciec uprowadzonych dzieci.