Program „odLOTTOwa jazda z OSHEE” dotarł do mety

Zakończył się program Fundacji LOTTO, a wraz z nim – akcja kręcenia kilometrów dla Sulmierzyc. Mimo że start nie zakończył się zwycięstwem, to władze gminy i tak mogą mówić o sporym sukcesie.


Ogromne zaangażowanie ze strony lokalnej społeczności udowodniło, że szczytna idea zawsze znajdzie poparcie. To cieszy, tym bardziej, że tegoroczne zmagania rowerzystów należy potraktować jako rozgrzewkę. Mieszkańcy gminy pokazali, że w imię wspólnego celu, potrafią przelać hektolitry potu, a jeżeli taka sama postawa zostanie zaprezentowana także w przyszłym roku, start Sulmierzyc wydaje się być oczywisty.

„OdLOTTOwa jazda z OSHEE”, czyli wyjeździć sukces
Przypomnijmy podstawowe założenia ogólnopolskiej akcji, do której przystąpiła gmina Sulmierzyce, a której organizatorem była Fundacja LOTTO. W zamyśle, podstawowym i zarazem nadrzędnym celem projektu była sportowa aktywizacja Polaków, poprzez umożliwienie im podjęcia rywalizacji na rzecz jednej z wybranych przez nich fundacji non-profit. Zasada jest prosta – wygrywa ten spośród wszystkich uczestników, którego drużyna przejedzie najwięcej kilometrów, rzecz jasna na rowerze.
Do udziału w akcji mogła zgłosić się każda organizacja, która do wniosku dołączyła opis projektu o minimalnej wartości 150 tysięcy złotych. Właśnie taka suma stanowiła nagrodę dla zwycięzcy, więc motywacja uczestników była ogromna.
Na liście startowej, w gronie 50 wybranych uczestników, znalazła się też gmina Sulmierzyce. 3 lipca, okoliczni rowerzyści przystąpili do rywalizacji. Ich postępy mierzyła aplikacja mobilna Endomondo.

Cel został obrany
Jeszcze przed przystąpieniem do zmagań, w sulmierzyckim magistracie zapadła decyzja, że ewentualna wygrana zostanie przeznaczona na budowę placu manewrowego dla rowerzystów oraz na zakup rowerów, które w zamierzeniu miały być udostępniane mieszkańcom. W pierwszych dniach rywalizacji, wszyscy byli pełni optymizmu. Kiedy do rywalizacji dołączyły kluby rowerowe, szybko stało się jasne, że walka o pierwsze miejsce na podium może skończyć się porażką. Nie to jednak było najważniejsze, bo „odLOTTOwa jazda z OSHEE” to nie tylko nagroda pieniężna. W zamyśle organizatorów, istotną częścią zabawy miało być zachęcenie społeczeństwa do zmiany codziennych nawyków na zdrowe. Nie ma wątpliwości, że przesiadka z czterech na dwa kółka może wyjść tylko na dobre.
– Celem pierwszego tygodnia było zdobycie środków finansowych na zadanie inwestycyjne, natomiast pierwsze dni zweryfikowały naszą jazdę. Na początku nie było nas wielu, więc nie było szans na to, żeby zająć miejsce od jeden do cztery, za które przyznawane były nagrody pieniężne. W międzyczasie, jazda przerodziła się w pasję mieszkańców, zresztą nie tylko, bo do naszej grupy przystąpiło wiele osób spoza gminy. W miarę upływu czasu, jazda się rozkręcała, ludzi było więcej, rosło zaangażowanie – mówi Gabriel Orzeszek.

 

Mieszkańcy tłumnie stawili się na linii startu
Najlepszym potwierdzeniem słuszności posunięcia, jakim było przystąpienie gminy do akcji, był entuzjazm mieszkańców gminy i nie tylko. Łącznie, aż 548 osób kręciło kilometry dla Sulmierzyc. W odpowiedzi na tak znaczne zainteresowanie, wójt Gabriel Orzeszek postanowił ułatwić uczestnikom obrane przez nich zadanie. W tym celu, Urząd Gminy podjął się organizacji cyklicznych rajdów rowerowych, w trakcie których rowerzyści mieli do pokonania kilkudziesięciokilometrową trasę, wiodącą przez malownicze tereny powiatu pajęczańskiego i miejscowości ościennych. W sumie, uczestnicy odbyli osiem wspólnych eskapad. Choć liczyła się przede wszystkim doskonała zabawa, to cykliści podeszli do swojej misji ze stuprocentowym zaangażowaniem.

Na trasie, nie brakowało przygód
W trakcie przejazdów, nie brakowało momentów, które mogły mieć różny finał.
– To cud, że nie zrobiliśmy sobie krzywdy – z szerokim uśmiechem na twarzy wspomina Łukasz Kucharski z Urzędu Gminy Sulmierzyce, uczestnik „odLOTTOwej jazdy…”.
Rowerzystom należy się tym większy podziw, że pogoda nie była sprzyjająca, zwłaszcza we wrześniu, czyli w ostatnich tygodniach akcji. Mimo nieprzychylnej aury, większość uczestników zacisnęła zęby i nie wróciła do wygodniejszych środków transportu, a wszystko to po to, żeby razem z resztą społeczności (nie, w przypadku kręcących kilometry dla Sulmierzyc, to słowo z całą pewnością nie jest nadużyciem), zawalczyć o najwyższe miejsce „na pudle” i przy okazji – zrobić coś dla siebie. Same rajdy również stawiały wiele wyzwań, ale uczestnicy niejednokrotnie udowadniali słuszność starego porzekadła, według którego siła tkwi w grupie. Na trasie, każdy mógł liczyć na pomoc, co wspomina Gabriel Orzeszek.
– Jak to z rowerami bywa, często trzeba było naprawiać przebite dętki. Ta pozornie prosta czynność staje się prawdziwym wyzwaniem dopiero wtedy, gdy z nieba spadają strugi ulewnego deszczu, a zza okularów tej dętki zwyczajnie nie widać. Były też kraksy, mniejsze i większe, ale myślę, że to nikogo nie zniechęciło. Dętkę można skleić lub zmienić, a otarcia goją się bardzo szybko. Obyło się bez groźnych kontuzji, z czasem ilość przygód spadała, można powiedzieć, że proporcjonalnie do wzrostu naszego doświadczenia. Mogło się zdarzyć wiele, ale dzięki pomocy lokalnych jednostek policji, szczęśliwie nic złego się nie stało – mówi wójt.

Sulmierzyce na mecie
Dzięki wspólnemu wysiłkowi, gmina Sulmierzyce zdołała wykręcić 263603,82 km. Pozwoliło to na zajęcie dziesiątej lokaty w klasyfikacji zmagań. Nie udało się wywalczyć nagrody pieniężnej, jednak uczestnicy zyskali coś równie cennego – końskie zdrowie, żelazną kondycję i wysportowaną sylwetkę. Co najważniejsze, jazda rowerowa najwyraźniej stała się nawykiem mieszkańców Sulmierzyc. Jesienna pogoda nie odpuszcza, mimo to, na ulicach Sulmierzyc, widać wyraźnie więcej rowerzystów niż kilka miesięcy temu. Wójt już teraz zapowiada, że gmina chętnie weźmie udział w kolejnej tego typu akcji.
– Od osób, które brały w tym udział, docierają do mnie sygnały, że chętnie wezmą udział w kolejnej tego typu akcji – mówi Orzeszek.
Dla wszystkich uczestników, „odLOTTOwa jazda z OSHEE” była niezwykle pozytywnym przeżyciem. Rowerzyści zgodnie twierdzą, że wspólnie spędzonych chwil nie zamienili by na nic.
– I oto mamy metę. Przetrwaliśmy.. powolny lipiec, sierpniowe upały z porywistymi burzami, szaloną pierwszą połowę września. Każdy powraca do swoich codziennych zajęć.. do zapuszczonych domów, do bliskich, na których twarzach maluje się mina „a nie mówiłam, że i tak nic nie wygracie, po co Ci to było?!. Teraz będziesz miesiąc sprzątać, żeś tak zaniedbała dom.” „Była piękna pogoda, trzeba było remonty robić, ale NIEE.. Tobie się rowerem zachciało jeździć”.. itd.. Ale każdy, kto aktywnie jeździł, przyzna z uśmiechem na twarzy i bez mrugnięcia okiem, że powtórzyłby to wszystko.. Ba.. na pewno nakręciłby znacznie więcej kilometrów..
Nic nie wygraliśmy? Mam inne zdanie.. zdrowie, lepsze samopoczucie, atletyczna sylwetka..
Jesteśmy lżejsi o spalone kalorie, bogatsi o nowe doświadczenia, nowe trasy, nowych znajomych. Tworzyliśmy historie.. historie rowerowych wariatów – podsumowuje akcję Sandra Lalka, jej uczestniczka.

fot.: archiwum gminy