Strona główna Bez kategorii NIECH ICH EKSMITUJĄ!”

NIECH ICH EKSMITUJĄ!”

Matka i syn kontra sąsiedzi

Mieszkańcy bloku przy ul. Sportowej w Działoszynie „drą koty” od lat. Chodzi o matkę i syna, którzy mają zatruwać życie pozostałym lokatorom. Oskarżenia o zakłócanie spokoju i wyzwiska nie robią wrażenia na trudnych sąsiadach. Alicja i jej syn nie czują zagrożenia, bo jak podkreśla staruszka, w spółdzielni ma rodzinę i szerokie kontakty z policją.

21 września na ul. Sportowej w Działoszynie interweniowała policja. Obie strony konfliktu twierdzą, że to ci drudzy zaczęli.  To Alicja i Adam G. kontra sąsiedzi.

– Potwierdzam, że funkcjonariusze prowadzili działania w tym miejscu, chodziło o sąsiedzki spór – komentuje mł.asp. Wioletta Mielczarek, oficer prasowy Komendanta Powiatowego Policji w Pajęcznie.

– To była jedyna interwencja pod tym adresem w tym miesiącu – dodaje.

Incydent to jednak tylko jeden z aktów konfliktu, jaki rozgrywa się w bloku. Mieszkańcy uważają, że mundurowi nie traktują ich wystraczająco poważnie, jeśli chodzi o zagrożenie ze strony G.  Podobne zastrzeżenia mają do spółdzielni. Zresztą jej prezes, Łukasz Strykowski nie ukrywa, że władze w spory lokatorów nie wchodzą. Podobne do tej pory na mieszkańców G. nie było skarg.

– Ale ja wiem o jednej – mówi dziennikarka w trakcie rozmowy z prezesem.

– No tak – reflektuje się Strykowski.

– Ta jedna wpłynęła, ale ona jest bardzo ogólna  – mówi.

Pismo ma rozpatrzeć rada nadzorcza.  Prezes nie robi jednak nadziei, że sprawa zostanie popchnięta dalej. Jak mówi, lokatorzy są właścicielami. I nawet jeśli łamią regulamin, to w ostateczności można ich pozbawić członkostwa, a więc tylko głosu. Z lokalu właściciela usunąć się nie da.

Nie jest to jednak zgodne z prawdą, bowiem istnieją przepisy, dzięki którym sąd może zgodzić się na licytację lokalu, nie tylko w przypadku zadłużenia, ale i przez wzgląd na rażące łamanie regulaminu.

Mieszkańcy twierdzą, że wcześniej, wbrew temu co mówi Strykowski, kontaktowali się z prezesem w sprawie rodziny G.

–  Też byłam w ADM-ie (biurze spółdzielni, przyp. red.) i zgłaszałam, był radca prawny i żeśmy rozmawiali – podaje Zdzisława Bugajska.

– To mi prezes powiedział otwarcia, bo akurat ja byłam na tapecie i ta pani powiedziała (prawnik, przyp. red.), żebym sprawę założyła.

„My jak te głupki zawsze się wycofywaliśmy”

Lokatorzy mówią, że zazwyczaj za ofiarę matka z synem wybiera sobie jedną z rodzin. Wtedy czekają ją awantury i wyzwiska. Historii przez wiele lat nagromadziło się sporo.

Zdzisława Bugajska, która od roku 70. poprzedniego stulecia, mieszka w bloku pamięta,  że już pierwsze spotkanie z Alicją G. nie było dla niej przyjemne. Wtedy G. miała ostrzegać ją przed innymi mieszkańcami. To było jednak tylko preludium.

– Ja tu już i się śmiałam i płakałam – mówi Bugajska.

– A to kazała pluć na moje dzieci,  a to oskarżała że ją podglądam, waliła w swoje drzwi jak przechodziłam.

Bugajska przywołuje stare czasy i podaje, że sprawą uciążliwych sąsiadów próbowała zainteresować władze gminy i spółdzielni.

– Na kolegium chodziłam, to prosiła, płakała, abyśmy jej darowali, bo nie ma pieniędzy, a jej syn jest chory na głowę. My jak te głupki zawsze się wycofywaliśmy – żałuje kobieta.

– Tylko powiedzieliśmy, żeby dali jej coś na uspokojenie. No nawet na ławce nie można usiąść, bo ona mówi, że wszystkie k… na ławce siadają. Chwilami nieraz płakałam, bo nie szło przejść, moją synową wyzywała mówiąc „no k… przyjechała”.

Bugajska twierdzi, że panicznie boi się Adama G. Jej sąsiadki podają, iż bywa agresywny, ma atakować kobiety i dzieci.

Małgorzata Tasarz w bloku mieszka od 36 lat. O sąsiadach G. również nie ma zbyt wiele dobrego do powiedzenia.

– Są wyzwiska. Jak moja córka była w ciąży została przez G. wyzywana, ubliżanie to jest na porządku dziennym – opowiada Małgorzata.

– Jak chodziłam do pracy, to oni ciągle byli w oknie. Czy idąc, czy wracając, ich widziałam i słyszałam słowa na k.. i na ch… Mąż, który dwa lata temu zmarł, mówił „daj spokój głupkom, omijaj, nie odzywaj się”. Ale jak można długo wytrzymać? – pyta zbulwersowana, dopowiadając, że ostatnio, kiedy brała rower z piwnicy, została przez Adama G. zmieszana z błotem.

Zdaniem Małgorzaty Tasarz ta rodzina potrzebuje pomocy.

–  Uważam, że to są ludzie chorzy, im trzeba pomóc, bo normalny człowiek by się tak nie zachowywał – dodaje.

Jak mówi sprawy poszczególnych incydentów były zgłaszane na policję, ale mundurowi rozkładają ręce.

Urszula Polniak-Jaros i jej mąż Jan Jaros sprowadzili się do bloku w czerwcu, a z sąsiadami G. już mają na pieńku. To oni 21 września mieli wezwać policję , a inni klaskać im z balkonów.

– Nagabują nas, wyzywają, do bicia się stawia. Uderzył męża, a twierdził, że to mąż uderzył jego – opowiada o Adamie G. Urszula.

– Ona mówi bardzo ładnie, jakby jej posłuchać, to  wychodzi, że to bardzo mądra kobieta – zauważa Urszula. Starsza pani miała też wyzwać Jarosową w pracy.
–  On atakuje kobiety i dzieci. Patrzy w okno, widzi kiedy Janek wychodzi i mnie zaczepia, kiedy męża już nie ma – dodaje.

Ma kontakty w spółdzielni i policji?

O agresji Adama mówią też inni mieszkańcy bloku.

– Tutaj mieszkam od kilku lat, ale tędy chodziłam do szkoły – podaje Justyna Wiśniewska.

– Wszyscy go znali, już wtedy robił nam zdjęcia. Kogokolwiek się nie zapytać, to wszyscy stąd o nim wiedzą. Teraz jakieś dzieci tu się kręciły i podobno gonił je z pasem. Kazałam im iść powiedzieć o tym rodzicom. Ja zostałam wyzwana od najgorszych, bo zostawiłam wózek dziecka. Kazał mi go stawiać na parkingu.

Sąsiedzi twierdzą, że wyzwiska od G., zarówno od matki jak i syna, to norma. Dostaje się nie tylko im, ale i przechodniom, którzy mają chociażby zbliżyć się do dwóch samochodów, należących do G.. Wtedy z okien lecą wulgaryzmy, a dzikie awantury spotykają tych, którzy nieopatrzenie zaparkują na miejscu G. Podejrzewają, że Adam G. nie ma uprawnień do kierowania, bo do pracy jeździ rowerem, a autami porusza się tylko w nocy. Sąsiedzi zaznaczają, że matka i syn stale z okien obserwują parking.

Kiedy dziennikarka „Kulis…” zatrzymuje się obok aut, w oknie rodziny pojawiają się dwie głowy, a  po kilku minutach schodzi starsza pani, dopytując – o co chodzi? Jest zaskoczona zarzutami swoich sąsiadów. Nie znajduje z nimi wspólnego języka, bo nie przesiaduje z nimi na ławce pod blokiem. Opowiada, że parking właściwie w całości jest jej, bo go „załatwiła” .

– A kto dzisiaj prawa jazdy nie ma – pyta retorycznie, zaprzeczając, że syn jeździ bez dokumentów.

Zaprzecza, żeby kogokolwiek wyzywała. Chwali się również koneksjami i rodziną na stanowiskach. Podobno jest skoligacona zarówno z prezesem spółdzielni „Warta” jak i jego zastępcą. Jak twierdzi ma znajomości nawet w policji, więc dostanie informacje, jeśli tylko sąsiedzi zrobią krok!

„Niech żyją sami”

Tymczasem sąsiedzi starszej pani nie ukrywają, że są zdesperowani. Mówią niemal jednym głosem. Nawet nie chodzi o uciążliwość rodziny G. Część z nich zwyczajnie boi się, że sprawy zabrną za daleko. Dlatego zdecydowali się pozbawić cząstki prywatność i rozmawiać z prasą.

– Boję, że dojdzie do nieszczęścia, że ktoś w końcu nie wytrzyma, zrobi coś takiemu i pójdzie siedzieć – nie gryzie się w język Urszula Polniak-Jaros.

– To jest nasze wołanie o pomoc. Boimy się, że to się źle skończy – spodziewa się Małgorzata Tasarz.

– Wszyscy tylko czekają aż się stanie nieszczęście i wtedy powiedzą, że mogły władze zareagować. My naprawdę nie wiemy co robić . Każdy przyjdzie z pracy, chce mieć spokój, a nie żeby ktoś go wyzywał.

Mieszkańcy uważają, że G. powinni zostać eksmitowani w jakieś spokojne miejsce, gdzie nie będzie innych ludzi.

– Jak nie potrafią żyć z ludźmi, to niech żyją sami – uważa Justyna Wiśniewska.

Tekst ukazał się w 35 nr „Kulis Powiatu”, 28 września

 

Komenatrze

Polecamy!

ŚMIERTELNY WYPADEK NA TORACH W OZORKOWIE. NIE ŻYJE 55-LATEK

Do tragicznego w skutkach wypadku doszło w niedzielę, 4 grudnia, ok. godz. 12:15, na torach w Ozorkowie przy ul. Konopnickiej. W wyniku zdarzenia śmierć...

KLUB ŻEGNA BYŁEGO PREZESA

MLKS Wieluń poinformował w piątek o śmierci Jana Jesionka. Wieluński MLKS na swojej stronie w mediach społecznościowych powiadomił kibiców i mieszkańców Wielunia o śmierci byłego...

19-LATEK ODNALEZIONY. SZCZĘŚLIWY FINAŁ POSZUKIWAŃ

Wieluńscy policjanci po niespełna dobie poszukiwań odnaleźli zaginionego 19-letniego mieszkańca Konopnicy. Było to możliwe dzięki sprawnym i bardzo szeroko zakrojonym policyjnym działaniom, przy zaangażowaniu...

OBYWATELSKIE ZATRZYMANIE PIJANEGO 50-LATKA

Kto wie, jak zakończyłaby się ta podróż, gdyby nie interwencja świadków. Grupa mieszkańców Sieradza zwróciła uwagę na kierowcę, który podróżując ul. Bohaterów Września, jechał...

2-LETNIA DZIEWCZYNKA NIE ŻYJE. 23-LETNIA MATKA PODEJRZANA O UDUSZENIE CÓRKI

Do niesłychanej tragedii doszło w czwartek, 1 grudnia, w Bytomiu. Ok. godz. 16. dyżurny tamtejszej policji otrzymał zgłoszenie dotyczące prawdopodobnej śmierci dziecka. Na miejsce niezwłocznie...
Komenatrze
Używamy cookies w celach funkcjonalnych, aby ułatwić użytkownikom korzystanie z witryny oraz w celu tworzenia anonimowych statystyk serwisu. Jeżeli nie blokujesz plików cookies, to zgadzasz się na ich używanie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Polityka Prywatności      
AKCEPTUJĘ