9 czerwca radni gminy Wieluń podjęli decyzję o wygaszeniu mandatu jednego ze swoich kolegów, Jarosława Rozmarynowskiego. To pokłosie biznesów, jakie samorządowiec prowadził z jednostkami budżetowymi gminy. Zdaniem radnych złamał art. 24 f o samorządzie gminnym, który mówi o zakazie działania na majątku komunalnym, obowiązującym radnych. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi podzielił zdanie radnych. O ile Rozmarynowski nie złoży skargi kasacyjnej, z miejscem w radzie będzie się musiał pożegnać.
W ciągu 3,5 roku księgarnia, której właścicielem jest Jarosław Rozmarynowski, wystawiła ponad 200 faktur na sumę przekraczającą 300 tys. zł dla jednostek budżetowych gminy. Książki i artykuły szkolne kupowała m.in. biblioteka i przedszkola. Sprawa ujrzała światło dzienne po kontroli komisji rewizyjnej w miejskim żłobku. Sam radny był jej członkiem. Jego koledzy odkryli dwie faktury, m.in. na kredki, wystawione przez „Globus” Rozmarynowskiego. Postanowili wykluczyć go z komisji. Dotarli też do innych faktur dla innych jednostek. Okazało się, że MiGPB robi w „Globusie” zakupy regularnie, niemal co miesiąc.
Sam radny zaznacza, że z jednostkami współpracuje od 32 lat i robił to na długo, zanim został radnym. Nie ukrywał, że zdawał sobie sprawę, iż jego biznes z jednostkami gminnymi może zostać źle odebrany, ale moralność nie pozwalała mu szukać półlegalnych rozwiązań i np. przepisywać majątku na żonę.
– Miałem i mam pełną świadomość funkcjonowania jako radny i przedsiębiorca, na styku z mieniem gminnym – oświadczył kolegom podczas jednego z posiedzeń rady.
– Żaden przepis nie zakazuje przedsiębiorcom zasiadania w radach gmin, powiatów czy sejmikach wojewódzkich.
Innego zdania była większość pozostałych radnych, z których 12 zagłosowało, aby pozbawić go miejsca w radzie. Za tym, aby zachował mandat optowali tylko koledzy z klubu „Łączy nas Wieluń.”
Z argumentacją tych pierwszych zgodził się sąd. 14 września podczas niejawnej rozprawy oddalił skargę radnego na decyzję kolegów.
Jarosław Rozmarynowski może jeszcze złożyć kasację. Póki co, nie podjął ostatecznej decyzji.
- Nie uzasadnienia, więc sprawy na razie nie ma – podaje (jeszcze) radny.
- Chcę zobaczyć, co tam jest napisane. Jeśli bzdury, to kasację złożę, a jeśli logiczne argumenty, to nie będę blokował miejsca w radzie, aby mój następca mógł się przygotować do sesji budżetowej. Wtedy powiem pas. Mam świadomość tego, że jedni będą mnie krytykować za to, iż nie walczę, a inni gdybym jednak kasację składał, że trzymam się garnuszka.
Magdalena Lizurej
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze