Reklama

Dmuchanie w jedną trąbkę

Z Adamem Stacherą, zastępcą burmistrza Pajęczna, o budowaniu relacji, zaufaniu i gospodarce odpadami, rozmawia Antoni Zych

Antoni Zych: Panie Wiceburmistrzu czy gminą zarządza się łatwiej niż szpitalem? Pytam, bo dotychczas miał pan doświadczenie zarządzaniu placówkami służby zdrowia.
Adam Stachera: - Na pierwszy rzut oka wydaje się, że zarządzanie gminą a szpitalem znacznie się różni. Ale różnica jest techniczna. Jeśli popatrzy się na to okiem menadżera, to w zasadzie różnic nie ma. Pracuje się z ludźmi, tworzy się zespół i to jest najważniejsze. Trzeba stworzyć dobry zespół i utrzymać dobre relacje między pracownikami. Siła jest w ludziach. Jeśli menadżer nie zdobędzie zaufania zespołu, to marny jego los. Choćby nie wiem jakie były wymarzone projekty do realizacji, to nie mogą się udać, gdy nie ma zgranej drużyny. Ten zespół trzeba sobie zbudować i można z takimi ludźmi, jak mówi przysłowie, konie kraść.


I tut takiego zespołu dotychczas nie było. Musiał przyjść Adam Stachera i go zbudować?
- A tego nie powiedziałem. W gminie jest niesamowity potencjał. Pracownicy urzędu są bardzo dobrze przygotowani merytorycznie, a na dodatek doświadczeni. Zauważam, że ci ludzie przychodzą do pracy z przyjemnością, a to jest ważne. Nie przychodzi się tu na siłę, żeby przepękać te osiem godzin.

Reklama


Mam rozumieć, że dopóki tu pana nie było, to potencjał, o którym pan mówi, był niewykorzystany?
- Trudno mi powiedzieć. Za krótko tu pracuję, żeby to oceniać. Jest przecież sporo dobrych projektów, które zostały tu zrealizowane.


Ale w tej kadencji?
- Nie rozpatruję tego w tych kategoriach.


Bo od razu w mojej głowie pojawiło się pytanie, jakie te wspaniałe projekty zostały zrealizowane w tej kadencji?
- Nie chciałbym, żeby oceniać pracę urzędu politycznie. Był ktoś inny, to musiał być zły, a teraz przychodzę ja, nowy, to jestem dobry. Tak nie można oceniać sytuacji. Nie można mówić, że wszystko co robił poprzednik jest złe, a teraz będzie dobre. 

Reklama


Pracuje pan w pajęczańskim ratuszu trzy miesiące. Co przez ten pierwszy kwartał udało się zdziałać?
- Trzy miesiące to jest czas próby. Myślę, że już w tym krótkim okresie udało mi się przekonać wielu, że zatrudnienie mnie na stanowisku zastępcy burmistrza, to była dobra decyzja.


Mimo, że spotkała się ona z dużym oporem ze strony opozycji, która zarzucała burmistrzowi, że powołanie zastępcy to wyrzucanie pieniędzy w błoto? Jest pan w stanie udowodnić, że zatrudnienie pana gminie się opłaca?
- Po trzech miesiącach trudno to zrobić. Jestem przekonany, że w dłuższej perspektywie będzie się to wymiernie opłacać. Przyjdzie taki czas, że odczują to mieszkańcy i cała gmina. Mam wiedzę z wcześniej realizowanych projektów, no i doświadczenie. Te trzy miesiące to czas rozpoznania i przygotowania gruntu pod efektywne działanie. Każdy menadżer zaczynający pracę w nowym miejscu musi zdiagnozować silne i słabe strony. Trzeba przeanalizować niezrealizowane projekty, spotkać się z poobrażanymi kontrahentami, poprawić relacje z ludźmi i skupić się na kształtowaniu pracowników. Trzeba przede wszystkim poznać wszystkich pracowników. Jak się ich dobrze rozszyfruje, to można wykorzystać ich potencjał w stu procentach.

Reklama


Pan chce teraz rozszyfrowywać pracowników i budować w tym urzędzie zespół?
- Nie, wiadomo, że zespół już jest. Ale każde działania wymagają korekty. Według mnie są takie osoby, które ze swoimi predyspozycjami mogą się sprawdzić na innych niż dotychczas stanowiskach. Trzeba jak najwięcej rozmawiać z pracownikami, poznawać ich. Osoba zarządzająca nie musi posiadać tak szerokiej wiedzy jak jej wszyscy pracownicy. Jeśli ja miałbym znać się na wszystkich dziedzinach, np. geodezji czy podatków, to bym poległ. Ja się na tym nie znam. Ale wiem, że w naszym urzędzie pracują osoby, które perfekcyjnie poruszają się w danych obszarach. Trzeba zdobyć zaufanie tych kompetentnych ludzi i jak to się mówi dmuchać w jedną trąbkę.


Czy odkąd zajął pan gabinet wiceburmistrza Pajęczna, nie miał pan ani chwili zwątpienia, że przyjęcie tego stanowiska to być może nie był dobry krok?
- To trudne pytanie, ale powiem szczerze, że nie miałem chwili zwątpienia. Lubię nowe wyzwania i chcę z nimi się zmierzyć. Specyfika urzędu jest troszeczkę inna niż w szpitalu. Można powiedzieć, że praca tutaj jest bardziej usystematyzowana. Mamy określony budżet, wiemy jakie mamy pieniądze. Najpierw ustala się ten budżet, a potem go realizuje. A w przypadku szpitala nie wiadomo jakim budżetem będziemy dysponować. Poza tym w szpitalu jest tak, że jeśli czegoś się nie wypracuje, to pieniędzy nie ma. W urzędzie mamy stałe wpływy z subwencji czy podatków. Ryzyko zarządzania szpitalem jest dużo większe niż w urzędzie.

Reklama


Obejmował pan stanowisko zastępcy w momencie, gdy szykowano referendum w sprawie odwołania pana nowego szefa – burmistrza Pajęczna. Nie obawiał się pan, że został pan zatrudniony tylko na chwilę?
-  Takie myśli były, ale życie pokazało, że działania organizatorów referendum zakończyły się fiaskiem. Uważam, że to nieuczciwe, żeby oceniać pracę nowego burmistrza miasta przez pryzmat dwóch lat urzędowania. Tym bardziej, że przyszło nam funkcjonować w tych jakże trudnych czasach. Realizacja wielu projektów jest niemożliwa.


Rzeczywiście organizacja referendum zakończyła się niepowodzeniem, ale ta sytuacja pokazała, że nastroje społeczne w gminie Pajęczno nie są najlepsze, a wielu ludzi nie jest zadowolonych z rządów burmistrza Mielczarka.
- Dzięki tej sytuacji burmistrz zrozumiał, że były pewne niedociągnięcia, ze strony urzędu, jeśli idzie o politykę informacyjną i szeroko pojęty pijar. Realizowane były zadania, robiło się pewne sprawy, a nikt o tym nie wiedział. Ta informacja z urzędu nie wychodziła, nie docierała do ludzi. Podjęliśmy działania, żeby zmienić ten stan. To już chyba widać nawet w portalach społecznościowych.

Reklama


Chce mi pan powiedzieć, że pana szef, Piotr Mielczarek nie potrafi się chwalić?
- Myślę, że tak. Z chwaleniem siebie ma problem.


W urzędzie jest pan odpowiedzialny m.in. za gospodarkę śmieciową. W ubiegłym tygodniu rozstrzygnął się przetarg na wywóz odpadów. Ile gmina będzie płacić za śmieci?
- Umowa jeszcze nie jest podpisane. Proponowana stawka za tonę jest o nieco tysiąc złotych większa niż dotychczas. Ale w tej chwili to i tak mamy najbardziej korzystną cenę za tonę w naszym okręgu.


Ale macie też wysypisko. Trudno się dziwić, że cena jest niższa, koszt dowozu śmieci jest ograniczony.
- No tak, ale nie mamy na ceny śmieci większego wpływu. Ustawodawca przerzucił na samorządy odpowiedzialność za gospodarkę odpadami. Z góry narzucone są opłaty środowiskowe i za składowanie, a firmy ciągle podnoszą stawki. Jedyne co możemy to edukować mieszkańców jak segregować śmieci. W tej chwili miała ruszyć kontrola kompostowników. No, ale w związku z obostrzeniami musieliśmy ją przełożyć. Jak wiadomo gospodarka śmieciowa musi się bilansować. Są gminy, które dopłacają do gospodarki odpadami, ale Regionalna Izba Obrachunkowa ma na to zupełnie inne spojrzenie. Nie wolno tego robić. A w gminach gdzie się dopłaca, wójt może zostać postawiony przed dyscypliną finansową i wejdzie zarząd komisaryczny. Takie scenariusze też są możliwe.

Reklama


A co pan sądzi o planach rozbudowy śmietniska w Dylowie A, pod Pajęcznem, które są oprotestowywane przez mieszkańców?
- Temat jest bardzo trudny. Wszyscy wiemy, że wysypisko miało starczyć na trzydzieści lat. My w gminie Pajęczno nie produkujemy tych śmieci aż tak dużo, ale przyjeżdżają tu śmieci z całej Polski. I to wysypisko się zapełniło i się kończy. Nie powiem, że gmina nie ma z tego korzyści… Mamy najniższą cenę za śmieci. Poza tym mamy wpływy do budżetu. Mam na myśli podatki. Jeżeli rada nie podejmie, w przyszłości, decyzji o powiększeniu tego składowiska, to czeka nas kolejna podwyżka. Jeżeli nasze odpady będą musiały pojechać dalej, to wiadomo, że będą większe koszty transportu.


Pan któremu rozwiązaniu jest bliższy – uważa pan, że należy rozbudować wysypisko i płacić jak dotychczas, czy zablokować takie plany i płacić więcej?
- W mojej ocenie powinien być zapewniony rozwój tego składowiska, w taki sposób, żeby starczyło miejsca na nasze odpady jeszcze przez długi czas. Rozwój łączy się z rozbudową, ale nie z taką jakiej chce firma EKO-REGION. Wiadomo, że działalność wysypiska zawsze będzie dla mieszkańców w jakiś sposób uciążliwa. Jeżeli jest garstka osób, bezpośrednio zlokalizowanych przy wysypisku, to wiadomo, że im zawsze to będzie przeszkadzać. Tu trzeba położyć na szali dobro i korzyści płynące dla wszystkich mieszkańców naszej gminy.

Reklama


Krótko mówiąc jest pan za rozbudową?
- Tak i nie. Uważam, ze w jakiejś formie powinno być powiększone, ale tylko pod warunkiem, że przełoży się to na zmniejszenie opłat dla mieszkańców. Jeżeli nie zgodzimy się na rozbudowę, to ceny będą szybowały w górę i osiągniemy w momencie poziom 50 czy 60 zł od mieszkańca.
 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości