Do końca nie wiadomo, który samorząd zrobił lepszy biznes na zamianie nieruchomości. W 2019 r. starostwo powiatowe i gmina Wieluń dogadały się w kwestii bareteru budynku przy ul. Piłsudzkiego na drogi. Porozumienie okazało się być niezwykle kruche, bowiem właśnie toczy się proces pomiędzy Wieluniem a Wieluniem o 2,7 mln zł. Według gminy tyle powiat powinien oddać, po modernizacji trzech dróg, które kiedyś należały do starostwa, a przygarnęło je miasto.
Sprawa prosta nie jest, bo ostatecznie rzadko zdarza się, albo i może nie zdarza się wcale, aby gmina skarżyła powiat. Do takiej kuriozalnej sytuacji doszło jednak na ziemi wieluńskiej. A było tak. W 2019 r. dwa samorządy dogadały się, przynajmniej wtedy na to wyglądało, w kwestii zamiany budynku przy ul. Piłsudzkiego, który zajmuje II Liceum Ogólnokształcące im. Janusza Korczaka na drogi. Gmina gmachu pozbywała się niezbyt chętnie, a radni nie kryli wątpliwości, czy umowa jest korzystna. Do przekazania budynku namawiał burmistrz, Paweł Okrasa. W zamian gmina przejmowała kilkanaście dróg, m.in. te w centrum miasta ze strefą płatnego parkowania. Wydawać by się mogło, że układ jest korzystny dla obu stron. Gmina podkreślała jednak, że koszt utrzymania ulic w ścisłym centrum jest wyższy, niż wpływy z biletów za parkowanie. W dodatku dostawali kilka traktów od lat proszących się o remonty.
To dlatego burmistrz Okrasa chciał, aby powiat pokrył połowę wydatków na modernizację trzech dróg, na które dokumentacja techniczna leżała w szufladzie. I wydawało mu się, że takową zgodę uzyskał. Podczas jednego ze spotkań podpisał bowiem wraz z wicestarostą Krzysztofem Dziubą protokół uzgodnień, w którym ustalenia zostały potwierdzone. Panowie nie rozmawiali sami, byli podczas debaty obecni również pracownicy zarówno Urzędu Miejskiego jak i Starostwa Powiatowego.
Wszystko się jednak pokomplikowało, kiedy gmina inwestycje zaczęła prowadzić, a powiat odmówił współfinansowanie remontu ulic Szpitalnej, P.O.W oraz Krakowskiego Przedmieścia, bo o te chodziło. A kwota której oczekiwało miasto do małych nie należy, chodzi bowiem o 2,7 mln zł.
Od dwóch lat urzędnicy w starostwie, na czele ze starostą Markiem Kielerem i jego zastępcą, Krzysztofem Dziubą, powtarzają, żadnej umowy nie było, a protokół to dokument roboczy. Tym bardziej podobno, nie obiecywali kasy.
Paweł Okrasa zapowiadał, że jeśli pieniędzy od powiatu nie będzie, w spór zaangażuje sąd. W międzyczasie zatrudnił za 150 tys. zł kancelarię, która reprezentuje gminę w sprawie roszczeń, chociaż radni zaplanowali tylko 100 zł na ten cel. (Rzecznik dyscypliny finansów publiczny dopatrzył się uchybiania przez Okrasę, w tej sprawie czynności prowadzi też prokuratura w Poddębicach). Starostwo zaś postanowiło oddać sprawę w ręce prawniczki, którą zatrudniają.
Przedstawiciele samorządów są już po dwóch rozprawach. Na pierwszej zostali skierowani na mediacje. Te jednak nie przyniosły żadnego efektu.
- Mieliśmy propozycję, jednak powiat ją odrzucił, nie proponując nic od siebie – twierdzi Okrasa.
15 grudnia w I Wydziale Cywilnym Sądu Okręgowego w Sieradzu odbyło się kolejne posiedzenie w sprawie. Zostali przesłuchani świadkowie, m.in. pracownicy gminy i starostwa.
Sprawę komplikuje fakt, że zobowiązania finansowe w imieniu starostwa może zaciągać co najmniej dwóch członków zarządu powiatu. Przywoływany protokół parafował zaś tylko sam wicestarosta Dziuba. Już z racji tego może się okazać nieważny, co podnoszą w starostwie.
- Obstajemy przy swoim stanowisku, wystąpiliśmy o umorzenie postępowania z powodu braku podstaw formalnych – podaje Mark Kieler, starosta.
- Tak jak już wiele razy to mówiłem, to spotkanie, na które powołuje się pan burmistrz, było robocze. Głównie chodziło o uchwały rad, miejskiej i powiatowej, odnośnie działek. Czyli aby w tych uchwałach zostały umieszczone takie same numery działek, które przekazujemy na rzecz gminy. Kwestia współfinansowania remontu dróg w ogóle nie była brana pod uwagę, a osoby, które brały udział w spotkaniu i osoba, która podpisywała dokument, nie miały upoważnienia do podejmowania tego typu zobowiązań. To miał być temat do dalszych rozważań.
Burmistrz zastanawiał się swego czasu, czy aby wicestarosta, który dokument podpisał, nie przekroczył swoich uprawnień.
Kieler jednak zaprzecza, aby jego zastępca popełnił błąd lub nie znał przepisów.
- To kto może zaciągać zobowiązania w imieniu starostwa reguluje ustawa, a to spotkanie dotyczyło tego, jakie drogi gmina przejmuje – podkreśla.
W takim razie dlaczego dokument, który jednak mówi o finansowych zobowiązaniach został podpisany?
- Z tego co mi mówili pracownicy, to była wrzutka w ostatnim momencie, ten protokół został przygotowany przez gminę, nie przez nas – tłumaczy się Kieler.
- Mama nadzieję, że sąd obiektywnie tę sprawę osądzi – finalizuje.
Póki co procesu nie chce szerzej komentować szef wieluńskiego ratusza.
- Moje stanowisko jest znane od dawna, mogę je tylko powtarzać – mówi.
- Jeśli urzędnik nie wie, co podpisuje, to dla mnie sytuacje jest cokolwiek dziwna. Popisywać i nie być świadomym, co jest w środku, nie przeczytać, to się nie mieści w głowie. Być może w starostwie i takie standardy mogą obowiązywać - kwituje.
- Ja jestem zdumiony takim tłumaczeniem, wydaje mi się czymś karygodnym.
Wcześniej Okrasa nie gryzł się w język, mówił, że gmina została bezczelnie oszukana, a wszystko wygląda tak, jakby starostwo budynek przy Piłsudzkiego wyłudziło.
Również radni gminni byli zniesmaczeni postawą powiatu, choć mają równocześnie pretensje do Okrasy, iż w stosownym czasie nie dopilnował formalności. Część z nich zwraca uwagę, że sąd faktycznie może samego protokołu uzgodnień nie potraktować jako formalnej umowy.
- Mogę tylko powiedzieć, że nie tak sobie wyobrażam współpracę między organami – zaznaczał w rozmowie z „Kulisami...” rok temu przewodniczący rady miejskiej Wielunia, Piotr Radowski.
- Liczyłem, że osoby, które podpisują protokół, podpisują go z zamiarem wypełnienia. Zaufanie jednak zostało nadszarpnięte. Pan burmistrz sam mówi, że został „ograny”. W mojej ocenie żaden organ nie powinien zachowywać się tak, jak teraz powiat. Jeżeli były ustalenia i podpisywał je pan wicestarosta, to powiat powinien takie środki zabezpieczyć. Wiemy że tak się nie stało. Powiat mówi, że nie ma i nie da na te zadania To jest nauczka dla przyszłych włodarzy, aby dopinać wszystkich formalności.
Magdalena Lizurej
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze