Reklama

Idą czasy zaciskania pasa

Ciemne ulice i wychłodzone szkoły – to nie scenariusz filmu grozy, ale nieodległa przyszłość mieszkańców niektórych gmin. Są już w naszym regionie miejsca, gdzie uliczne latarnie zgasły, a kotłownie budynków użyteczności publicznej świecą pustkami. Premier nakazuje wprowadzenie co najmniej 10 proc. oszczędności. Tyle tylko, że samorządowcy sami już zaczęli zaciskać pasa. Nie mają wyboru.

Albo nie ma, albo drogi
Dosyć, że drogi, to go nie ma – tak wygląda sytuacja z dostępnością węgla. Nie tylko gospodarstwa domowe mają problem, ale i samorządy. Do nielicznych, którzy już latem zabezpieczyli się w opał na zimę należy gmina Biała.
- Urząd GOKiS i remiza z przedszkolem są zaopatrzone w pelet z zakupu tegorocznego, ale po przetargu ubiegłorocznym  – podaje wójt Białej Aleksander Owczarek.
Do zimy przygotował się też samorząd w Ostrówku. Gminne szkoły są opalane ekogroszkiem, oprócz tej w Ostrówku, która ma wspólną kotłownię z urzędem, przedszkolem, szkołą, bankiem, ośrodkiem zdrowia, gdzie spalana jest biomasa
- Zakupiliśmy ok. 60 ton ekogroszku, mamy również rezerwy, które w kotłowniach pozostały po poprzednim okresie – podaje Ryszard Turek, wójt.
- Może nie wystarczyć do końca sezonu grzewczego, gdyby zima była ostra, ale niedużo braknie. Na nauczanie zdalne nie chcielibyśmy przechodzić, bo uważamy, że to nie jest dobry sposób nauki. Jeśli chodzi o dostępność biomasy, to dostawca zastrzegł, że podpisze umowę tylko do końca roku. Jesienią i potem niemal cały okres grzewczy kupowaliśmy brykiet drzewny po 517 zł za tonę, a teraz po 1850. Po przeliczeniu prawie 0,5 mln zł musimy wydać więcej na opał, niż w poprzednim sezonie, zakładając taki sam poziom spalania. Trzeba jednak pamiętać, że poprzednia zima była łagodna.
Z kolei w gminie Kiełczygłów sytuacja jest patowa. W ciągu sezonu szkoła oraz urząd zużywają ok. 200 t. węgla, sama szkoła około 120. Tymczasem zapasy to kila ton., które starczą na maksymalnie dwa tygodnie.
- Na tym możliwość ogrzewania się zamyka, próbujemy szukać węgla, ale ceny rynkowe są zaporowe – mówi wójt Mariusz Mielczarek.
-  200 ton to jest wydatek około 800 tys. zł przy cenie 4 tys. za tonę. Na naukę zdalną przejść nie możemy, bo na terenie szkoły funkcjonuje też oddział przedszkolny. Stoimy przed dramatycznym wyborem, bo okres grzewczy zbliża się wielkimi krokami. W tym momencie nie mamy dla żadnej jednostki zabezpieczonego opału. Najważniejsze są w tym momencie szkoła i przedszkole, tam gdzie są dzieci, ale też pracownicy nie mogą funkcjonować w zimnych pomieszczeniach.  Nie wiem co będzie dalej – zastanawia się wójt.
Opału za granicą poszukał burmistrz Wielunia, Paweł Okrasa.
-  W szkołach mamy kotły na pellet, dwukrotnie ogłaszaliśmy przetarg na jego dostawę i dwukrotnie nikt się nie zgłosił, więc byliśmy zmuszeni poszukać opału na rynku – podaje.
- Mamy do końca roku zagwarantowaną cenę, ona jest bardzo korzystna.
Do Wielunia opał przyjeżdża z Litwy.
Gmina Sulmierzyce na razie nie planuje obniżać temperatury w szkołach. Mają w zapasie pellet i gaz, brakuje im węgla.
- To jest podstawowe pytanie, czy uda nam się ten węgiel w takich ilościach, jak potrzebujemy,  kupić – podkreśla wójt Gabriel Orzeszek.
-Już nawet nie chodzi o cenę, bo ona będzie zapewne wysoka, ale czy ten węgiel w ogóle będzie. To jest nasze podstawowe zmartwienie – dodaje.
Gdyby się okazało, że opału nie ma, dzieci wylądują w domu przed komputerami.
- Za gaz będziemy płacić sześć razy więcej – mówi burmistrz Pajęczna, Piotr Mielczarek.  Ratusz ogrzewany jest tym paliwem, więc urzędnicy będą zmuszeni przykręcić termostaty.
Burmistrz nie ukrywa, że również mieszkańcy żałują zamiany starych pieców na kotły gazowe.
- Może są ekologiczne, ale teraz nie są ekonomiczne. Nie usprawiedliwiam, że ludzie będą palić byle czym, ale też to rozumiem – uważa Mielczarek.
Również wójt Strzelec Wielkich, Marek Jednak, planuje zmniejszenie temperatury w urzędzie. W pomieszczeniach ma być około 19, maksymalnie 20 stopni. Tego samego nie można oczekiwać od palcówek edukacyjnych. Póki co wójt nie zamierza wprowadzać trybu nauki zdalnej.
- Będę robił wszystko, aby po mrocznych czasach pandemii, nie nastąpił następny czas, żeby dzieci nie mogły uczęszczać do szkoły – zapowiada.
Póki co, w przedszkolu w Woli Wiewieckiej, w gminie Strzelce Wielkie, już rozpoczął się sezon grzewczy.  
Obniżać temperaturę w urzędzie planuje też wójt Siemkowic, Zofia Kotynia.
- Dostawca zadeklarował,  że dostarczy ekogroszek do ogrzania budynku gminy, przedszkola i ośrodka zdrowia, nie znamy jeszcze ceny, bo dopiero w tym tygodniu będzie spotkanie – podaje.
- W szkołach jest ogrzewanie na olej, mamy dostawy. Sądzę, że damy radę ogrzać szkoły bez przechodzenia na naukę zdalną, chyba że byłyby jeszcze bardziej drastyczne podwyżki cen. I tak właściwie, wszędzie musimy dołożyć tych pieniędzy na ogrzewanie. W ferie i dni wolne będziemy obniżać zdecydowanie temperaturę w budynkach szkolnych.
Lampy na wsiach pogasną
Ceny energii elektrycznej rosną lawinowo. Premier Mateusz Morawiecki w biegłym tygodniu podczas ogłaszanie kolejnego parasola ochronnego dla gospodarstw domowych zobligował samorządowców do co najmniej 10 proc. spadku zużycia prądu. W większości gmin wydatki bieżące już się nie spinają, więc urzędnicy dwoją się i troją, nad tym, które koszty ciąć. Zazwyczaj na pierwszy ogień idzie uliczne oświetlenie.
- Nas pan premier do oszczędności namawiać nie musi, bo samo życie nas do tego zmusza – denerwuje się burmistrz Pajęczna Piotr Mielczarek.
- W ratuszu, po prostu, musimy ograniczyć zużycie energii. To jest i straszne i śmieszne, ale być może zamiast trzech lamp w pomieszczeniach wystarczy jedna, a korytarz doświetlony być nie musi. Istnieje też prawdopodobieństwo, że będziemy musieli wyłączać ogrzewanie uliczne.
Wójt Siemkowic przyznaje, że w budynku gminy też muszą oszczędzać i po prostu wykręcą świetlówki, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Lampy już zgasły w niektórych miejscach w gminie Kiełczygłów.
- Będę rozmawiał z radnymi i niestety, ale moja propozycja jest taka, aby wyłączyć wszędzie, żeby było sprawiedliwie dla wszystkich - nie ukrywa wójt Kiełczygłowa.
- Obawiam się negatywnej reakcji społecznych. To dla mieszkańców jest duży dyskomfort i na pewno nie spotka się z ich aprobatą. Niestety, do tej pory płaciliśmy około 45 gr. za kW, a teraz około 2,5 zł, to sześć razy więcej – akcentuje.
Mielczarek zaznacza, że mało który samorząd na dłuższą metę udźwignie taki wzrost kosztów używania lamp ulicznych.
- Staramy się oszczędzać prąd w urzędzie, ale to jest możliwe tylko do pewnego stopnia, nie możemy wyłączyć drukarki i powiedzieć petentowi, mieszkańcowi, że nie drukujemy – relacjonuje wójt.
- Niestety wydaje mi się, że mieszkańcy nie do końca rozumieją sytuację. Ja bym chciał, żeby się wszędzie świeciły lampy, ja bym chciał, żeby wszędzie było ciepło, ale to jest dość trudne. Liczę, że na oświetleniu zaoszczędzimy,
Wójt podaje, że samo skrócenie czasu pracy lamp nie wchodzi w grę, ponieważ przestarzałe urządzenia same się przeprogramowują i zdarzało się, że lampy zamiast gasnąć świeciły nawet do południa.
Na skrócenie czasu pracy oświetlenia ulicznego zdecydowano się w Strzelcach Wielkich i Siemkowicach.
- Podjąłem decyzję, po konsultacji z przewodniczącym rady gminy i przewodniczący komisji również się wypowiedzieli,  aby przyspieszyć okres wyłączenia lamp ulicznych, do 23:15 a włączanie opóźnić do 4:30 – podaje wójt Marek Jednak.
-  Pewne oszczędności z tego tytułu będą – przewiduje włodarz Strzelec Wielkich.
- Jesteśmy przed naradą, jakie kroki podjąć, by oszczędności były widoczne – mówi Zofia Kotynia.
- Pierwszy krok to było skrócenie czasu oświetlenia ulicznego na razie o godzinę, jest do 22:30. Nie wykluczamy, że może trzeba będzie gasić o 22:00.
W gminie Wieluń być może w ostateczności zgaśnie co druga lampa, ale póki co takich zamierzeń nie ma. Paweł Okrasa przypomina, że planował zmodernizować oświetlenie na ledowe, ale nie dostał na to środków z „polskiego ładu”. Na razie dostawy energii są po starych cenach, umowa z dostawcą obowiązuje jeszcze kilka miesięcy.
- Mamy teraz audyt energetyczny, dowiemy się, jakie możemy poczynić oszczędności i jakie podjąć działania, aby koszty obniżyć – mówi Okrasa.
Wymienić oświetlenie uliczne na ledowe w niemal całej gminie udało się wójtowi Białej. Systematycznie, przez kilka lat, samorządowcy inwestowali w nowoczesne oprawy. Dziś mogą korzystać z efektów. Ponad to jeszcze przez trzy lata, dzięki długiemu kontraktowi, ceny energii elektrycznej będą mieć niższe niż sąsiedzi.
- Nie mam takiego pomysłu, aby wyłączać oświetlenie, gdyby radni wyszli z taką inicjatywą, trzeba byłoby na ten temat podyskutować – uważa wójt Owczarek.  
- Na pewno nie wchodzi w grę wygaszanie lam na drodze krajowej, więc podobne decyzje o wyłączaniu w innych miejscach doprowadziłyby do konfliktu sołectw – dodaje.
W ledowe oprawy zainwestowali równie w Pątnowie.
- Cztery  miejscowości już takie jasne i energooszczędne światło mają, ale postanowiliśmy jeszcze zwiększyć budżet na ten cel i zakupić żarówki, aby wymienić je w kolejnych miejscowościach, myślimy o Załęczu Małym, Wielkim, jak również mniejszych jak Gligi i Cieśle, to jest jedyny sposób, aby zminimalizować koszty energii – sądzi Jacek Olczyk, wójt Pątnowa.
- W tym roku będą kolejne miejscowości wyposażone w te energooszczędne żarówki, a w przyszłym roku myślę, że zakończymy projekt wymiany żarówek w pozostałych miejscowościach.
W dobrej sytuacji (póki co) jest tez gmina Sulmierzyce.
- Przetarg na energię elektryczną mamy do koca 2023 r., więc bezpośrednio te wysokie ceny energii elektrycznej nas jeszcze  nie dotyczą – kończy Gabriel Orzeszek.


Madalena Lizurej
współpraca Sławomir Rajch, Katarzyna Cieślik

Reklama

 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości