Reklama

Krzysztof Owczarek od ćwierćwiecza kieruje pracami rady powiatu wieluńskiego

Krzysztof Owczarek, przewodniczący rady powiatu wieluńskiego, swoją funkcję sprawuje już od 25 lat. O blaskach i cieniach pracy  w samorządzie rozmawia z Magdaleną Lizurej.

Magdalena Lizurej: Jako jedyna osoba w kraju nieprzerwanie od ćwierćwiecza kieruje pan obradami rady powiatu. Jak się pan czuje z tą świadomością i z faktem, że rekord został zauważony. Na Zamku Królewskim odebrał pan Medal Bene Meritus Powiatom oraz honorowy tytuł „przewodniczący 25-lecia”.

Krzysztof Owczarek, przewodniczący rady powiatu wieluńskiego: To jest bardzo miłe. Tym bardziej, że napis na wyróżnieniu mówi, że się dobrze przez te 25 lat swoją pracę wykonywało. Myślę, że to jest swego rodzaju nagroda  dla całego mojego pokolenia, które wywalczyło tę wolną Polskę i, które dźwignęło nas na ten poziom dzisiejszy. Teraz chodzi o to, aby tego nie zmarnować.  Myślę, że możemy być dumni, że nastąpił taki rozwój kraju i rozwój samorządności. Nawet przy narzekaniach i kłótniach, które są.

Reklama

Jak zaczęła się pana przygoda z samorządem?

Studiowałem w Łodzi w okresie strajków studentów w 1981 roku. Po tych wydarzeniach zarejestrowano Niezależne Zrzeszenie Studentów. Wtedy okazało się, że można samemu się rządzić. Dziś to wydaje się oczywiste. Wtedy było tylko PZPR, organizacje młodzieżowe zgodne z jej linią  i prasa, prezentująca program tej partii. Pomysł, aby się rządzić samemu, a potem to zrealizować, był czymś niewyobrażalnym. Po zmianie ustroju, kiedy okazało się, że może istnieć samorząd gminny, następnie powiatowy i wojewódzki stwierdziłem, że warto się poddać ocenie społecznej i sprawdzić, czy ludzie mnie widzą, jako ich reprezentanta. Nie mogłem brać udziału w wyborach do rady gminy, ponieważ byłem prezesem w spółce gminnej. Stąd pomysł, aby wystartować do powiatu. Udawało się sześć razy.

Reklama

W karierze miał pan okazję współpracować z trzema starostami, Mieczysławem Łuczakiem, Andrzejem Stępniem i obecnie Markiem Kielerem. Z którym działało się najlepiej?

Nie należałem i nie należę do żadnej partii, startowałem z list wyborczych stowarzyszenia samorządowego, więc to mi ułatwiało pracę. Ze wszystkimi dobrze mi się współpracowało. Dziękuję za to i staroście Łuczakowi, i staroście Stępniowi.  Marek Kieler jest z mojego stowarzyszenia, więc siłą rzeczy też współdziała nam się dobrze.  

Może pan już oficjalnie opowiedzieć o swoich planach, co do startu w kolejnych wyborach?

Reklama

Na dzisiaj nie podjąłem decyzji, że będę startował. Pobiłem  różne rekordy i nawet mi to sprawia przyjemność. Prezesem Przedsiębiorstwa Komunalnego byłem 27 lat, przewodniczącym jestem od 25 lat. Być może młodzi powinni przejąć to rządzenie w większym stopniu.

Zdarzały się przez 25 lat burzliwe sesje?

Początki były niełatwe, nie mieliśmy od kogo czerpać wzorców. Raczej posiedzenia rady należały do spokojnych i merytorycznych. Były takie momenty, gdzie emocje brały górę, ale ja to wspominam jako sprawy trudne, które zostały rozwiązane. Staraliśmy się nie wchodzić w spory polityczne, krajowe, zagraniczne, światopoglądowe. Najważniejsze było tak zarządzać, abyśmy mieli dobre szkolnictwo, aby była budowana infrastruktura, aby kwitło życie kulturalne. Wszystkim nam zależało i dalej zależy, aby w naszej małej  ojczyźnie dobrze się żyło.

Reklama

Domyślam się, że jednym z najmniej przyjemnych momentów pana pracy w samorządzie było zwolnienie ze stanowiska prezesa wieluńskiego Przedsiębiorstwa Komunalnego. Obserwatorzy życia społecznego w Wieluniu oceniali to jako działania polityczne.

To było bezprawne i ci, którzy tak postępowali, co zostało udowodnione, mieli świadomość, że postępują bezprawnie. Ale ich odpowiedzialność osobista, jak na razie, jest zerowa. Za to zapłaciła firma, która musiała wypłacić odszkodowania. Ktoś celowo bezprawnie postąpił, a zapłaciło społeczeństwo, gminna spółka. W dodatku ten ktoś nie poniósł żadnej kary, finansowej odpowiedzialności, choć są przepisy, które umożliwiają dochodzenie takich roszczeń. Ludzie powinni odpowiadać chociażby finansowo za swoje decyzje. Całą tę sytuację traktuję jako konsekwencję publicznych działań. Te konsekwencje nie zawsze są przyjemne.

Reklama

Ale chyba oprócz cieni są też i blaski pracy na rzecz społeczeństwa?

Dla mnie to za każdym razem wybór na następną kadencję. Jeżeli się człowiek napracował i uważa, że powinien być dobrze oceniony, a potem się okazuje, że został wybrany, to mu to sprawia przyjemność. Człowiek jest istotą społeczną  i zależy mu na ocenie innych, chociażby mówił, że jest inaczej. Takimi ważnymi wydarzeniami w karierze były jeszcze momenty, kiedy wręczano mi srebrny i złoty krzyż zasługi.

Co pan sądzi o pomyśle likwidacji powiatów?

Reklama

Nie można powiatów wymazać ze świadomości ludzi. Ten obszar, skupiający gminy, istnieje. W czasach bardzo odległych byli starostowie. Sądzę, że chociażby ze względu na to, że to jest pośrednia wielkość terytorialna i pośrednie skupisko ludzi, to on ma rację bytu. W ostatnim okresie udało się przyciągnąć bardzo duże środki finansowe, w innym układzie, gdyby tego powiatu nie było, być może by tu nie spłynęły. Od pracy w samorządzie zaczyna się też wiele politycznych karier, przytoczę przykłady posłów Łuczaka i Rychlika.

Pan nie miał ambicji, aby karierę polityczną rozwijać?

Reklama

Nie, aby zaistnieć na terenie kraju jest potrzebne podparcie partii. Należy prowadzić swoją działalność w partyjnych strukturach, co nigdy nie leżało w moim charakterze.

Są potrzebne zmiany w finansowaniu jednostek samorządowych?

Tak. Aby powiat, czy każdy inny samorząd, mógł się rządzić sam, musi mieć zapewnione finansowanie z mocy przepisów ustawowych. Wtedy środki wpływają, obojętnie, co się dzieje, czy z podatku dochodowego od osób fizycznych czy CIT. W tej chwili mówi się o tym, aby to był udział w podatku VAT. Samorząd nie powinien być zależny od dobrej woli władz centralnych. Na razie jednak to wszystko działa.

Reklama

Szpital w Wieluniu jest teraz w dobrym miejscu?

Bardzo często zajmowaliśmy się sprawami szpitala i ciągle było inaczej, niż byśmy chcieli. Ekonomia w czystym kształcie nie ma tu zastosowania. Tego rodzaju placówki mają w nazwie „publiczny”. W różnych sferach tę pomoc publiczną dostają. Cały czas pracowaliśmy nad tym, jak doprowadzić do sytuacji, by ekonomicznie to funkcjonowało. W tej chwili sporo się dzieje w SP ZOZ-ie, trafiło tu doposażenie i zostały przeprowadzone oraz są zaplanowane inwestycje na dużą skalę. Na szczęście od jakiegoś czasu nie mamy sygnałów, aby były problemy z kadrą. Wydaje mi się, że na tle innych szpitali powiatowych, ten wieluński nie wypada źle. Od powiatu  zależy czy mamy dobrego dyrektora czy złego. Nie mamy za to wpływu na to,  ile pieniędzy z kontraktów przypłynie, ani na to, jak procedury medyczne są wycenione.

Reklama

Cały czas trzeba dokładać do oświaty?

Co roku dokładamy. Po prostu raz miej, a raz więcej. Subwencja oświatowa nie pozwala na pokrycie bieżącego funkcjonowania placówek. Tu potrzeba zmian. Uważam, że powiat powinien mieć zapewnioną subwencję takiej wysokości, jaka wystarczałaby chociażby na pokrycie wynagrodzeń w oświacie. To niestety tak nie funkcjonuje teraz. Samorządy muszą pokrywać niedobory z własnych środków.

W ostatnich latach sporo pieniędzy powiat zdobył na drogi. Jest się z czego cieszyć?

Reklama

Ja jestem zadowolony, uważam, że jednym z sukcesów tej kadencji jest fakt, iż tyle pieniędzy z zewnętrznych źródeł udało się pozyskać na inwestycje. To jest korzyść dla każdego mieszkańca. My jako powiat też musieliśmy do tego dołożyć wkład własny.

Jak pan ocenia konflikt z gminą Wieluń o współudział w remoncie trzech dróg?

Spór był w zasadzie o nic, bo chodziło o to, czy pieniądze na nasze, mieszkańców cele, ma przeznaczyć powiat, czy gmina. Przecież mieszkańcom jest wszystko jedno, kto finansuje inwestycję. Kłótnie pomiędzy samorządami są bezsensowne. Ten spór nic dla zwykłego mieszkańca nie wniósł. Ja bym użył porównania, że chodziło o przełożenie pieniędzy z jednej kieszeni samorządowej do drugiej. Część tych pieniędzy jako wynagrodzenie na obsługę sporu sądowego trafiło do kieszeni prywatnej. Tych środków publicznych ubyło na skutek decyzji burmistrza Wielunia. Moim zdaniem było to niegospodarne działanie, które przyniosło straty dla mieszkańców.

Warto pracować na rzecz samorządu?

Widzę, że nie ma zbyt wielu młodych chętnych do tego, aby wystartować w wyborach samorządowych. Trzeba pamiętać, że tego rodzaju praca jest wymagająca i czasami niewdzięczna. W dobie mediów społecznościowych nie da się uciec od krytyki. Czasami jest to po prostu hejt.  Jeśli komuś bardzo zależy, to ponosi niemałe koszty funkcjonowania w tych realiach. Mimo wszystko warto.

 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości