Z wójtem Markiem Jednakiem o możliwych scenariuszach po nadchodzących wyborach samorządowych, rozpoczętych i zakończonych inwestycjach oraz o tym co ma Piłsudski do gminy Strzelce Wielkie, rozmawia Sławomir Rajch
Sławomir Rajch: Panie wójcie, co ma Józef Piłsudski wspólnego z gminą Strzelce Wielkie? Pytam, bo pod urzędem stanął właśnie jego pomnik…
Marek Jednak: - Panie redaktorze, przed około dwudziestoma laty podjęliśmy decyzję, żeby w szczególny sposób upamiętniać rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Początkowo były to uroczyste msze święte celebrowane i składanie wiązanek, kwiatów na cmentarzu ku pamięci tych, którzy walczyli o naszą wolność. Później powstał na cmentarzu pomnik, ufundowany przez mieszkańców. W końcu te obchody nabrały jeszcze większego kolorytu, zostały bardziej uatrakcyjnione. Biorą w nich udziały grupy rekonstrukcyjne - grupa żołnierzy legionowych i Piłsudski właśnie.
No tak, w rolę Piłsudskiego wciela się zresztą jeden z przedsiębiorców. Złośliwi śmieją się, że ten pomnik dla niego pan postawił.
- To nawiązanie do przedsiębiorcy Piłsudskiemu chyba by się nie spodobało. Bo przecież nic nie łączy, skądinąd sympatycznych panów. Piłsudskiego znamy nie tylko jako męża stanu, militarnego geniusza, ale jako redaktora i działacza społecznego. Wyjątkowa energia, pomysłowość i spryt polityczny sprawiły, że po 123 latach niebytu, na mapach pojawiła się Polska, którą zespolił z trzech różnych kulturowo zaborów.
To jaki jest związek między Piłsudskim a Strzelcami Wielkim?
- Studiując książkę brata pani Anieli Belinowej, czyli dziedziczki dworu w Strzelcach, bardzo zasłużonego dla naszej społeczności...
Może, gdyby stanął tu właśnie pomnik Anieli Belinowej, nikt by nie miał by pretensji?
- Nie jestem przekonany, że nikt nie miałby pretensji. Znalazły by się osoby, które dopytywałyby „a czym się tak zasłużyła pani Belinowa, żeby jest stawiać pomnik?”. A druga sprawa, że wówczas nie zdobyłbym dofinansowania, czyli pieniędzy na budowę takiego pomnika.
Natomiast więzy krwi, łączą właśnie Anielę Belinową, z domu Jałowiecką, z rodem Piłsudskich. Bardzo prawdopodobne, że Piłsudski w dworze w Strzelcach Wielkich bywał.
Lwią część kosztów związanych z budową pomnika pokryła dotacja z Ministerstwa Obrony Narodowej. Ale gmina też musiała ponieść koszty. Jakie to były pieniądze i czy nie można ich było lepiej spożytkować?
- Większość pokryło ministerstwo. My właściwie wydaliśmy jakieś 6 tys. zł, czyli bardzo niewiele. Z przykrością muszę przyznać, że niektórzy z radnych, a nawet nauczyciele, chcieliby za te 6 tys. zł przeznaczyć na zakup samochodu strażackiego, albo zbudować drogę.
Są takie wozy za 6 tys. złotych?
- Jeśli są, to proszę znaleźć taki samochód, to ja go chętnie kupię. Nawet kilka tych samochodów, żeby obdzielić wszystkie nasze straże. A tak całkiem poważnie, to dziś średni samochód strażacki kosztuj grubo ponad milion złotych.
Jeśli idzie o wyposażenie OSP i wozy strażackie, to nie ma pan sobie nic do zarzucenia jako gospodarz gminy?
- Na pewno nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej. Jednostka KSRG z Wiewca, ma nowy samochód. Jednostka z Marzęcić przejęła jelcza z Wiewca. Kolejny samochód, trafił do KSRG w Strzelcach Wielkich z Państwowej Jednostki Straży Pożarnej w Pajęcznie. Ale to jest wóz w bardzo dobrym stanie.
Ale już nie taki nowy…
- Jak na nasze warunki, to świetnie spełnia swoje zadania. Dla jednostki strzeleckiej jest w zupełności wystarczający. Głównie dlatego, że nasza jednostka specjalizuje się w ratownictwie drogowym i chemicznym, a ten samochód właśnie taką funkcję pełnił w Państwowej Straży Pożarnej w Pajęcznie. Jeszcze długie lata posłuży. Nie mówię, że nie mamy się starać o pozyskanie nowych wozów, ale też musimy działać z rozwagą. I tak na jednostka w Marzęcicach przejęła jelcza z Wiewca i są bardzo zadowoleni, choć on także ma swoje lata. Niekiedy te starsze samochody nie dość, że są mocniejsze, to jeszcze łatwiejsze w obsłudze i bardziej niezawodne.
Możliwe, że druhowie OSP w Marzęcicach cieszą się z tego samochodu, ale na pewno nie cieszą się, że do tej pory nie zostali wpisani do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego?
- Tak i właśnie jesteśmy na najlepszej drodze, żeby jednostka z Marzęcic do KSRG została wpisana. Podjąłem takie starania wspólnie z zarządem jednostki. Jest pełna zgoda i też wsparcie ze strony komendy powiatowej w tym jej szefa Konrada Ujmy. Dopiero co podpisaliśmy akces przystąpienia OSP w Marzęcicach do KSRG. Przy okazji muszę powiedzieć, że jednostka z Marzęcić jest świetnie zorganizowana, mimo że nie jest w KSRG to ma dużo wyjazdów. Jest też dobrze wyposażona. Ale najważniejsze, że w OSP Marzęcice są bardzo zaangażowani, zawsze gotowi do działania strażacy ochotnicy. To oni są gwarantem rozwoju jednostki.
Jeśli o Marzęcicach, zapytam o mieszkańca tej wsi, a co za tym idzie mieszkańca gminy, który został wiceministrem Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Jak pan zareagował na tę nominację, czy to dla pana dobra wiadomość?
- Dla mnie każda wiadomość o sukcesie jakiejkolwiek osoby z gminy Strzelce Wielkie jest wiadomościom bardzo dobrą. Oczywiście złożyłem mu gratulacje i życzenia.
No, chyba że chodziłoby o pana poprzednika Janusza Komara.
- Skąd ta złośliwość panie redaktorze? Jeżeli rzeczywiście przeszedłby metamorfozę, to i jemu bym pogratulował.
Czyli cieszy się pan z sukcesu Adama Nowaka?
- Oczywiście odczuwam wielką satysfakcję z tego, że ktoś z naszej gminy się wybił i zajął ważne stanowisko.
Nowak się wybił, ale za to pana kolega Karol Młynarczyk spadł ze stołka i przestał być wojewodą łódzkim.
- Nie chce tego komentować w żaden sposób. Taka jest kolei rzeczy i czasu nikt nie zatrzyma zmian. Ja jestem wybrany przez mieszkańców i dla mnie większego znaczenia nie ma kto jest wojewodą, a kto ministrem. Na szczeblu gminnym mieszkańcy chcą, aby dla nich zrobić jak najwięcej, niezależnie od tego czy będzie stąd poseł, wojewoda, czy minister. Oczekiwania są zawsze te same, że z tego tytułu nasza gmina coś zyska. Czas pokaże jak będzie w tym przypadku. Oczywiście zawsze będę wspierał Adama Nowaka, ale także liczę na jego wsparcie, jeśli takowe będzie konieczne.
A pan nie boi się, że po wyborach samorządowych straci pan stanowisko? Bierze pan pod uwagę scenariusz, w którym przestaje być pan wójtem?
- Każdy scenariusz jest możliwy. Ja się niczego nie boję. Jestem już osobą w dojrzałym wieku i dawno przestałem się bać. Przepracowałem bardzo solidnie te dwie kadencję. Nawet jeśli mieszkańcy nie znajdą powodów, by pozwolić mi zarządzać gminą przez kolejne lata, to będę mógł śmiało spojrzeć im w oczy. Tyle pieniędzy, ile pozyskałem w dwóch kadencjach, to do tej pory nie udało się żadnemu włodarzowi naszej gminy. Można to przeliczać w pieniądzach, a także w ilości inwestycji. W ostatnich latach gmina przyśpieszyła. Mam wrażenie, że nasza gmina jest teraz jak rozpędzany pociąg, który nadrabia stracony czas. Nie możemy sobie pozwolić, by teraz robić jakieś ryzykowne zmiany w gminie. Potrzebny jest spokój i stabilizacja. 18 milionów złotych, to pieniądze pozyskane na inwestycje w roku 2024. Razem z wkładem gminy, planujemy wydać na inwestycje aż 24 miliony złotych. Nie możemy pozwolić, żeby przyszedł ktoś nowy i podejmował ryzykowne decyzje. Już teraz ogłaszamy przetargi na kilka odcinków dróg. Ogłosiliśmy też przetarg na budowę kanalizacji. Tych inwestycji jest dużo. Trzeba ogromnej determinacji, żeby je zrealizować zgodnie z planem.
Mam rozumieć, że mieszkańcy wybierając kogokolwiek innego na stanowisko wójta będą ryzykować?
- Jestem pewien, że postawienie na kogoś nowego, będzie wiązało się z dużym ryzykiem. Chciałbym zakończyć, to co zacząłem. Tylko w roku 2023 wykonaliśmy inwestycje na ponad 20 milionów złotych. Jeszcze w historii nie było czegoś takiego, żeby wykonać w naszej gminie tyle inwestycji ile ma nasz cały budżet. A w 2024 mamy jeszcze więcej do zrobienia.
Którego z kandydatów najbardziej się pan obawia? Już wiadomo, że do startu szykują się m.in. były ksiądz, obecny przewodniczący rady gminy, no i jedna z radnych, chyba ta najbardziej podnosząca panu ciśnienie.
- Pan redaktor ciągle nawiązuje do kwestii strachu. Nie mam powodu się bać któregokolwiek z kontrkandydatów. Mam za duże doświadczenie życiowe, by się bać. Mieszkańcy doskonale rozumieją i są na tyle zadowoleni z tego co udało się zrobić i to co jeszcze przed nami, że nie muszę się bać. Poza tym, ja nie mam czasu, by zajmować się konkurencją samorządową. Każdego dnia mam sporo pracy, pracuję od rana do wieczora. Dziwie się, że ci sami którzy podnoszą wrzawę, że gmina tonie w długach, pchają się, by nią zarządzać. Gdyby było aż tak źle, to czy byłoby aż tylu kandydatów na to stanowisko? Ciągle słyszę o zadłużaniu gminy, o zbyt dużym zatrudnieniu, o rosnących kosztach. Niech mi ktoś pokaże gminę, w której koszty spadają. Nie ma takiej. Zatrudnienie w gminie jest porównywalne do lat poprzednich, a że najniższa krajowa wzrosła, to jest też wzrost kosztów utrzymania urzędu. To nic nadzwyczajnego, żaden to skandal, zwykła kolej rzeczy.
Piszą w mediach społecznościowych, że mamy w gminie zadłużenie sięgające nawet 12 czy 18 milionów. A to przecież nieprawda. Zadłużenie na koniec 2023 roku to jest jakieś 5 milionów z groszami. To stanowi ok. 16 procent budżetu. Gdy obejmowałem urząd, w 2014 roku, było zadłużenie ponad 40 procent. A w tej chwili 16 procent. Co się stało z tymi długami? Po prostu je spłaciłem. A dlaczego to zadłużenie tak spadło? Bo pozyskaliśmy bardzo dużo pieniędzy.
W kontekście wyborów, które zbliżają się co raz większymi krokami, już ustaliśmy, że żadnego z kandydatów pan się nie boi. Ale jaki ma pan plan na tę gminę na kolejne pięć lat? Czym chce pan kupić wyborców, przekonać do siebie?
- Po pierwsze gmina i urząd są w doskonałej kondycji finansowej, szkoły świetnie funkcjonują, mamy klubik, żłobek, świetnie prosperujące przedszkola, do których uczęszczają dzieci nawet z sąsiednich gmin. Mamy aż 39 dzieci z gmin sąsiednich, za którymi idą też pieniądze z subwencji oświatowej. Mamy dobre szkoły, hale sportowe, boiska. Każda z placówek realizuje różne projekty, korzystając z pieniędzy zewnętrznych. Nie jest tajemnicą, że od początku starałem się oświatę i kulturę postawić na nogi.
Dobrze, ale nie odpowiada pan na moje pytanie. Co pan chce obiecać, jaki ma plan na następne lata?
- Nie chcę nic obiecywać. Mogę jedynie zapewnić pana, a przede wszystkim mieszkańców, że zrealizuję to co już rozpocząłem i podejmę wiele nowych zadań, na które uda się pozyskać środki. W planach mam dalszą rozbudowę sieci dróg gminnych, budowę chodników, w szczególności przy drodze powiatowej. Na część z tych inwestycji mam już pozyskane fundusze . Ale pierwszą rzeczą, choć niewątpliwie mam świadomość niezrealizowanej obietnicy z poprzednich lat, jest powołanie Gminnego Domu Kultury.
Och… to już pan obiecywał i to w obu kadencjach. I ani w jednej, ani w drugiej, nie został tym nic zrobione.
- Zostało zrobione. Choć rzeczywiście to wszystko trwa. Wiemy, że miejscem idealnym do powstania domu kultury jest budynek podworski, piękny obiekt w samym centrum Strzelec Wielkich.
Przed wyborami twierdził pan, że doskonałą lokalizacją jest budynek, należący do powiatu, a znajdujący się tuż przy boisku.
- Byłby dobry, gdybyśmy go przejęli, gdy była taka szansa. Ale mój poprzednik tego nie zrealizował, choć mógł za małe pieniądze przejąć ten budynek. Ja już takiej możliwości nie miałem. Nigdy zarząd powiatu nie zgodził się na moje apele o to, żeby przekazać ten budynek w jakiejkolwiek formie gminie.
Zatem, powiada pan, że dom kultury powinien być w dworze. Co zostało zrobione, by tam właśnie powstał?
- Obiekt został, przede wszystkim, wpisany do rejestru zabytków.
Chce mi pan powiedzieć, że to trwało pięć lat?
- Może trwało długo, ale niestety procedury takie są.
I znowu pan obiecuje, że w kolejnej kadencji powstanie tam dom kultury.
- Są w tej chwili dwa wnioski skierowane do Urzędu Marszałkowskiego i do Ministerstwa Kultury o przyznanie dotacji. Nie wiem, który z tych wniosków uda się pozyskać.
Tylko tyle, że do tej pory miał pan wszędzie otwarte drogi, bo wywodzi się pan z Prawa i Sprawiedliwości. Gdy rządziło Prawo i Sprawiedliwość to oczywiście tych dotacji pan bardzo dużo mógł pozyskać. Ale teraz te drzwi, wydaje się, zostały zamknięte. Może pan nie otrzymać dotacji.
- Sądzę, że mając dobrze przygotowany wniosek...
Nie bądźmy naiwni... Doskonale obaj wiemy, jesteśmy dorośli, jak wygląda kwestia podziałów środków zewnętrznych.
- Dobrze panie redaktorze, to przytoczę przykład innego wójta. Wójt, a dziś burmistrz, Jarosław Trojan, jako członek PSL-u, bardzo dobrze wykorzystał czas kiedy przy władzy było Prawo i Sprawiedliwość. Potrafił współpracować, mimo innych poglądów. Czyli można. I nam też się uda.
Czyli i pan postara wpasować się w nowe towarzystwo i dogadać z dotychczasowymi przeciwnikami politycznymi?
- Zawsze miałem dobre relacje z różnymi opcjami. Nigdy nie paliłem mostów. Nie należę do ludzi, którzy mają klapki na oczach. Wiem kto mnie wybrał, mieszkańcy gminy Strzelce Wielkie. Nie wybrali mnie członkowie jakiegoś ugrupowania. U nas, tak samo jak w całej Polsce, ludzie mają różne poglądy i różne przekonania. I tak ma być.
A co jeśli teraz mieszkańcy pana nie wybiorą? Co pan będzie robił, gdzie się pan podzieje?
- Koncepcji mam bardzo wiele. Obie córki mnie proszą, żebym wreszcie się zajął wnuczkami. Choć się nimi zajmuję, ale chcą bym poświęcał im jeszcze więcej czasu.
Ale z tego wymiernych zysków raczej nie będzie…
- Proszę nie zapominać, że cały czas jestem lekarzem weterynarii. Mam dyplom i zawsze mogę wrócić do zawodu.
Czyli o przyszłość się pan nie obawia, nawet jeśli pan nie wygra?
- Mam zawód. A poza tym zawsze potrafiłem sobie znaleźć miejsce w życiu. Mam wiele niezrealizowanych pomysłów. Powrót do pracy w zawodzie lekarza weterynarii jest oczywiście planem awaryjnym. Ale przecież mogę zająć się także innymi rzeczami. Mam dużo pomysłów i możliwości.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze