Od nowego roku szpital w Wieluniu funkcjonuje jako „Szpital bez bólu”. Jest to efekt działań mających na celu uzyskanie certyfikatu w tym zakresie, a przez to polepszenie komfortu pacjenta. To czwarta taka placówka po Bełchatowie, Tuszynie i Zgierzu w województwie łódzkim.
Kilka lat temu Polskie Towarzystwo Badania Bólu stworzyło certyfikację dla szpitali, które chcą wprowadzić jednakowe zasady leczenia bólu. Chodzi o szpitale, gdzie operuje się pacjentów. Ci, często z bólami samoistnymi, czy pooperacyjnymi są leczeni na różnych oddziałach danego szpitala w różny sposób.
- Inaczej na przykład podchodzą do tego zagadnienia lekarze anestezjolodzy, którzy pracują na oddziale intensywnej terapii, inaczej lekarze operujący, jeszcze inaczej interniści, czy lekarze zajmujący się leczeniem przewlekłym onkologicznym – rozpoczyna dr n. med. Wojciech Ordon, zastępca dyrektora do spraw lecznictwa w SP ZOZ w Wieluniu.
- Dlatego zrodził się pomysł, aby ujednolicić w szpitalach sposób leczenia bólu. Ma to bardzo duże plusy dla pacjenta, bo od początku – od jednego oddziału do drugiego, aż do wyjścia ze szpitala, prowadzony on jest przeciwbólowo w sposób ustandaryzowany. Przez to mamy dużo lepszą kontrolę nad bólem, a pacjent o wiele mniej cierpi, bo każdy oddział wie, jakie leki w odpowiedniej chwili włączyć.
Aby szpital otrzymał certyfikat „Szpitala bez bólu”, konieczne jest uczestnictwo w szkoleniu dotyczącym tego zagadnienia całego personelu medycznego.
- U nas takie szkolenia rozpoczęliśmy w październiku ubiegłego roku – kontynuuje Wojciech Ordon.
- Obejmowały one dziesięć godzin dla lekarzy i pięć godzin lekcyjnych dla pielęgniarek w formie on-line. Kończyły się egzaminem, którym był stupytaniowy test. Dzisiaj wszyscy mamy go już zdany. Ponieważ na każdym oddziale są pacjenci bólowi, jest to praktycznie cały personel szpitalny – lekarski, pielęgniarski, położniczy. Łącznie przeszkolonych jest 238 osób. Nowe procedury wprowadzone zostały do oddziałów szpitalnych i działają. Widać, że zmieniło się już podejście do leczenia bólu i inaczej jest ono prowadzone.
Szpital ma teraz trzy miesiące, aby taki certyfikat pozyskać. Musi jeszcze dokonać pewnych zmian w dokumentacji, wprowadzić skale bólów dla pacjentów i przejść odpowiednią kontrolę.
W wieluńskiej placówce leczenie bólu dotyczy głównie pacjentów pooperacyjnych i onkologicznych.
- Bóle w chorobach przewlekłych lub pooperacyjne mogą trwać kilka dni i są bardzo ciężkie – wyjaśnia dr Ordon.
- Najgorszym rodzajem są bóle kostne, na przykład te związane z przerzutami do kości w przypadku chorób nowotworowych. W szpitalu wielu takich pacjentów nie mamy, natomiast często są to podopieczni hospicjum. Leczenie tych bólów wymaga stałej podaży podstawowego leku przeciwbólowego, który najczęściej jest z grupy leków narkotycznych i do tego dobiera się jeszcze dodatkowe, z kategorii przeciwzapalnych leków przeciwbólowych, takich jak paracetamol lub ibuprofen. W leczeniu tym najważniejsze jest to, żeby pacjent w ogóle nie czuł bólu. Nawet nie powinno być czegoś takiego, jak ból przebijający.
Mimo to, że jednymi z podstawowych leków przeciwbólowych podawanych pacjentom są leki z grupy narkotycznej, to nie ma obawy, aby zostali oni od nich uzależnieni.
- Może ta nazwa kojarzy się z narkotykami, ale de facto leki takie niewiele mają z nimi wspólnego, oprócz tego, że chemicznie pochodzą z tej samej grupy – uspokaja lekarz.
- Pacjent nigdy się od nich nie uzależni, bo leczenie to jest tylko w szpitalu. Ponadto trzeba pamiętać, że nie trwa ono nie wiadomo ile tygodni. Czas pobytu pacjenta trwa w zależności od oddziału. Na ginekologii pooperacyjnie to są dwa – trzy dni, na chirurgii – cztery – pięć dni, a na ortopedii, bo to kości i goją się najdłużej, trwa tydzień. A więc ryzyko, żeby się uzależnić jest znikome. Poza tym, kiedy pacjent mówi, że już go dużo mniej boli, to leki narkotyczne odchodzą i skupiamy się na lekach przeciwzapalnych, których jest ogromny wybór i można je łączyć w różnych konfiguracjach.
Jednym z wymogów certyfikatu jest wprowadzenie skali bólu. Według niej pacjenci będą mogli sobie sami po operacji go oceniać. Wielkość skali będzie od 0 do 10.
- Zero, jeden, dwa, to ból niskiego stopnia – tłumaczy Wojciech Ordon.
- Dziesięć oznacza ogromny ból. Jeśli pacjent nie będzie potrafił ocenić go według liczb, to ta skala wyrażona będzie też buziami – od bardzo uśmiechniętej przez smutniejsze, aż do buzi płaczącej, która oznacza ogromny ból.
Leczenie takie nie należy do kosztownych.
- Leki do tego stosowane są tanimi, a często nawet bardzo tanimi – przyznaje dr Ordon.
- Są dużo tańsze od antybiotyków i innych leków, które mamy w obrocie. Największym kosztem są specjalne pompy pozwalające podawać leki w sposób równomierny z dokładnością do dziesiątej części mililitra na godzinę. Ale nasz szpital nie jest od wczoraj i takimi pompami na oddziałach na szczęście dysponujemy. Więc ten koszt w dużej części nam odpada.
Certyfikat trzeba będzie co jakiś czas przedłużać na kolejny okres.
- To recertyfikowanie będzie już chyba łatwiejsze – stwierdza nasz rozmówca.
- Nie wymaga ono już tak długiego kursu, tylko powtórzenia i utrwalenia tej wiedzy, a to jest o wiele krótsze.
Z podniesienia jakości leczenia bólu w wieluńskim szpitalu zadowolony jest jego dyrektor Marek Augustyn.
- Cały czas dążymy do tego, żeby poprawić standard leczenia wśród pacjentów – mówi.
- Jest to trend bardzo pożądany i pomimo tego, że z różnych względów jesteśmy w bardzo trudnym okresie, to robimy tu wiele takich rzeczy. A jedną z nich to właśnie ten wyższy standard leczenia bólu. Mam nadzieję, że w krótkim czasie przyniesie on efekty w postaci mniejszych dolegliwości dla naszych pacjentów.
Ela Wodecka
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze