Kontrowersje wzbudziła decyzja burmistrza Pajęczna Piotra Mielczarka o powołaniu zastępcy. Nowe stanowisko w pajęczańskim ratuszu zaproponował byłemu dyrektorowi szpitala Adamowi Stacherze, a ten, bez większego wahania, propozycję przyjął. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby Mielczarek w kampanii wyborczej nie zapewniał, że będzie rządził sam. Samorządowcy, będący w opozycji do włodarza, dolewają oliwy do ognia, wyliczając koszty utrzymania wiceburmistrza i podkreślając, że gminne finanse nie są w najlepszej kondycji. Lokalna społeczność zaczyna zwierać szyki i zapowiada referendum w sprawie odwołania szefa ratusza…
Na „owoce” trzeba czekać
Adam Stachera przez wiele lat (2013-2019) skutecznie kierował pajęczańskim szpitalem. Po przegranym konkursie, nowym dyrektorem SPZOZ w Pajęcznie została Agnieszka Kubot-Krawczyk, ale Stachera zbyt długo posady nie szukał. Szybko został zatrudniony w wieluńskim szpitalu jako wicedyrektor ds. administracyjno-technicznych. Po niespełna roku stracił posadę w Wieluniu, oficjalnie za porozumieniem stron…
Od poniedziałku, 4 stycznia, Stachera pracuje już w Urzędzie Gminy i Miasta w Pajęcznie. Został powołany na stanowisko zastępcy burmistrza.
Zaraz po ogłoszeniu burmistrza Piotra Mielczarka, że powołuje zastępcę, w mieście zawrzało. Bo po pierwsze w kampanii wyborczej obiecywał, iż będzie rządził bez wiceburmistrza, po drugie zaś chodzi o pieniądze, których w gminnym skarbcu jest jak na lekarstwo. A przecież atmosfera wokół burmistrza Pajęczna dawno się zagęszcza, w związku z planami rozbudowy wysypiska śmieci pod miastem.
Burmistrz Piotr Mielczarek przyznaje, że po powołaniu stanowiska zastępcy, zorganizował nieformalne spotkanie z członkami rady miejskiej.
- Wydaje mi się, że przeważająca większość z dużym zrozumieniem przyjęła moją decyzję – ocenia.
Szef pajęczańskiego urzędu podkreśla, że utworzenie nowego stanowiska w urzędzie ma przynieść wymierne korzyści, choć od razu zaznacza, że na „owoce” trzeba będzie trochę zaczekać.
- Mój zastępca Adam Stachera wielokrotnie już udowodnił, że potrafi dużo, jest dobrym gospodarzem i menadżerem. Liczę na jego pomoc bardzo – mówi Mielczarek i uzupełnia, że jego zastępca będzie m.in. zajmował się zakładem komunalnym, który wymaga nowego spojrzenia i unowocześnienia.
- Jak odnosi się pan do zarzutu, że pan po prostu sobie nie radzi jako burmistrz i dlatego musiał pan zatrudnić zastępcę?
- (śmiech) Myślę, że to może być dodatkowy argument, żeby powołać zastępcę. No dobrze, skoro Mielczarek sobie nie radzi, to może powinien się posłużyć kimś, kto sobie poradzi. Chyba ktoś tak doświadczony jak Stachera będzie w stanie pomóc – przewrotnie komentuje Piotr Mielczarek.
W rozmowie z redakcją jeden z samorządowców sąsiedniej gminy Działoszyn, snuje teorie, że Mielczarek ze Stacherą mają już plan na następne wybory. Zdaniem naszego rozmówcy, który chce pozostać anonimowy, panowie są dogadani tak: w przyszłych wyborach Mielczarek stara się utrzymać stanowisko, za to Stachera zawalczy o fotel burmistrza Działoszyna. Jeśli uda się obu panom to opanują dwie gminy, jeśli noga powinie się Mielczarkowi, zawsze jest szansa, że Stachera wygra i „przytuli” dzisiejszego szefa, mianując go swoim zastępcą. Teoria ta jest na tyle odległa, że póki co wywołuje jedną reakcję – śmiech… Choć w rzeczywistości scenariusz, o którym mowa, jest przecież możliwy. A co na to sami zainteresowani?
Piotr Mielczarek wprost zapytany czy były takie ustalenia, dosłownie buchnął do słuchawki śmiechem.
- Nigdy w życiu z Adamem Stacherą takich ustaleń nie czyniliśmy. To, że teorii może się pojawić mnóstwo, to nic nie poradzę. Nie mamy na to wpływu. Koncentrujemy się na zarządzaniu Pajęcznem i absolutnie myślimy o tym co tu, w naszym urzędzie jest do zrobienia – kończy Piotr Mielczarek.
Takim ustaleniom zaprzecza także sam Stachera, przyznając, że z gminą Działoszyn jest silnie związany, bo po pierwsze tam mieszka, a po drugie pełnił tam przecież mandat radnego, z którego właśnie zrezygnował.
„Bohater” za sto tysięcy rocznie
W rozmowie z przedstawicielem redakcji „Kulis ...” Adam Stachera zapewnia, że już odnalazł się na nowym stanowisku, choć pracuje w urzędzie od kilku dni.
- Po prostu od razu zacząłem działać. Miałem spotkanie, praktycznie z całą radą miejską i zostałem bardzo ciepło przyjęty – mówi nowy wiceburmistrz Pajęczna i podaje, że jego szef już siedzi i pisze oświadczenie, które będzie publikował, odnosząc się do zaistniałej sytuacji.
W oświadczeniach szefa ratusza wyprzedził jednak, będący w opozycji do aktualnych władz radny Marcin Krzak.
„(…) nie ma żadnego finansowego uzasadnienia do tego, aby tworzyć nowe miejsce pracy za 100 tysięcy rocznie” - podnosi samorządowiec.
„(…) Burmistrz Piotr Mielczarek wiedząc, że będzie musiał uargumentować tę niezrozumiałą dla mieszkańców decyzję, przygotował projekt budżetu na 2021 r., planując wybór wiceburmistrza. Projekt ten jest tak skonstruowany, aby z zastępcy w krótkim czasie zrobić „bohatera”. „Bohater” ten „cudownie” znajdzie w budżecie oszczędności i w ten sposób uwiarygodni potrzebę tworzenia dla niego nowego miejsca pracy” - przypuszcza w swoim oświadczeniu Marcin Krzak, apelując do mieszkańców, by nie dali sobie „zamydlić oczu”.
- „Projekt budżetu na rok 2021 jest tylko i wyłącznie projektem burmistrza. Piotr Mielczarek odrzucił wszystkie wnioski do budżetu, które składali radni” - zaznacza w odezwie do lokalnej społeczności przedstawiciel rady miejskiej.
Na koniec Marcin Krzak podkreśla, że nie ma finansowego uzasadnienia tworzenia nowego miejsca pracy w urzędzie, a miastu niepotrzebny jest „bohater” za 100 tys. zł rocznie.
Są wątpliwości, ale i nadzieje
Radny Rady Miejskiej w Pajęcznie Robert Sikora nie ukrywa, że był mocno zdziwiony, gdy dowiedział się o powołaniu zastępcy burmistrza.
- Ta informacja była dla mnie dużym zaskoczeniem. Nie spodziewałem się takiej decyzji burmistrza – komentuje dla „Kulis...” Robert Sikora.
Co do samego nazwiska nowego wiceburmistrza rajca obiekcji nie ma, bo w jego ocenie Adam Stachera wielokrotnie udowodnił, że jest dobrym menadżerem, a taki może się w ratuszu przydać.
- Czas pokaże, czy to była dobra, czy zła decyzja, czy zastępca będzie skuteczny i potrzebny – stwierdza radny.
- A pana zdaniem jest potrzebny czy nie? - pyta reporter.
- Z tego co burmistrz mówił, to miał nawał pracy. Ze względów finansowych może lepiej, żeby zastępcy nie było. Ale z drugiej strony patrząc, to jeśli wiceburmistrz będzie skuteczny w działaniu, to tak, taki jest potrzebny – podsumowuje swoje dywagacje Robert Sikora.
Elżbieta Kupiec, reprezentująca mieszkańców w Radzie Miejskiej Pajęczna, oczekuje od burmistrza szerszego uzasadnienia, jeśli idzie o powołanie zastępcy. Zaznacza jednocześnie, że zna Adama Stacherę z dobrej strony, m.in. z działalności społecznej w stowarzyszeniu na rzecz dzieci niepełnosprawnych. Ma jednak wątpliwości, czy stworzenie nowego stanowiska w urzędzie właśnie teraz, w niełatwym dla samorządu czasie, było dobrą decyzją.
- My jako radni nie mieliśmy na to wpływu. To wyłącznie decyzja burmistrza Piotra Mielczarka, ma własną autonomię i może takie decyzje podejmować. A czy to jest dobre czy złe, to się jeszcze okaże.
- Będziemy kierować do burmistrza wniosek, aby umotywował swoją decyzję – mówi radna Kupiec dodając, że na ten moment jego argumenty nie są dla niej wystarczające.
O tym, że burmistrz nie powinien powoływać, szczególnie teraz, zastępcy przekonana jest radna Maria Gajęcka. Przedstawicielka pajęczańskiego samorządu podkreśla, że czas pandemii praktycznie uniemożliwia podejmowanie wielu działań, które wiceburmistrz będzie miał w kompetencjach.
- Moim zdaniem to zły czas na powoływanie zastępcy. Do samego Stachery nie mam obiekcji, ale chodzi o inne aspekty – zaznacza radna.
- Pieniądze to jeden problem, drugi to pandemia. Oby się okazało, że mimo to, panowie wspólnie zrobią coś dobrego dla naszej gminy. Wydaje mi się, że teraz jest dużo przeszkód, które w wielu materiach uniemożliwiają skuteczne działanie – dodaje Gajęcka.
Niechętnie sprawę komentuje radny Zbigniew Cybulski.
- Zobaczymy jak się sprawa rozwinie. Bardzo szybko okaże się czy powoływanie zastępcy było potrzebne czy nie – urywa rozmowę.
Wątpliwości co do umiejętności menadżerskich, dopiero co powołanego wiceburmistrza, absolutnie nie ma radny Robert Balcerzak.
- Mam nadzieję, że zatrudnienie w urzędzie Adama Stachery pomoże pozyskać środki zewnętrzne i przyczyni się w ostatecznym rozrachunku do rozwoju gminy – przypuszcza radny.
- W mojej ocenie tego menadżerskiego podejścia w urzędzie dotychczas trochę brakowało. Tu nie chodzi nawet o to czy ktoś sobie radzi z zarządzaniem czy nie. Chodzi raczej o menadżerski zmysł. Są osoby, które go mają, są takie co go nie mają. Trudno jest mi oceniać w tym kontekście burmistrza Mielczarka, natomiast wydaje mi się, że takie wsparcie menadżerskie będzie przydatne. I przez ten pryzmat uważam, że może to przynieść dobre skutki dla naszej gminy – ocenia Balcerzak.
Burmistrz Mielczarek zagrał vabank
Wojciech Beśka, radny Rady Miejskiej w Pajęcznie zaznacza, że decyzja o powołaniu wiceburmistrza jest dość kosztowna dla gminnego budżetu.
- W kampanii wyborczej Piotr Mielczarek wielokrotnie podkreślał, że nie planuje takiego etatu, więc dla wielu obywateli to jest niemiła niespodzianka – komentuje dla „Kulis ...” radny.
- Już wiadomo, że ten etat będzie generował koszty rzędu stu tysięcy złotych rocznie. Do końca kadencji stanowisko wiceburmistrza będzie kosztować gminę ponad 250 tysięcy – wylicza Beśka.
Radny zaznacza, że w tym samym czasie, gdy znajdują się pieniądze na powołanie zastępcy burmistrza, po raz kolejny odrzucony zostaje wniosek do budżetu o budowę skateparku, rosną ceny za wywóz śmieci.
- Być może kadrowo tą decyzję da się jakoś wybronić, bo Adam Stachera wielokrotnie pokazał, że potrafi być dobrym menadżerem, niestety nastroje społeczne w gminie nie są w tej chwili najlepsze, dlatego mieszkańcy i chyba większość rady miejskiej odbierają tę decyzję jako niezbyt fortunną dla całej gminy – akcentuje radny Beśka i dodaje, że pokłosiem tej nominacji może być referendum o odwołanie burmistrza.
- Nie można się oprzeć wrażeniu, że jest to jednak decyzja z gatunku vabank – finalizuje pajęczański rajca.
Jeden burmistrz nie ma co robić...
A referendum rzeczywiście się szykuje. Liderką wśród organizatorów jest sołtyska Dylowa Szlacheckiego Kamila Krzak-Sojda, która od dawna nie szczędzi gorzkich słów wobec burmistrza. Piotr Mielczarek zawiódł ją na całej linii. Litania zarzutów wobec włodarza jest tak długa, że na całych 24 stronach tego wydania, mogłaby się nie zmieścić. Głównie jednak, jak podkreśla sołtyska, chodzi o nieudolność i niegospodarność szefa ratusza i brak jakichkolwiek inwestycji na terenie gminy.
- Tu się nie dzieje nic. Na wszystko nie ma pieniędzy, z wszystkiego z czego się dało burmistrz zrezygnował – irytuje się przedstawicielka lokalnej społeczności.
- Ciągle słyszymy, że nie ma pieniędzy, że trzeba oszczędzać, że zaciskać pasa. A tu nagle takie uderzenie. Na zastępcę burmistrza pieniądze są – mówi Kamila Krzak-Sojda.
Sołtyska podkreśla, że utworzenie nowego stanowiska w urzędzie będzie sporo kosztowało, a można było te pieniądze wydać na jakiekolwiek inwestycje na terenie gminy, których jest jak na lekarstwo.
- Sołtysi zgłaszają potrzeby, składają wnioski… i co? I wszystko trafia do kosza. Bo nie ma pieniędzy. Ale na wypłatę dla nowego urzędnika są – powtarza jak mantrę szefowa sołectwa Dylów Szlachecki.
Krzak-Sojda twierdzi, że miarka się przebrała. A na potwierdzenie swoich słów, przytacza wypowiedzi ludzi, z którymi rozmawia, a jak zaznacza chodzi nie o dziesiątki, a setki niezadowolonych mieszkańców gminy.
- Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy nadal chcemy takiego włodarza, który nie dotrzymuje przedwyborczych obietnic. Czy chcemy burmistrza, który stracił kontakt z rzeczywistością i przestał z nami rozmawiać? Sam mówił, że jak będzie burmistrzem nie będzie w urzędzie potrzebny zastępca, bo równie dobrze może pełnić te obowiązki sekretarz gminy. I tak przecież było, a ten system bardzo dobrze się sprawdzał i co najważniejsze, nie kosztował nas tyle co utrzymanie nowego pracownika na eksponowanym stanowisku.
Sołtyska chwali Justynę Stochniałek, sekretarz gminy, zastępująca dotychczas burmistrza.
- Ten system się sprawdzał i można było przy nim zostać. Ludzie mówią wprost, że to zła decyzja. Nie dzieje się nic, nie ma żadnych inwestycji – podkreśla kolejny już raz.
Kamila Krzak-Sojda jest przekonana, że referendum dojdzie do skutku.
- W tym kontekście, o którym pani mówiła, że szkoda pieniędzy na utrzymanie kolejnego urzędnika, może warto zastanowić się, czy nie szkoda wydawać ich na referendum. Przecież taka inwestycja też będzie kosztować, a te same środki można wydać na jakąś inwestycję – rzuca reporter „Kulis ...”.
- Koszty referendum będą niewielkie, bo to może kosztować kilka tysięcy złotych. Zatem skala problemu jest nieporównywalna. A takie rozwiązanie jest konieczne. Chodzi także o totalny brak dialogu z mieszkańcami. Tak nie może być. Przed wyborami było super, było bardzo aktywnie. A po wyborach… nie mamy burmistrza! - mocno akcentuje sołtyska.
- Nie mamy burmistrza, nie wychodzi do nas, nie rozmawia z nami, ignoruje nas. Tak dalej być nie może – kończy Kamila Krzak-Sojda.
Antoni Zych
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze