11-latek chciał zrobić żart. Zadzwonił do kobiety, podał się za 7-letnią dziewczynkę i mówił, że zgubił się w lesie pod Warszawą i nie wie, gdzie ma dalej iść, a następnie się rozłączył. Kobieta o całej sprawie poinformowała policję, która szybko ustaliła, co się wydarzyło.
7 maja po godz. 18 mieszkanka Chełmna poinformowała, że na jej numer telefonu komórkowego zadzwoniło dziecko, które podało się za 7-letnią Milenę. Dziecko mówiło, że jest w lesie pod Warszawą, zgubiło się, nie wie w którą stronę ma iść, jest bez rodziców i nie wie, gdzie oni są. Po chwili dziecko rozłączyło się. Kobieta próbowała dodzwonić się na dzwoniący do niej numer, ale dziecko nie odbierało połączeń.
Współpraca operatora numeru alarmowego 112, a także policjantów doprowadziła do sprawcy żartu. Okazał się nim 11-letni mieszkaniec powiatu zduńskowolskiego. Chłopiec przyznał, że wykonał połączenie na przypadkowy numer telefonu.
- Powiedział, że obecnie jest taki trend w mediach społecznościowych, by dzwonić do przypadkowych osób i powiedzieć o zaginięciu dziecka. W grze chodzi o to, by pojawiło się jak najwięcej informacji w sieci o takim zaginięciu. Chłopiec przeprosił za swoje zachowanie, żałował głupiego żartu i zrozumiał, że to co zrobił było złe - mówi mł. asp. Katarzyna Biniaszczyk, rzecznik prasowa Komendy Powiatowej Policji w Zduńskiej Woli.
Policja przypomina, że nieletni nie są bezkarni. Za swoje zachowania ponoszą odpowiedzialność przed sądem rodzinnym, który decyduje o karze dla nich.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze