Nie do jesieni przyszłego roku, ale do wiosny 2024 r. potrwa kadencja samorządowców w Polsce. Zmiany w kalendarzu wyborczym wprowadzane na prędce przez posłów dzielą nawet tych, których nowe przepisy dotyczą. Nie wszyscy wójtowie, starostowie i radni skaczą z radości, że fotele będą zajmować pół roku dłużej.
Zgodnie z decyzją sejmu obecna kadencja samorządowców będzie najdłuższą w historii. Do 2018 r. była czteroletnia. Jesienią 2023 r. miała zakończyć się pierwsza pięcioletnia. Miała, ale się nie zakończy, bo posłowie zdecydowali o… jej przedłużeniu. Dobrze poinformowane ptaszki już od roku ćwierkały o planach zmian w kalendarzu wyborczym. Nie wszystkim samorządowcom decyzja władzy centralnej w smak.
Koronnym argumentem dla zwolenników przesunięcia terminu wyborów jest fakt, że jesienią 2023 r. w kalendarzu wyborczym zaplanowano zarówno elekcje do parlamentu, jak i do jednostek samorządowych. Zwolennicy nowego terminu podają, że takie skumulowanie kampanii wyborczej może sprawić, iż któraś stanie się nieczytelna. Przeciwnicy przypominają zaś, że kalendarz wyborczy był ogłoszony kilka lat temu, a skoro wcześniej go nie zmieniono, powinien pozostać w tej samej postaci. Część samorządowców wcale nie jest zadowolona, że w swoich fotelach posiedzi dłużej.
Tak jak większość ustaw i tę przez sejm udało się przeforsować. Część samorządowców z naszego terenu zaznacza, że na ich pracę ta decyzja nie ma wpływu wcale.
- Przyjmuję tę informację po prostu i tyle – mówi burmistrz Pajęczna, Piotr Mielczarek.
-.Od jakiegoś czasu się o tym mówiło, więc zaskoczony nie jestem. Gdyby kadencja została skrócona, też bym przeszedł nad tym do porządku dziennego. Można mieć jakiś swój stosunek do rzeczy, na które się ma wpływ, a na tę decyzję wpływu nie mamy. Nas samorządowców nikt się nie pytał o zdanie, nie wypełnialiśmy ankiet itp. – komentuje.
W podobnym tonie wypowiada się Grzegorz Turalczyk, wójt Konopnicy.
- Nawet się nad terminem wyborów nie zastanawiam – twierdzi.
- Jest wiele problemów i spraw do rozwiązania, związanych z funkcjonowaniem gminy. One zajmują moje myśli. Mają być wybory później, niech będą. Chcieliby przyspieszyć, niech przyspieszają.
Z drugiej strony Turalczyk przypomina, że już kilka lat temu kalendarz wyborczy był znany, więc od dawna było wiadomo, że terminy wyborów parlamentarnych i samorządowych się zejdą.
- Skoro te kalendarz był ustalony, to powinien być przestrzegany – dodaje Turalczyk.
Wójt Sulmierzyc, Gabriel Orzeszek, również sądzi, że ustalonych terminów powinno się dotrzymać.
- Moim zdaniem byłoby najlepiej, gdyby głosowania zostały przeprowadzone w wyznaczonym czasie, czyli jesienią przyszłego roku - zaznacza Orzeszek.
- Szkoda, że się nie odbędą.
Wicestarosta pajęczański, Paweł Sikora, rozumie zarówno zwolenników, jak i przeciwników przesunięcia terminu wyborów samorządowych.
- Z jednej strony kadencja jest strasznie długa, 5,5 roku – wylicza.
- Może ktoś powiedzieć, że to takie wydłużenie, ale bez demokratycznego mandatu. Z drugiej strony kiedyś trzeba było to zrobić, bo nałożenie tych wszystkich wyborów na siebie też nie jest korzystne. Kiedy piastowałem stanowisko wójta zauważyłem, ze frekwencja podczas wyborów była bardzo duża. Praktycznie nie jest to realne, aby komisje poradziły sobie z przeprowadzeniem głosowań i policzeniem głosów.
Wicestarosta przyznaje, że rozdzielenie terminów to dobre posunięci.
- Wybory w tym samym czasie to ogromne utrudnienie dla organizatorów – uważa Sikora.
- Dzięki temu, że samorządowe są przesunięte, uda się je przeprowadzić bez pośpiechu.
Wicestarosta zwraca uwagę na tak zdawałoby się prozaiczny aspekt kampanii, jak plakaty wyborcze. Jego zdaniem wyborcy mieliby przed oczyma jeden wielki galimatias.
Paweł Sikora zaznacza też, że wiosenny termin jest o wiele wygodniejszy z punktu widzenia pracy nad budżetem.
- Jako doświadczony samorządowiec uważam, że terminy wyborów wiosenny jest bardziej adekwatny niż jesienny – sądzi.
- Jako burmistrz, jako starosta, od razu chciałbym odpowiadać za swój budżet. Po wyborach na wiosnę jest możliwość stworzenia własnej koncepcji. W innym wypadku przychodziło się i ponad rok nie miało się wpływu i realizowało budżet poprzedników. Więc to jest kolejny argument na tak.
O tym, że wybory w terminie wiosennym są dla samorządów wygodniejsze mówi też Paweł Okrasa, burmistrz Wielunia.
- Uważam osobiście, że nie da się robić jednocześnie kampanii samorządowej i parlamentarnej, bo wtedy ta samorządowa siłą rzeczy „zginie” w mediach – powtarza.
- Będzie kakofonia wyborcza, ponieważ problemy, które towarzyszą kampanii parlamentarnej, zepchną na dalszy plan tematy samorządowe. To nie służy demokracji. Osobiście sądzą, że najlepszy termin na wybory samorządowe to jest wiosna, maj, czerwiec.
Wójt Białej, Aleksander Owczarek, sądzi, że kadencje nie powinny być nawet pięcioletnie, tylko sześcioletnie. Jego zdaniem czteroletnie były zdecydowanie za krótkie. Uważa również pomysł ograniczenia dla wójtów i burmistrzów do dwóch kadencji za nietrafiony.
- Nie rozumiem dlaczego to ograniczenie dotyczy tylko organu wykonawczego, a nie dotyczy radnych- zastanawia się wójt.
- W cyklu czteroletnim nie da się zrealizować swoich zamierzeń. Czasem jest tak, że trzeba tę gminę czy powiat trochę podrasować. Trzeba coś wykreować, zaprojektować, pozyskać pieniądze i wykonać. Te cztery lata to za mało. Za sześć lat już można. I wtedy jest człowiek oceniany za to, co naprawił, wymyślił czy zrealizował. Skutecznie lub nie. Czteroletnia kadencja minie w jednej chwili, nawet jeśli się chce coś zrobić, to nieraz nie da się z przyczyn praktycznych.
Owczarek obawia się jednak, że to nie te racjonalne argumenty przyświecały posłom.
- Uważam, że ta decyzja jest instrumentalna – mówi.
-Nagle w interpretacji tych, co zarzucają, że jest zbieg terminów, pojawia się argument o niewydolności organizacyjnej, która by mogła nastąpić. Wiadomo przecież o tym było od dawna.
Wójt sądzi, że jeśli jakaś frakcja wygra wybory parlamentarne, dostanie do ręki argumenty na wybory samorządowe.
- Obawiam się, że to będzie na zasadzie „wystawiajcie naszych, bo się coś załatwi” – nie gryzie się w język wójt Białej.
- Niestety jest ta mentalność patologiczna złamana, która karze sądzić, że to skuteczny sposób ściągania funduszy zewnętrznych: jak się kogoś zna, to się coś załatwi. Ale to się dawno w Polsce powinno skończyć – akcentuje.
Magdalena Lizurej
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze