Paweł Okrasa, burmistrz Wielunia, oczekiwał od radnych, że odpowiednią uchwałą zobowiążą go do „podjęcia czynności faktycznych i prawnych, w tym wystąpienia na drogę sądową, celem dochodzenia roszczeń majątkowych” od powiatu. Chodzi o spór miasta ze starostwem o współfinansowanie trzech inwestycji na drogach, przejętych w 2019 roku od powiatu. Tymczasem już sama próba wprowadzenia podobnego punktu do porządku obrad wzbudziła sporo emocji. Z kilku powodów. Zazwyczaj burmistrz wszelkie próby zobowiązania go do czegokolwiek przez radę traktuje jako wchodzenie w kompetencje szefa ratusza, a po wtóre projekt uchwały pojawił się bez wcześniejszego przedyskutowania na komisjach i część radnych odebrała go jako tzw. „wrzutkę”. Ostatecznie sporny punkt po kuriozalnym przebiegu głosowania i jego reasumpcji nie wszedł do porządku. Co nie znaczy, że radni kasy od starostwa nie chcą.
Problem sporu o pieniądze na remont u. Szpitalnej, Krakowskiego Przedmieścia i P.O.W. jest złożony. Protokołem uzgodnień, pod którym podpisał się wicestarosta, Krzysztof Dziuba, miasto przekazuje powiatowi budynek po Szkole Podstawowej nr 4, w zamian przejmując kilkanaście dróg. Ponad to na remont trzech z nich zgadza się wyłożyć połowę kosztów planowanych remontów. Chodzi o niebagatelną kwotę około 2,7 mln zł. Za tym protokołem nie poszły żadne uchwały intencyjne. Przedstawiciele powiatu twierdzą, że do inwestycji się nie dołożą, bo nie mają z czego. W dodatku podkreślają, że protokół uzgodnień nie może być w tym wypadku dokumentem wiążącym. Również część radnych miejskich zwraca uwagę, że bez kontrasygnaty skarbnika i podpisu innego członka zarządu powiatu, porozumienie z punktu widzenia prawa, może nie być wiążące. Na to z kolei odpowiada Paweł Okrasa, burmistrz Wielunia, że skoro Dziuba, bez odpowiednich plenipotencji podobny dokument podpisał, mógł przekroczyć swoje kompetencje. A w takim wypadku powinny się tą sprawą zająć odpowiednie organy.
Okrasa twierdzi, że sprawy nie odpuści, chociażby miała skończyć się w sądzie. W trakcie obrad w ubiegłą środę, 24 lutego, próbował namówić radnych, aby zobowiązali go do odpowiednich czynności. Wszak wejście na ścieżkę cywilno-prawną będzie wiązało się z niemałymi wydatkami, jak chociażby wniesienia sądowej opłaty w wysokości ok. 200 tys. zł. Okrasa tłumaczył, że chce mieć pewność, a ponad to chce, żeby powiat miał pewność, iż radni go popierają. Nazwał to aspektem psychologicznym. Bo przecież jego główni opozycjoniści w radzie to członkowie PiS, a to właśnie PiS trzęsie powiatem. Radni, według Okrasy, powinni dać jasno do zrozumienia czyich interesów będą bronić. Faktycznie, zgodnie z przepisami, Okrasa nie potrzebuje ani podobnej uchwały, ani nawet zgody radnych, na wystąpienie na ścieżkę prawną.
Tymczasem część członków rady przed przyjęciem podobnej uchwały chciałaby zobaczyć wymianę dokumentów pomiędzy Okrasą a starostwem. Chcą mieć pewność, że ze strony gminy wszystkie formalności zostały dopatrzone. Część z nich optuje też za próbami porozumienia. Choć ostatecznie uchwała nie weszła nawet do porządku obrad, burmistrz mógł się przekonać, że w razie czego, spora część radnych, mimo wątpliwości, poprze jego kroki, nawet ostateczne. Sam stracił nadzieję na to, że z powiatem uda mu się porozumieć, choć zapowiada jeszcze negocjacje.
- W tej chwili, tak jak pan powiedział rozmowy nie zostały jeszcze wyczerpane, na tą chwilę takiej uchwały bym nie podejmował – zaznaczał Piotr Radowski.
- Oczywiście powinny zostać wyczerpane wszystkie możliwości tak zwanych rozmów i negocjacji z powiatem. Dopiero wtedy, kiedy powiat zajmie stanowisko jednoznaczne i nie będzie uczestniczyć, nie wypełni ustaleń (…) no to wtedy możemy przystąpić do ewentualnego podjęcia uchwały.
W podobnym tonie wypowiadał się Robert Kaja.
- Ja tutaj myślę, że podzielę zdanie wszystkich moich kolegów i koleżanek, to że przejęliśmy drogi, że przekazaliśmy część tej szkoły, nikt tego nie negował z aktualnego składu rady (…) – mówił zwracając uwagę na brak uchwał intencyjnych, co zablokowałoby powiatowi możliwość wykręcenia się od zobowiązań.
Burmistrz Wielunia odpowiadał radnym, że ze swojej strony podjął czynności, które umożliwiłyby w dogodny sposób wywiązanie się ze zobowiązań. Jednak jego przedstawiciele mają odrzucać nawet propozycję rozłożenia zależności na raty.
- Powiat zajął już stanowisko w zakresie współfinansowania – relacjonował Okrasa.
- My próbowaliśmy z powiatem bardzo długo negocjować, po to żeby powiat wyłożył środki na te trzy inwestycje. Po każdym przetargu, a pierwszy rozstrzygnęliśmy latem, to był na przebudowę ul. Krakowskie Przedmieście i pismo już trafiło do powiatu w końcu sierpnia bądź we wrześniu 2020 roku, czyli jeszcze długo wcześniej zanim się powiat i każdy inny samorząd zabiera za konstruowanie budżetu (…)- tłumaczył, podkreślając, że podobne pisma były wysyłane wraz z końcem postępowań wyłaniających wykonawcę na pozostałe dwie drogi.
- I na te pisma nasze otrzymaliśmy 11 stycznia tego roku ze strony zarządu powiatu pismo, w którym powiat pisze wprost (…) „ protokół uzgodnień jest dokumentem roboczym i nie zawiera oświadczeń woli osób uprawnionych do zaciągania zobowiązań w imieniu powiatu. Gmina Wieluń nie została również umocowana do prowadzeni postępowania przetargowego w imieniu i na rzecz powiatu”, czyli krótko mówiąc powiat nas spuścił na drzewo tym pismem – nie ukrywał oburzenia burmistrz Okrasa, twierdząc, że w rozmowach ze starostą, Markiem Kielerem, proponował rozłożenie należności na raty. Zdaniem włodarza Wielunia wskaźniki powiatu pozwalają mu na zaciągnięcie dodatkowego kredytu, poza tym wiedząc o swoich zobowiązaniach wobec gminy, zaplanował w swoim budżecie nowe inwestycje.
- Pismem z 11 stycznia powiat pokazał, że nam tych pieniędzy nie zapłaci - skwitował.
Jak skończy się wojna o kasę wieluńskich samorządów? Do tej sprawy na naszych łamach jeszcze wrócimy
Magdalena Lizurej
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze