Reklama

Powinni płacić prawie 40zł/os

38,58 zł – tyle od osoby powinien płacić każdy mieszkaniec gminy Pajęczno, aby przychody z tytułu gospodarowania odpadami zrównały się z kosztami obsługi odbioru śmieci. W czwartek, 24 czerwca, pajęczańscy radni po raz kolejny raz pochylili się nad kwestią opłat za wywóz odpadów. I kolejny raz zdecydowali o pozostawieniu stawki na dotychczasowym poziomie 25 zł/os z ulgą na bioodpady w wysokości 2zł.

Wątpliwości pajęczańskich radnych pojawiają się za każdym razem, kiedy debatują nad wysokością opłat za wywóz odpadów. Choć ustawa mówi jasno, że stawka powinna być tak skalkulowana, aby pokrywała wszystkie koszty związane z gospodarowaniem śmieciami, część gmin, również ościennych, z premedytacją uchwala niższe ceny, dorzucając z budżetów resztę. Ustawodawca obowiązek obliczenia właściwej kwoty nałożył na samorządy, która tak naprawdę staje się tylko pośrednikiem pomiędzy mieszkańcami, a firmą odbierającą odpady.  Tym sposobem odpowiedzialność  za wysokość stawek spada na radnych oraz włodarzy. To oni wysłuchują cierpkich uwag wyborców. Jak wspomniał Robert Sikora, radny kilka miesięcy temu wysłuchał gróźb mieszkańców, którzy odgrażali sią dokonaniem zrzutu odpadów pod jego płotem. Bo tutejsi wysokością cen, które już płacą są zbulwersowani. O kolejnej podwyżce nie chcą słyszeć.  W ciągu dwóch lat kwota już wzrosła kilkukrotnie, a oni pod nosem mają wielkie składowisko.
Burmistrz Piotr Mielczarek wielokrotnie powtarzał, że nie odpowiada za wysokość opłat śmieciowych. Musi to udowadniać nie tylko mieszkańcom, ale i swoim radnym oraz sołtysom. Część z nich wytyka, że ratusz w stosownym czasie nie podjął odpowiednich działań, dzięki którym śmieci byłoby mniej, a ceny niższe.
- Proszę państwa radnych o zrozumienie trudnej sytuacji – apelował Mielczarek. kiedy w maju debatowano nad nową stawką. 
- Nie ma mowy, że to jest propozycja, że to jest widzimisię, a burmistrz zaoszczędzi i na co innego przeznaczy. To jest stawka, która wynika z kalkulacji – argumentował. Wtedy mówiło się o kwocie 34,40 zł/os. 
- Wszystkie wydatki, które mogliśmy obciąć, już dawno obcięliśmy. W zasadzie nawet te, których nie powinnyśmy, też obcięliśmy, bo np. nie kierujemy środków na edukację, chociaż taki jest obowiązek – zaznaczał. 
- Skala tych podwyżek to pokłosie tego, co dzieje się na górze. To nie jest system na który rada, burmistrz czy ktokolwiek ma wpływ – akcentował.
Radni postanowili jednak o tym, iż zamiast 34,40, mieszkańcy będą płacili dalej tylko 25 zł. Dla budżetu rodzi to poważne konsekwencje, z którymi radni muszą się liczyć. 
- Wiem, czym to grozi – zwracał uwagę Zbigniew Cybulski.
- Za chwilę nie będziemy mieli czym załatać dziury w drodze – zauważył.
Z kolei przewodniczący, Leszek Janeczek, podkreślał, że oprócz budżetu gminnego radni mają obowiązek pamiętać o dobrostanie mieszkańców i ich budżetach domowych.
W ubiegły czwartek sprawa wróciła.  Aby gospodarka odpadami w gminie na koniec roku zbilansowała się, radni musieliby podjąć uchwałę o ustaleniu wysokości stawki  na poziomie 38,58 zł. Taka kwota jednak w ogóle nie wchodziła w grę, ponieważ przekracza dopuszczalną wysokość równą 38,38 zł,  (2 proc. rozporządzalnego dochodu). Uzyskanie zgody rady na stawkę 38,38 zł nie było realne. Nikt nie podniósł ręki za. Zastanawiano się jedynie   czy zaakceptować kwotę 29 zł/os wraz z ulga w wysokości 4 zł za kompostowanie bioodpadów. Dyskutowano też nad wysokością ewentualnej ulgi. Część radnych podnosiła, że dzięki obniżeniu opłat za kompostowanie, premiowani  są tylko mieszkańcy domków jednorodzinnych. Ci z bloków, którzy wytwarzają o wiele mniej odpadów, ulgi mieć nie będą. Elżbieta Kupiec optowała za potrzebą zainstalowania miejskich kompostowników. 
- Dopóki nie znajdziemy alternatywy dla mieszkańców bloków, ja się nie mogę pod tym podpisać – mówił Wojciech Beśka, uznając to za swego rodzaju dyskryminację.
Odpowiadała mu Ewelina Sołtysiak, wskazując, że z kolei mieszkańcy części wsi nie mają kanalizacji, więc za utylizację nieczystości płacą więcej.
- Ze względu na bliskość składowiska oczekujemy lepszego traktowania, ta cena którą dzisiaj płacimy, te ilości które mamy, to w przeliczeniu dają nam takie kwoty. Tak jak mówimy na ten moment, nie mówię, że w ogóle,  to jest jedyne rozwiązanie schodzić z ilości – podawał Mielczarek, podkreślając, że frakcja bio to jedyna, nad którą można mieć kontrolę. Przypomniał również, że stawka za tonę zaproponowana dla Pajęczna przez Eko-region jest atrakcyjna w porównaniu do tego, ile za tonę płacą ościenne samorządy.  
- Gdybyśmy czysto teoretycznie tą stawkę wprowadzili, (38,38, przyp. red.) to zbieralibyśmy przez sierpień, wrzesień, październik listopad i grudzień, to są po prostu wysokości niezapłaconych do tej pory – podaje.
- Realna stawka wahałaby się w granicach 30, 31 zł – akcentował, że nie ustaliliby jej na zawsze.
- Przez sześć miesięcy w najlepszym wypadku siedem, a może i osiem miesięcy faktyczną stawką jest 25 zł, więc te zaległości niepobieranej opłaty rosną, to nie jest stawka wyliczona i proponowana na zawsze, to jest to, co ja nazywałem gonieniem ogona – skwitował.
- Mamy nadzieję, że globalna liczba śmieci zmaleje – akcentował Robert Balcerzak, 
- Nie sposób się zgodzić ze stawką 38,38, ale nie chciałbym za rok, za dwa lata usłyszeć, nie mamy zrobionego tego, tego i tego, nie inwestowaliśmy w to czy tamto, bo musieliśmy te pieniążki dopłacić do śmieci  czyli de facto wyrzucimy te pieniądze w śmieci. Może pomyślmy o tych pieniądzach także w ten sposób, że można by było spożytkować je w inny sposób.
 – 38,38 wynika z tego, że to jest już maksymalny próg (…), doszliśmy do granicy i jeszcze przebiliśmy głową mur, mając na swoim terenie jedno z największych  wysypisk w południowej Polsce (…) – nie ukrywał irytacji Wojciech Beśka.
-Niższa stawka obowiązuje w Paryżu, w Berlinie, w Amsterdamie. Jesteśmy na światowym poziomie, możemy ustawodawcy pogratulować. A teraz dyskutujemy czy zejść do poziomu wojewódzkiego, czy być na poziomie Łodzi, Poznania, gdzie też czasami są po prostu niższe stawki. To pokazuje absurd całej sytuacji, do jakiego momentu zaszliśmy. Rozmawiamy o stawce górnej, a nawet na komisjach ją przebiliśmy, super naprawdę (…). Mnie boli, że jako gospodarze wysypiska, gmina która ma swoim terenie wysypisko, mówimy o maksymalnych stawkach, tzn, że już więcej się nie da. Realnie nad tym dyskutujemy.
Ostatecznie żaden z radych, mimo wcześniejszej pozytywnej opinii komisji gospodarczej, dla stawki 29 zł/os, nie zagłosował za. 10  z nich było wyraźnie przeciwnych, czterech wstrzymało się od głosu.
 Burmistrz zaznacza, że na kolejnych posiedzeniach rady, będzie się pojawiał punkt, dotyczący zwiększenia stawki. Ma to związek z opiniami Regionalnej Izby Obrachunkowej i dyscypliną finansów. Zgodnie z nimi wydatki na gospodarowanie odpadami i przychody powinny się równoważyć. Jeśli radni nie zdecydują się w kolejnych miesiącach na podniesieni opłat, gmina ze swojego budżetu będzie musiała dołożyć nawet ok. miliona złotych.


Magdalena Lizurej
 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości