Waldemar Borczyk, radny powiatu wieluńskiego, oczekuje od starosty zlikwidowania etatu kierowcy. Jego zdaniem w urzędzie, który teraz musi liczyć skrzętnie każdą złotówkę, utrzymywanie szofera to zbędny luksus, szczególnie kiedy przez pandemię wyjazdów służbowych jest mniej, niż jeszcze rok temu. Szef powiatu Marek Kieler mówi stanowcze „nie” takiemu pomysłowi - Człowiek to nie śmieć, którego można wziąć i wyrzucić do kosza – kwituje starosta.
Wątpliwości prawne wzbudziło żądanie publicznego udostępnienia wysokości wynagrodzenia kierowcy, pracującego w starostwie. Zażądał tego radny Waldemar Borczyk. Jak wskazał starosta, Marek Kieler, umowa o pracę jest aktem prawnym chronionym przez kodeks pracy.
- Jeżeli dany pracownik nie wyrazi zgody, nie można udzielić takiej informacji. Jest to objęte tajemnicą służbową i pozostaje między pracodawcą a pracownikiem - dowodził starosta.
- Żeby jednak nie było żadnych podejrzeń czy niedomówień, tak jak pan radny wcześniej powiedział, podejrzenia, żeby była taka przejrzystość, to poprosiłem pracownika o to, by wyraził zgodę. Pracownik taką zgodę wyraził, mówi że nie ma nic do ukrycia - zaznaczył podając, że w związku z tym może informacji udzielić.
- Utrzymanie całego stanowiska brutto plus składki pracodawcy, wydatki rzeczowe, opiewają na kwotę 69364 zł. To jest kwota roczna, z nagrodami, premią.
Borczyk chciał się jednak dowiedzieć, co wchodzi w zakres wynagrodzenia i poprosił o rozbicie na poszczególne składniki.
- Wynagrodzenie zasadnicze w stosunku rocznym wynosi 34179zł, to jest kwota brutto – odpowiedział starosta.
- To skąd się bierze to drugie 35 tys. zł – pytał radny, który najwyraźniej nie zauważył, że do kwoty brutto pensji podstawowej należy doliczyć jeszcze narzuty płacone przez pracodawcę.
- Skąd się to wzięło, kolejna dodatkowa pensja - żądał odpowiedzi.
- 34 tys. zł to jest wynagrodzenie zasadnicze, a 70 tys. zł to nie jest wynagrodzenie tylko tak jak wcześniej powiedziałem, również składki pracodawcy. Czyli to jest brutto plus składki pracodawcy. Później są pozostałe wydatki rzeczowe, stąd ta suma. Np. dodatek stażowy wynosi 6861 zł rocznie, nagroda 2134 zł, dodatkowe wynagrodzeni roczne 4235 zł, składki na fundusz pracy 1400 zł, składki społeczne płatnika ponad 9500 zł. Plus badania okulistyczne, telefon służbowy, paczka świąteczna itp. I to uczyniło kwotę, o której wcześniej powiedziałem.
- Chciałem dopytać o zasadność trzymania etatu kierowcy w starostwie- w końcu stwierdził Waldemar Borczyk.
- Rozmawialiśmy na ostatniej sesji budżetowej, że podejmie pan działania oszczędnościowe dla powiatu. Minął miesiąc, trudno coś tu wypatrzeć, że są decyzje przez pana podjęte, w celu żeby namacalne były te oszczędności – kiwał z niezadowoleniem głową, przypominając, że nie ma imprez ani uroczystości, w związku z czym wątpi w sens utrzymywania tego etatu.
- Z mojego punktu widzenia, aby starostwo funkcjonowało poprawnie widzę taką potrzebę. Może nie jest tak obciążony jak był, ale proszę sobie przypomnieć kto jeździł jak wybuchła pandemia z covidem. Skąd bym znalazł człowieka? Oczywiście byli wolontariusze, którzy chwilowo się pojawili, nie chcę tutaj wchodzić w szczegóły – zwracał uwagę Marek Kieler.
- Są zarządzania kryzysowe, są sytuacje nadzwyczajne, gdzie kierowca musi jechać. Jak np. dzisiaj pojechał z wnioskiem o dofinansowanie, bo mija ostateczny termin. Wiele jest innych spraw i proszę to pozostawić w moich kompetencjach. I nie chcę, żeby radni wchodzili w moje kompetencje odnośnie zatrudniania czy zwalniania pracowników – odpowiedział starosta zaznaczając, że pracownicy urzędu, którym kieruje, zarabiają mało w stosunku do innych jednostek samorządu terytorialnego.
- Pan chyba też jest bardzo dobrym człowiekiem, z tego co kolegę poznałem i zgodzi się ze mną, że człowiek to nie jest śmieć, którego można wziąć i wyrzucić do kosza. Ja się nie godzę i moje wewnętrzne sumienie mi na to nie pozwala i proszę zostawić staroście te kompetencje, które są przypisane jako kierownikowi urzędu – twardo obstawał przy swoim.
Radny Walldemar Borczyk przyznał co prawda, że pracownicy starostwa zarabiają niewiele, ale jego zdaniem to wina starosty Marka Kielera, który wzbrania się przez zmianą regulaminu organizacyjnego. Podobno po wdrożeniu takiego regulaminu, pensje pracowników mogłyby wzrosnąć aż o 50 proc., albo i nawet więcej. Radny nie sprecyzował jednak, jak te zmiany miałyby wyglądać.
- Pan tego nie chce zrobić, a organizacja starostwa musi być, bo pan będzie po linii prostej ciągnął w dół to nasze starostwo – ciągnął temat radny.
Do kwestii zatrudniania szofera odniósł się również były starosta, radny Andrzej Stępień, który korzystał z jego usług, kiedy jeszcze przewodził zarządowi powiatu.
- Myślę, że jeszcze trochę musi pan popracować w radzie powiatu, w służbie dla mieszkańców powiatu, aby wiedzieć ile różnorakich zadań kierowca wykonuje w tym roku przykład przywołany – zwrócił się do Borczyka.
- Przykład pracy z wymazami, gdzie pewnie efektem było to, że sam zachorował – kontynuował Stępień.
Etatu kierowcy broniła też radna Grażyna Ryczyńska.
-Nie wyobrażam sobie, aby taka instytucja jak starostwo powiatowe nie posiadało samochodu służbowego i kierowcy. I popieram decyzję pana starosty, że można i trzeba szukać oszczędności, ale nie w tym miejscu, ponieważ jest wiele sytuacji, gdzie pan starosta czy pan wicestarosta, czy inny pracownik musi dojechać na ważne spotkania, gdzie trzeba mieć umysł światły, wypoczęty, a kierując to jest nawet pewne niebezpieczeństwo, bo chcąc być rzeczywiście przygotowanym do takiego spotkania, to nie sposób żeby człowiek w trakcie drogi nie rozmyślał. Także uważam, że gdyby taką decyzje podjęto, byłaby bardzo chybiona- zaznaczyła.
Wypowiedzi Ryczyńskiej nie pozostawił bez echa Sebastian Jasiński.
-W kontekście tego, że starosta musi mieć światły umysł jadąc na spotkanie, to sobie wyobraziłem ratownika medycznego, jadącego na spotkanie, ten to dopiero musi mieć ciężką głowę i to jest niebezpieczne jak jedzie – skwitował radny.
Magdalena Lizurej
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze