Reklama

Strażacka w każdym calu

W dzisiejszym odcinku naszego cyklu „Jest w orkiestrach dętych jakaś siła …” prezentujemy Orkiestrę Dętą przy OSP w Kiełczygłowie. Liczy ona sobie 37 lat i jest pierwszą orkiestrą w dziejach tej miejscowości.

- Tutaj nie było żadnych tradycji muzycznych – rozpoczyna Marian Półka, kapelmistrz orkiestry od chwili jej powstania.
- Nigdy nie istniała tu orkiestra ani nawet zespół grający na zabawach. Nasze sąsiednie gminy Rząśnia, czy Siemkowice, posiadają piękne tradycje w tej dziedzinie. A my jesteśmy gminą, gdzie takich tradycji brakuje.
Inicjatorem założenia orkiestry w Kiełczygłowie był miejscowy działacz strażacki dh Stefan Spychała. Za swoje oddanie Ochotniczej Straży Pożarnej bardzo ceniono go w ówczesnym województwie sieradzkim. Jego ambicją było, aby przy OSP Kiełczygłów powstała orkiestra dęta. Sam jednak nie był muzykiem i nie grał na żadnym instrumencie. Pomocy w tym kierunku udzielił mu młody nauczyciel muzyki w miejscowej szkole Marian Półka. Jest on absolwentem Uniwersytetu Śląskiego. Posiada również uprawnienia instruktorskie do prowadzenia różnych zespołów muzycznych. 
- Ja na ten teren przyjechałem w 1980 roku - wspomina Marian Półka.
- Po dwóch latach zwrócił się do mnie z propozycją prowadzenia orkiestry Stefan Spychała. Był to pan w starszym wieku, na którego wszyscy mówili „Dziadek”. Powiedział do mnie: „Uczysz muzyki, to byś orkiestrę poprowadził”. Ja ze studiów miałem przygotowanie do prowadzenia zespołów, ale z orkiestrą nie miałem takich doświadczeń. Więc nie bardzo chciałem się na to zgodzić. Ale „Dziadek” nalegał, chodził, chodził aż wychodził.
Starania o utworzenie orkiestry rozpoczęły się w 1983 r. Brała w nich udział jeszcze jedna osoba. To dh Mirosław Szubert z Wojewódzkiego Zarządu OSP w Sieradzu, który przyjeżdżał do Kiełczygłowa na strażackie zebrania.  Był on zaprzyjaźniony ze Spychałą. Ten traktował go jak swojego wnuczka. To w ich wspólnych rozmowach zrodziła się myśl o założeniu orkiestry. 
Nabór  do zespołu rozpoczął się w 1984 r. i tę datę przyjmuje się jako początek jego działania. 
- Pierwsze instrumenty dostaliśmy od orkiestr ze Zduńskiej Woli i Karsznic, które pozbywały się tych już starych  – tłumaczy kapelmistrz. - Załatwił je Mirosław Szubert. Większość z nich pochodziła z okresu międzywojnia, a niektóre pamiętały jeszcze czasy carskie, o czym świadczyły znajdujące się na nich znaczki. I na tych instrumentach zaczęliśmy się uczyć.

Pierwsze próby rozpoczęto we wrześniu. Odbywały się one w szkole. Przychodziło na nie około 30 chłopców i mężczyzn rozpoczynających swoją muzyczną przygodę od podstaw – od nauki zadęcia i nut. Wtedy wielką pomocą dla zespołu była obecność w nim czterech doświadczonych muzyków z orkiestry w Rząśni, która w tym czasie się rozpadła. Nabór ułatwiała praca zawodowa kapelmistrza w szkole, który zachęcał chłopców do wstępowania w szeregi orkiestry. 
- W tamtych latach młodzież nie miała telefonów, tabletów, więc miała czas – uśmiecha się Marian Półka.
- A ponadto należenie do orkiestry nobilitowało.
Swój pierwszy koncert nowa, strażacka orkiestra dała w kościele w Kiełczygłowie na pasterce w 1984 r. Od tego czasu jest stałym elementem tradycji i kultury tej miejscowości. Już po kilkunastu miesiącach opiekę nad orkiestrą dodatkowo przejęła gmina. 
- Nadal byliśmy związani ze strażą, ale potrzebowaliśmy nowych instrumentów, strojów, więc pomoc gminy była nieodzowna – wyjaśnia kapelmistrz Półka. - Dzięki temu rozwijaliśmy się, podczas gdy w okolicznych gminach orkiestry przeżywały kryzys, a często padały.

Reklama

Wielką orędowniczką nowo powstałego zespołu była ówczesna naczelnik gminy Kiełczygłów Józefa Antczak. To dzięki niej muzycy dostali nowe instrumenty. 
- W tamtych czasach zakup instrumentów nie był rzeczą prostą – wspomina dyrygent.
- Na to potrzebne było zezwolenie Ministerstwa Kultury i Sztuki. Więc, gdy potrzebowaliśmy nowych, pani naczelnik wezwała mnie i Janka Przydacza, który gra w orkiestrze od początku do dzisiaj i poleciła, abyśmy pojechali do Warszawy i takie zezwolenie załatwili. Na wyjazd dostaliśmy samochód służbowy. Udało nam się wtedy w ministerstwie wydeptać cały zestaw nowiuteńkich instrumentów czeskiej firmy Amati. Gmina zakupiła ich około dwudziestu. Kosztowało to bardzo dużo.
Naczelnik Antczak zadbała również o to, aby orkiestra prezentowała się okazale. Wszyscy muzycy ubrani zostali w nowe, piękne mundury, szyte na miarę przez firmę z Brzezin. 
- Zdecydowaliśmy, że będą to mundury strażackie – opowiada Marian Półka.
- Gdy ubraliśmy się w nie po raz pierwszy na festyn, pani naczelnik nie była zadowolona. Powiedziała do mnie: „A coś ty kupił? Przecież to nie miały być mundury strażackie, ale eleganckie garnitury z ozdobami, jakie mają różne orkiestry paradne”. Tylko, co wtedy powiedziałby Spychała, widząc nas w takich ozdobnych mundurach?
W tych pierwszych latach orkiestrze brakowało również nut. Łatwiejsze utwory rozpisywał kapelmistrz, ale bardziej skomplikowanych aranżacji w swoich zbiorach nie posiadała. Tu z pomocą przyszedł znów dh Szubert, który pomógł zgromadzić całkiem sporą biblioteczkę nutową. 
Systematyczna praca całej orkiestry przyniosła efekty. Jej poziom muzyczny stale się podnosił i zaczęła ona pokazywać się na różnych przeglądach organizowanych w województwie sieradzkim. Miały one w tym okresie charakter konkursowy i polegały na rywalizacji biorących w nich udział zespołów. 
- Często w takich konkursach występowały orkiestry z wielkich zakładów – relacjonuje kapelmistrz.
- Były to zespoły prawie zawodowe. Z nimi, nasze strażackie, pochodzące z małych miejscowości, nie mogły się równać. Dlatego buntowaliśmy się przeciwko takim nierównym warunkom rywalizacji. Tu z pomocą przyszedł znowu Mirosław Szubert, który spowodował, że przeglądy orkiestr strażackich nie miały już charakteru konkursowego.
Przeglądy stały się spotkaniami, których celem było zaprzyjaźnienie się, zaprezentowanie swoich umiejętności, wymiana doświadczeń. Rywalizacja schodziła tu na dalszy plan. Zawsze na takim spotkaniu wszystkie orkiestry grały wspólnie jeden utwór. 
- Było to coś pięknego, jak obok siebie stanęło dziesięć orkiestr i wspólnie zagrały – uśmiecha się na tamto wspomnienie Marian Półka.
Przeglądy odbywały się kolejno w różnych gminach mających orkiestrę dętą. Często ich zorganizowanie połączone było z jakimś jubileuszem. W 1994 r. z okazji 10. rocznicy powstania orkiestry, taki przegląd odbył się w Kiełczygłowie. 
- Gościliśmy wtedy ponad dziesięć orkiestr między innymi z Błaszek, Sieradza i Brzezin – opowiada dyrygent Półka.
- To było niezapomniane przeżycie, jak z pięknymi proporcami szły one naszymi uliczkami i grały. Te spotkania bardzo dużo nam dawały. Zawsze trzeba było coś na nie przygotować. Myśmy się specjalizowali w utworach narodowych i to był mój konik. Przygotowywaliśmy wtedy jakiś polonez, czy mazur.
Przez pierwszych kilkanaście lat swojego istnienia, orkiestra aktywnie uczestniczyła w życiu gminy. Swoim graniem uświetniała uroczystości państwowe, kościelne, strażackie i lokalne. Ale z czasem zaczęły się w niej pojawiać oznaki kryzysu. Spowodowane to było m. in. zmianami ustrojowymi, które zaszły w kraju. Nie wszyscy z nowych rządzących doceniali orkiestrę i należycie ją wspierali. Brakowało funduszy na zakup nowych instrumentów, czy ich remont. Zmniejszyła się również liczba grających. Młodzi muzycy po ukończeniu szkół średnich wyjeżdżali na studia i już nie wracali. Starsi rezygnowali ze względu na wiek albo zdrowie. Dopływ nowych chętnych do nauki wyraźnie się zmniejszył. 

- Oczywiście przez cały czas orkiestra działała – podkreśla Marian Półka.
- Jak mieliśmy jakiś ważniejszy występ, to potrafiliśmy się skrzyknąć i zagrać w pełnym składzie. Ale tak na co dzień, jak zebrało się kilkanaście osób, to już było dobrze. Dało się zauważyć, że orkiestra jest w stagnacji, a nawet upada. Trwało to przez kilka lat.
Odnowa nastąpiła, gdy wójtem gminy został Kazimierz Jędrzejski. Zaoferował on swoją pomoc. Dzięki temu wyremontowane zostały instrumenty, uzupełnione braki w umundurowaniu. Wójt zaproponował też powołanie nowego zarządu orkiestry. Prezesem został wtedy Jan Sierszyński. 
- W orkiestrze jestem od jej początku – mówi.
- Gram na alcie. Oprócz mnie jest jeszcze dwóch druhów, którzy tak długo w niej są. To Jan Przydacz i Jan Marchewka. Teraz do moich obowiązków należą różne sprawy organizacyjne, szczególnie finansowe. Staramy się tak działać, aby orkiestra jeszcze długo istniała. Współpracujemy z miejscowym Kółkiem Rolniczym, od którego uzyskaliśmy środki na zakup nowych instrumentów i remont wysłużonych.  
Teraz działania orkiestry nakierowane są głównie na jej powiększenie w oparciu o nabór robiony wśród dzieci i młodzieży. Zajmuje się tym flecistka orkiestry Katarzyna Wrona. Bardzo pomocna jest też Ewelina Przydacz, sołtys Kiełczygłowa, która promuje poczynania zespołu w tym zakresie. 
- Pochodzę z gminy Rząśnia, gdzie też grałam w orkiestrze – mówi Katarzyna Wrona.
- Nabór nowych kandydatów rozpoczęliśmy w 2019 roku. Zgłosiło się około piętnastu chętnych. Rozpoczęliśmy naukę gry na flecie, klarnecie, saksofonie, keyboardzie. Ja uczyłam na flecie, a na pozostałych instrumentach instruktor Michał Bistuła, którego zatrudniliśmy dzięki pomocy gminy. Wszystko się fajnie rozkręcało. W styczniu daliśmy już pierwszy występ, na którym dzieci na razie tylko śpiewały. Ale przyszła pandemia i to się troszeczkę posypało. Gminny Ośrodek Kultury, w którym ćwiczyliśmy, został zamknięty. Potem jeszcze krótko działaliśmy przy panujących obostrzeniach, ale od września już się nie spotykamy. Liczę jednak, że to wszystko minie i znowu przystąpimy do prób.  
Ten lepszy czas trwa również w tej kadencji, kiedy wójtem jest Mariusz Mielczarek. 
- Jestem bardzo zadowolony, że taka orkiestra działa na terenie naszej gminy – podsumowuje włodarz.
- To nasza kulturalna wizytówka. Jej obecność na uroczystościach gminnych i powiatowych dodaje im splendoru, a występy na różnych festynach je uatrakcyjniają. Propaguje ona wśród społeczeństwa różnorodną muzykę. Mobilizuje do wspólnych ćwiczeń starszych i młodszych.  Dlatego staramy się wspierać jej działalność.

Reklama

Aktualny skład orkiestry 

Marian Półka (kapelmistrz), Jan Sierszyński (prezes), Dariusz Beśka (skarbnik), Jan Przydacz (gospodarz), Paweł Beśka, Michał Bistuła, Mateusz Brożyna, Zbigniew Brożyna, Rafał Hałaczkiewicz, Jan Marchewka, Rafał Marchewka, Stanisław Lewera, Andrzej Mielczarek, Sebastian Przydacz, Stanisław Rogaczewski, Tadeusz Tokarski, Łukasz Włodarczyk, Damian Wrona, Katarzyna Wrona, Wioletta Jędrysiak. 

Elżbieta Wodecka
 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości