Reklama

Strażacy z Mierzyc czekają na nowy wóz

Jeśli nie wydarzy się nic nadzwyczajnego, to jeszcze w tym roku do Ochotniczej Straży Pożarnej w Mierzycach dotrze nowy średni samochód ratowniczo – gaśniczy. Będzie to pojazd marki Renault.

 

O nowym wozie pożarniczym druhowie marzyli już od dawna. Wcześniej przez wiele lat używali stara 244. Osiem lat temu zastąpił go renault premium z 1999 roku.

- Chociaż był to samochód używany, to dla nas stanowił olbrzymi postęp, jeśli chodzi o możliwości sprzętowe – mówi Sławomir Spychała, prezes jednostki w Mierzycach, a zarazem komendant gminny OSP. - Teraz ma już 24 lata i dalej nam służy. Ale sytuacja jest dynamiczna. Trzy lata temu nasza jednostka włączona została do Krajowego Systemu Ratowniczo – Gaśniczego, a to stawia przed nami nowe zadania i nowe wymogi sprzętowe. Nasz samochód nie posiada certyfikatu CNBOP (Centrum Naukowo – Badawcze Ochrony Przeciwpożarowej – przyp. red.), który dopuszcza sprzęt do działań ratowniczo – gaśniczych. A w krajowym systemie jest to już obligatoryjne. W podobnej sytuacji znalazła się też jednostka z Opojowic w gminie Czarnożyły.

Reklama

Zapadła decyzja o rozpoczęciu starań o nowy pojazd dla Mierzyc. Poparli ją komendant powiatowy Państwowej Straży Pożarnej i zarząd powiatowy OSP, a przede wszystkim wójt gminy Wierzchlas, która musiała zabezpieczyć w swoim budżecie znaczne środki na taki zakup.

- Straż w Mierzycach jest jednostką położoną właściwie najbliżej od dużego kompleksu leśnego, jakim jest Załęczański Park Krajobrazowy – wyjaśnia wójt Leszek Gierczyk. - Samochód, który teraz mają, jest sprawny, ale też jest już wysłużony i przydałoby się coś lepszego. A ponadto oczekiwania są coraz wyższe i potrzeby coraz większe. Bo to nie tylko lasy i wyjazdy do pożarów, ale również ratownictwo drogowe. Jednostka należy do krajowego systemu, ma bardzo dużo wyjazdów, więc potrzebuje niezawodnego sprzętu. Potrzebę nowego wozu strażacy widzieli już od kilku lat, bo w ten stary trzeba coraz więcej wkładać, a wiadomo, że bardziej sprawny to on już nie będzie.

Reklama

Druhowie razem z gminą rozpoczęli starania o pozyskanie pieniędzy na nowe auto. Uzyskali je z budżetu państwa za pośrednictwem Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Łodzi. Otrzymali stamtąd 475 tysięcy złotych. Gdy rozpoczynali starania, cena średniego samochodu pożarniczego wahała się od 950 tys. zł do 1 mln zł, a więc przyznana kwota stanowiła prawie połowę kosztów. Niestety, inflacja spowodowała, że sprzęt pożarniczy również poszedł w górę. Ostateczna wartość wozu, już po przetargu, wynosi 1 mln 123 tys. zł. Różnicę między dotacją, a końcową ceną zdecydowała się wyłożyć gmina.

- Żeby jednak ten nasz udział własny w pewnym stopniu zmniejszyć, będziemy chcieli jeszcze w tym roku poszukać innych środków zewnętrznych – zapowiada Leszek Gierczyk.

Reklama

W końcu czerwca ochotnicy podpisali umowę o dofinansowanie z WFOŚiGW i zawarli też ostateczną umowę z firmą, która przystąpiła do przetargu na wykonanie samochodu. Będzie to renault ze zbiornikami na 3 tysiące litrów wody i 300 litrów środka pianotwórczego.

- Wybór tego pojazdu nie był decyzją ad hoc, wszystko zostało przemyślane – przyznaje Sławomir Spychała. - Wybraliśmy opcję najbardziej ekonomiczną, bo gdybyśmy chcieli to co jest najlepsze na rynku, na przykład mana, czy scanię, to ta pula pieniędzy musiałaby być przynajmniej jeszcze o trzysta tysięcy wyższa. To jest wersja zupełnie podstawowa, bez dodatkowego wyposażenia. Jak to się mówi w żargonie strażackim, typowy golas. Wszystko, co się w nim znajdzie przełożymy z naszego obecnego samochodu. Ale wymogi krajowego systemu stawiają przed nami kolejne wymagania, więc będziemy musieli dołożyć tego sprzętu więcej, a to następne, niemałe pieniądze. Nie chcemy jednak tego robić z budżetu gminy, bo ten i tak już został bardzo nadszarpnięty. Dobrze, że są środki finansowe z zewnątrz i tam będziemy tych pieniędzy szukać. W tym roku udało nam się już uzyskać dotację z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji na doposażenie naszej młodzieżowej drużyny pożarniczej. Niedawno otrzymałem informację, że również z Funduszu Składkowego Ubezpieczenia Społecznego Rolników otrzymaliśmy dofinansowanie, co też pozwoli zakupić nam jakiś sprzęt.

Reklama

Obecnie strażacy przygotowują się do przyjęcia oczekiwanego wozu. W tym celu dostosowują odpowiednio swój garaż. Nowy pojazd będzie bowiem troszeczkę dłuższy i o parę centymetrów wyższy.

- Więc, żeby można było nim bezpiecznie wjeżdżać do garażu, musimy obniżyć o około 25 centymetrów posadzkę – oblicza prezes. - Zostanie ona skuta i wylana nowa. Będzie do tego potrzebny ciężki sprzęt, więc chcemy zaprosić do współpracy jakiegoś przedsiębiorcę. Ale większość robót mamy zamiar wykonać we własnym zakresie. A potem trzeba będzie odświeżyć ściany, uzupełnić jakieś ubytki i całość na nowo pomalować, żeby strażnica nabrała z powrotem właściwego kolorytu.

Reklama

Kiedy nowe renault zawita już do Mierzyc, to obecne pojedzie do Ochotniczej Straży Pożarnej w Krzeczowie. Zastąpi tu średni samochód pożarniczy volvo.

- To volvo ma dość niskie zawieszenie i nieraz druhowie mają trudności w poruszaniu się nim w tamtejszym, piaszczystym, leśnym terenie – tłumaczy prezes Spychała. - Dlatego chcą go zamienić i przejąć w użytkowanie właśnie nasz samochód. To pozwoli im na troszeczkę inne spektrum działań. Nas to renault nigdy nie zawiodło. Zawsze było w gotowości operacyjnej, choć coraz częściej trzeba było do niego zajrzeć, coś tam pomajsterkować.

Reklama

Druhowie z Mierzyc liczą na to, że nowy pojazd przyciągnie do remizy kolejną młodzież, chociaż problemów kadrowych nie mają. Teraz jednostka liczy 57 osób, w tym siedmioosobową drużynę młodzieżową. Aż 27 ochotników ma uprawnienia do uczestniczenia w różnych akcjach ratowniczych.

- Chyba jakieś czternaście lat temu założyliśmy młodzieżową drużynę – wspomina komendant gminny. - Była to pierwsza taka drużyna na terenie gminy. Dzisiaj jej członkowie mają już po dwadzieścia kilka, trzydzieści lat i dzielnie u nas działają. Ale czas szybko płynie i musimy myśleć już o kolejnym narybku.

Reklama

W ubiegłym roku jednostka wyjeżdżała 42 razy do różnych zdarzeń. Ten, na razie, jest nieco spokojniejszy.

- Ale najbardziej gorący okres, czyli pełnia żniw jeszcze przed nami, zwłaszcza, że temperatury są wysokie - tak w czerwcu mówił Sławomir Spychała. - Do tego susza. To wszystko powoduje, że zagrożenie pożarowe w lasach i na polach jest bardzo duże. Tak więc nie wiadomo, jak to wszystko zamknie się na koniec roku.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości