Reklama

Tadeusz Kruszyński: Rada gminy musi grać zespołowo

Z przewodniczącym Rady Gminy w Sulmierzycach Tadeuszem Kruszyńskim, o inwestowaniu w przyszłość i nadchodzących wyborach samorządowych, rozmawia Sławomir Rajch

Sławomir Rajch: Panie przewodniczący, praktycznie od pierwszej pana kadencji jest pan szefem Rady Gminy. Nie nudzi się to panu? Nie ma pan aspiracji, aby startować do Rady Powiatu albo Sejmiku Województwa Łódzkiego?
Tadeusz Kruszyński: - Jestem z Sulmierzyc, interesuje mnie najbardziej wszystko to, co dzieje się w tej gminie w sferze publicznej. Myślę, że swoją małą cegiełkę do rozwoju gminy mogę dokładać właśnie tu na miejscu. Czy inne wyżej postawione samorządy mnie interesują? Myślę, że nie. Mam już swój wiek, wolę skupić się na naszej lokalnej, małej ojczyźnie. Po każdej kadencji są nowe plany, nowe wyzwania, nowe doświadczenia, niestety też i problemy, które trzeba rozwiązywać. Tak samo jest i tym razem. Wiele przed nami, czasy się zmieniają. Cieszy mnie to, że mieszkańcy, których spotykam, dziękują nam za to, co do tej pory zrobiliśmy. Kto w powiecie, albo województwie zaczepia radnych, żeby porozmawiać o problemach danego sołectwa?

Przez te kilkanaście lat zrealizowali państwo setki inwestycji na terenie gminy Sulmierzyce. Pozyskano dziesiątki milionów złotych, bez których realizacja tych zadań byłaby niemożliwa, albo przynajmniej mocno utrudniona. Nie obawia się pan, że po zmianie władz centralnych będzie państwu trudniej uzyskiwać środki zewnętrzne?
- Mam nadzieję, że nie. Życie dowodzi, że potrafimy się dogadywać z różnymi władzami, bez względu na barwy polityczne. Jeśli spotykają się ludzie odpowiedzialni i poważni, jest wola,  to łatwo jest się porozumieć, usiąść do stołu i wyjaśnić  trudne  sprawy. Na to liczę. Pieniędzy zawsze brakuje, ale ostatnio udało nam się wiele milionów do gminy sprowadzić. Dobrze się stało, że udało nam się odsunąć ten plan Prawa i Sprawiedliwości, który zakładał zminimalizowanie tzw. opłaty eksploatacyjnej za węgiel, czyli główne dochody gminy. Dla obrazu sytuacji: za ostatnie półrocze 2023 r. z tego tytułu otrzymaliśmy 17 mln 800 zł. Gdyby w życie weszła ustawa PiS, którą proponowano w 2016 r., byłoby to dwa miliony złotych. Kosztowało nas to sporo pracy, wyrzeczeń i złośliwości ze strony lokalnych władz PiS-u. Nie chcę już mówić o sprawach osobistych, bo to nie miejsce na to.

Reklama

Ma pan na myśli, że jako jedyny odchodził pan na emeryturę z PGE GiEK bez odznaczenia i tym samym zapłacił własną głową za walkę o środki dla gminy?
- To przykre, bo zostałem tak potraktowany po 43 latach pracy. Być może nie wszyscy mieszkańcy wiedzą, że stała za tym pani poseł Beata Mateusiak-Pielucha. Powiedział mi o tym w rozmowie dyrektor HR-u w GiEK-sie, a kto nim był każdy wie. Cytuję jego słowa: „no wiesz, Beata tak chciała”. Wójt też zapłacił dużą cenę, bo utrudniano mu wszystkie działania, ale do niego osobiście dobrać się nie mogli. Niech pan sobie wyobrazi, że ja po tylu latach pracy bez żadnej nagany czy upomnienia, musiałem rozstać się z kopalnią – zgodnie z kodeksem pracy - przy pomocy komisji pojednawczej na miesiąc przed odejściem. Musiałem ją powołać, siadaliśmy i przez trzy dni rozmawialiśmy, bo nie chcieli wypłacić mi tych pieniędzy, które inni otrzymali bez problemu. Po jakimś czasie doszło do ugody odnośnie odprawy  ale odznaczenie  zostało mi odebrane, choć wszyscy moi przełożeni wystawili mi dobre opinie. Decyzją dyrektora HR-u, pana Marka Szydłowskiego otrzymał  je ktoś inny. Takich odznaczeń w ciągu roku przyznaje się cztery lub pięć.

Nie żałuje pan?
- Nie, bo uratowaliśmy ogromne pieniądze dla gminy. Rocznie dochód z opłaty eksploatacyjnej to około 30 mln zł, czyli 1/3 naszego budżetu. Gdyby ta sytuacja dzisiaj się powtórzyła, zrobiłbym to samo. Pani poseł mówiła wtedy tak: „siedźcie na dup…, będzie wam dobrze”. Niektórzy tak zrobili, była radna gminy, pani Marzena Kowalska, która za spolegliwość dostała pracę w elektrowni. Byli radni powiatowi z gminy górniczej Rząśnia, czyli z naszego okręgu np. pan Marcin Ławniczek czy pan Paweł Sikora, nie chcieli zrobić w powiecie takiej uchwały, która wspomagałaby gminy górnicze.  Również za spolegliwość zostali nagrodzeni, jeden został wicestarostą, drugi prezesem spółki Ramb.

Reklama

Myśli pan, że to były nagrody?
 - Między innymi to się do tego przyczyniło. Mieszkańcy tych dwóch gmin powinni wiedzieć, kto jest kim. Nie wiem czy oni będą teraz startować w wyborach, ale jeśli tak, to ten rachunek wyborcy powinni im wystawić. Jak można nie bronić interesów własnej gminy, szczególnie gdy się jest radnym i dobro wspólne powinno być wyżej niż własne? Gdyby ta ustawa weszła, tych pieniędzy by nie było i mielibyśmy problem.

Zostawmy na razie politykę i porozmawiajmy o inwestycjach w gminie. Jaka Pana zdaniem była najistotniejsza z punktu widzenia mieszkańców w ciągu ostatnich pięciu lat?
- W pierwszej kadencji zaczynaliśmy nieśmiało od ronda, które jak pokazało życie, dobrze się sprawdza. Kolejne pięć lat to może nieco mniej działań, ale za to z większym rozmachem. Wymieniliśmy piece – pomogliśmy ludziom finansowo i fizycznie, takie nowoczesne ogrzewanie działa zupełnie inaczej, do tego solary czy fotowoltaika. Ważna jest kanalizacja w Bogumiłowicach czy ta w Dworszowicach Pakoszowych i Ostrołęce. Do tego dochodzą drogi gminne i ścieżki rowerowe.

Reklama

Czyli jest dużo inwestycji, których może nie widać, ale są ważne?
- Bez wątpienia. Kanalizacji nie widać, bo jest w ziemi, ale nikomu nie trzeba tłumaczyć, jak duża to wygoda i ułatwienie codziennego życia. Wybudowaliśmy np. przedszkole czy żłobek i to też poprawa komfortu mieszkańców, ale o tym każdy mówi, bo to widać. Zakończyliśmy budowę kanalizacji w Dworszowicach Pakoszowych i Ostrołęce, teraz czas na odcinek Piekary – Wola Wydrzyna. Jak to zrobimy, zostanie nam tylko Kodrań i Anielów. Cała gmina w ten sposób zostanie skanalizowana. Oczywiście oprócz tych mieszkańców, którzy są rozproszeni po terenie gminy, a dla których kanalizacja byłaby dużym kosztem. Oferujemy im przydomowe oczyszczalnie ścieków, których powstało już u nas bardzo dużo.

Jest nowy żłobek i przedszkole, macie też nowoczesną szkołę i zaplecze, powstała strzelnica i targowisko. W każdym sołectwie są nowe świetlice, place zabaw i siłownie, jednostki OSP są dobrze wyposażone. Co w takim razie można jeszcze zaoferować mieszkańcom w nowej kadencji skoro wszystko zostało zrobione?
- Nigdy nie ma tak, że wszystko jest już zrobione. Życie płynie, pojawiają się nowe potrzeby. Naszym wyzwaniem jest obecnie fotowoltaika dla kolejnej grupy mieszkańców. Są chętni, ale zabrakło nam środków, może uda się to w tym roku, potem kolej na pompy ciepła. Jest również do zrobienia wiele dróg gminnych. Kupujemy 2 nowoczesne autobusy dla szkół. Trzeba zakończyć rozbudowę ośrodka zdrowia.

Reklama

Czyli waszym celem jest fotowoltaika dla każdego, kto tylko chce?
- Dokładnie. Każdy powinien mieć taką instalację, bo jak słyszymy, ceny prądu od połowy roku pójdą w górę, skończą się tarcze ochronne i wtedy fotowoltaika dużo pomaga. Mamy już doświadczenie, widzimy jak te rachunki spadają dzięki używaniu odnawialnych źródeł energii. Warto na to stawiać i trzeba to robić. Inne, większe zadanie to mieszkania komunalne. Takich w gminie nie mamy. Obecnie zastanawiamy się nad lokalizacją, bo chcemy w ten sposób zatrzymać młodych ludzi.

Z jednej strony dajecie im przestrzeń do postawienia własnego domu, ale z drugiej pozwalacie im skorzystać z mieszkań należących do gminy?
- Nie wszystkich stać od razu na budowę własnego domu. Ładnie rozwija się osiedle przy Sulmierzycach, jest ulica Brzozowa w Dąbrowie, przy której pojawiają się kolejne obiekty. Planujemy tam zrobić drogę, bo choć ta nawierzchnia jest utwardzona to i tak nie wygląda tak, jak powinna. Podobnie jest z drogami na osiedlach, trzeba to wszystko skomunikować. W temacie dróg warto dodać, że obecnie jesteśmy po przetargu na remont ulicy Zamolskiej w Sulmierzycach. Pojawi się chodnik, będzie nowa nawierzchnia. Wykonawca już rozpoczął prace.

Reklama

Mówi pan o młodych ludziach i zapewnieniu im miejsc do mieszkania. Wójt wspominał, że macie państwo pomysł na budowę całodziennego domu seniora, co zapewniałoby dobry byt tym starszym osobom, które niekoniecznie chciałyby same funkcjonować. 
- Dobry przykład to gmina Dłutów, gdzie działa tam dzienny dom opieki seniora. Wiele osób z tego korzysta, mam tam znajomych, którzy są zadowoleni. U nas taki obiekt mógłby powstać, a w zasadzie i powinien. Osób starszych i samotnych jest coraz więcej, trzeba ich wspierać.

Dla seniorów macie już teraz ofertę, bo jest choćby Klub Seniora, który powstał w miejscu dawnej biblioteki. On bardzo dobrze funkcjonuje.
- Są też dwa stowarzyszenia seniorów, które finansowo wspieramy. Z przykrością muszę stwierdzić, że zmierzamy do likwidacji szkoły w Dworszowicach Pakoszowych, bo w placówce jest obecnie siedmioro dzieci, choć zgodnie z obwodem szkolnym, mogłoby być ich 45. Mieszkańcy postanowili wysyłać swoje dzieci do innych szkół. Koszty jednak są bardzo duże i nie możemy ciągle tak dużo dokładać. Ten budynek jest w ładnej lokalizacji. Pewnie trzeba byłoby go zmodernizować, ale to dobre miejsce. 

Reklama

W trakcie jest także budowa ośrodka zdrowia z przyłączeniem do dawnego budynku. Ale inwestycja się przedłuża. Dlaczego?
- Budowa nieco się ciągnie, bo wykonawca nie do końca jest trafiony. Jak obserwuję, prace nie idą  dobrze. Nie mamy jednak wpływu na ich opóźnienie. Roboty mają się zakończyć do sierpnia 2024 r., ale na razie jakoś nie widać, żeby wykonawca się wyrobił. Jeśli nie zdąży, to będziemy odzyskiwać pieniądze pewnie na drodze sądowej. Tak to jednak bywa z przetargami. Przekonaliśmy się o tym w trakcie budowy strzelnicy, którą skończył dopiero czwarty wykonawca. A to COVID, a to jeden zbankrutował, kolejny się wycofał, inny nie miał uprawnień. Na szczęście to za nami, strzelnica cieszy się zainteresowaniem, były tu zawody, które swoją obecnością zaszczycił prezes strzelectwa krajowego. Kiedy spacerowałem z nim po naszym obiekcie usłyszałem od niego, że nawet w Warszawie nie ma takiego obiektu. Było to bardzo miłe. W regionie na tę chwilę nie ma takiej strzelnicy. Ma się budować w Zduńskiej Woli, ale szczegółów nie znam. Obłożenie u nas jest duże, korzystają ze strzelnicy firmy, służby mundurowe, osoby prywatne.

Czyli budowa strzelnicy to był dobry ruch?
- Tak, choć słyszałem głosy mieszkańców - po co u nas strzelnica? Był projekt, w którym do wzięcia było blisko pięć milionów złotych. Wśród zadań wynikających z niego, była strzelnica. Zastanawialiśmy się nad tym czy warto, ale po czasie mogę powiedzieć tak: dzięki tym pieniądzom zrobiliśmy plac Turskiego, całą infrastrukturę wokół zbiornika wodnego na Dygudaju czy park w Sulmierzycach. Nie mieliśmy wtedy pomieszczeń na sprzęt gminny,  ciągniki, itd. Wymyśliliśmy garaże, które są już wykorzystywane, a na tyłach budynku zrobiliśmy strzelnicę. Jak życie pokazało, ma ona bardzo dobre wzięcie, wiele osób kojarzy nas właśnie z nią. Ona sama się utrzymuje, gmina do niej nie dokłada.

Reklama

Podobne zdanie niektórzy mieszkańcy mieli o placu targowym. Padały głosy, że po co robić tak duże miejsce przeznaczone do handlu. Osobiście, widząc ten projekt, zanim on powstał, myślałem podobnie. Dziś okazuje się, że to się sprawdza, targowisko ma wzięcie, bo organizowane są w każdą pierwszą niedzielę giełdy zwierząt, a także targi rolno-ogrodnicze, które wpisały się w kalendarz Sulmierzyc, przyciągając gości i będąc promocją gminy. 
- Wtedy też się zastanawialiśmy, czy wchodzimy w ten projekt. Na stole było 1,5 mln zł. Udało się przekonać rządzących, pozyskaliśmy te fundusze i wykonaliśmy prace. Co sobotę mamy dzień targowy, nie pobieramy opłat od handlarzy, bo dzięki temu chętnie przyjeżdżają sprzedawcy. Gmina na tym dużo nie traci, a korzyści jest bardzo dużo. Mieszkańcy mogą kupować produkty, a sprzedawcy mają punkt zbytu. 

Czy startując do Rady Gminy ma pan gdzieś z tyłu głowy myśl, że chciałby nią nadal kierować?
- Startuję na radnego z zamiarem robienia kolejnych rzeczy, w których mam doświadczenie. Widzę potrzeby mieszkańców i obecnie się nad tym nie zastanawiam. Przyszli radni zdecydują o tym, czy jeśli będę radnym to nadal będę też przewodniczącym.

Reklama

A bierze pan pod uwagę, że nie zostanie pan ponownie wybrany?
- Trzeba brać pod uwagę każdy scenariusz. Nie ma ludzi niezastąpionych, zawsze będę po stronie gminy i jej mieszkańców, niezależnie od tego, czy nadal będę radnym. To ciągle moja gmina, moja miejscowość i chciałbym, żeby było tu jak najlepiej.

Gdyby ktoś nowy z grona radnych został przewodniczącym to jakiej rady by pan mu udzielił? Jak utrzymać dyscyplinę podczas sesji? Udawało się to panu przez ostatnie lata doskonale.
- Odpowiem na jego wszystkie pytania i doradzę. Najważniejsze w radzie to zgoda, bo ona buduje. Nie powinno się skłócać radnych, stawiać nierealnych zadań, bo problemy zawsze są.

Reklama

Ale jak to zrobić, skoro w radzie są ludzie z różnych środowisk i każdy ma inny pogląd na świat?
 - Każdy ma do tego prawo. Jeśli jednak grupa ludzi decyduje się na start, na działanie dla dobra samorządu,  dostaje od mieszkańców zaufanie, to powinna  działać zespołowo. To nie sport indywidualny, to nie pojedynek jeden na jeden. Efektem są pozyskiwane pieniądze, współpraca z wójtem i realizowane inwestycje. To tak jak w kapeli – nie może jeden fałszować. Widzimy przypadki, gdzie radni w samorządach są pokłóceni, mijają kolejne kadencje, niewiele działają i tym samym nie rozwijają się. Nie wolno nikogo wykluczać, obrażać. Każdy ma swoich wyborców i każdy chce w swoim sołectwie coś zrobić. Wszystkiego od razu się nie da, ale krok po kroku da się realizować wiele rzeczy. Nikt nie powie mi, że jest jakiś okręg czy sołectwo, że o nich w gminie zapomnieliśmy. Tempo działania było uzależnione od potrzeb, biurokracji czy możliwości pozyskania środków. 

7 kwietnia, czyli w dzień wyborów, ludzie postawią na sprawdzone nazwiska czy będą szukali alternatywy?
- Z wyborcami jest tak, że tego nigdy do końca nie wiadomo. Podczas rozmowy ktoś mówi, że ma takie preferencje, a potem idzie do urny wyborczej i głosuje zupełnie inaczej. Moim zdaniem pozycja wójta nie jest zagrożona i nie mówię tak dlatego, że jestem radnym, przewodniczącym rady i współpracuję z nim na co dzień. Nie ma ludzi niezastąpionych, ale na ten moment Gabriel Orzeszek to właściwy i odpowiedni kandydat.

Reklama

Podsumowując, chciałby pan coś przekazać mieszkańcom albo radnym na koniec tej kadencji?
- Chciałbym serdecznie podziękować wszystkim radnym i panu wójtowi za bardzo dobrą współpracę. Podziękowania także dla pracowników:  gminy, jednostek organizacyjnych, druhów OSP, stowarzyszeń, którzy wspierali nas w codziennej pracy, a także dziękuję mieszkańcom, którzy chcieli z nami współpracować. Jak potrzebna była pomoc to jej nie odmówili. Dziękuję również wszystkim tym, którzy wspierali nas z zewnątrz.  Życzę kolejnych  udanych lat dla samorządu. Z okazji nadchodzących Świąt Wielkanocnych, wszystkim życzę zdrowych, spokojnych,świątecznych dni. I oczywiście udanych wyborów, bo mieszkańcy powinni dobrze zastanowić się, na kogo głosują, komu powierzają przyszłość swoją i swoich dzieci.

Czyli krótko mówiąc, nie powinni bawić się wyborami?
- Dokładnie. Przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi byłem świadkiem sytuacji, gdy przed lokalem wyborczym osoba nie wiedziała, na kogo ma zagłosować. To nie może być gra w ciemno, bo przyszłość każdego z nas jest bardzo ważna i musimy wiedzieć, komu ją powierzamy. Wybierajmy ludzi sprawdzonych, a nie tych, którzy chcą się tylko dorobić.Tadeusz Kruszyński, przewodniczący Rady Gminy w Sulmierzycach / fot.: Sławomir Rajch

Miejsce zdarzenia mapa Wieluń
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości