Irytacji nie kryją mieszkańcy Młyniska, którzy po fakcie dowiedzieli się, że we wsi stanie maszt 5G. Odpowiedzialnością za taki obrót sprawy obarczają sołtyskę, wójta oraz starostę, nie wspominając o właścicielu działki, który teren zgodził się wydzierżawić. Tymczasem wszystko odbyło się zgodnie z prawem. Przepisy, które obowiązują od ubiegłego roku określają tego typu urządzenia jako nie oddziałujące znacznie na środowisko. Powiat nie miał innej możliwości, niż wydać zgodę na budowę, a i gmina nie miała żadnej możliwości zablokowania inwestycji.
25 września na sali OSP w Młynisku mieszkańcy spotkali się z wójtem Białej, Aleksandrem Owczarkiem oraz starostą powiatowym Markiem Kielerem. Na zebraniu, mimo zaproszenia, nie pojawili się przedstawiciele inwestora. Tutejsi chcieli wyjaśnień od samorządowców, jeśli chodzi o pozwolenie na budowę wydane dla masztu 5G. Obiekt ma powstać na prywatnej działce (nr 261, obręb Młynisko Wieś) nieopodal boiska. Tutejsi liczyli, że może uda im się wypracować sposób na zablokowanie budowy. Wygląda jednak na to, że pozostaje tylko procesować się z inwestorem o odszkodowanie z tytułu utraty wartości działek. Jeden z mieszkańców optuje za zbiorowym pozwem.
O tym, że w Młynisku chcą stawiać maszt 5G sieci Play niektórzy mieszkańcy usłyszeli już w sierpniu ubiegłego roku. Wtedy na działce były dokonywane pomiary. Oficjalnych wieści nie było, aż do momentu, kiedy okazało się, że pozwolenie na postawienie masztu już zostało wydane.
- Dowiedzieliśmy się o tym jako gmina po zakończonej całej procedurze, bo o wszczęciu postępowania nie było wiadomo, otrzymaliśmy decyzję wydaną już na budowę tej stacji – podaje wójt Białej Aleksander Owczarek.
- Nie jako strona, ale do wiadomości, żeby było wiadomo, iż jest inwestor, działka, właściwie w celu opodatkowania – dodaje.
- Dla transparentności taka informacja powinna też się wewnątrz pojawić, bo wydzierżawiający wiedział, myślę że wiedział i zdawał sobie sprawę, że to jest realizacja obiektu publicznego i powinien sam szybciej upublicznić, aby na tym etapie się to nie działo – uważa samorządowiec.
Reklama
Podczas zebrania jeden z mieszkańców, Marek Chałupka, przyznał, że około 1,5 roku temu do niego również zgłosił się inwestor z propozycją wynajęcia terenu pod maszt.
- Chodziło o wydzierżawienie gruntu, który znajduje się za sklepem, za kwotę czterokrotnie wyższą, niż dostał Daniel (właściciel działki, gdzie maszt ma stanąć, przyp. red.), nie zgodziliśmy się oczywiście, bo mamy świadomość, jakie to jest zagrożenie – podkreślał Chałupka.
- Wszyscy lekarze mówią, że szkodliwe jest spać, jeśli na szafce ma się telefon, jakie to jest porównanie do sieci 5G. Wybudowanie kolejnych bazowych 5G nie poprawi nam łączności, ja do dzisiaj wychodzę z domu pod gruszę dziadkową, żeby spokojnie porozmawiać, bo tam mam zasięg. Od 1997 r. tak jest i wybudowanie kolejnych masztów nie poprawiało łączności.
Reklama
Mieszkaniec uważa, że właściciel postąpił zbyt pochopnie, zgadzając się na instalację masztu na swoim terenie.
- Gdyby się Daniel nie zgodził na tę inwestycję, żeby nas wszystkich domęczyć, nie byłoby nas tutaj, nie byłoby rozmowy, nie byłoby tych emocji, nawet gdybym mieszkał kilometr też bym był przeciw, bo wiem jakie stoją korporacje za tym, to nie ma nic wspólnego z telefonami – uważa Marek Chałupka.
Oburzenia nie kryje Arkadiusz Idasiak, który ma działkę blisko terenu, gdzie maszt ma powstać. Jak przypomina już w ubiegłym roku informował o planach inwestora samorządowców, licząc, że uda się je zablokować. Dziś uważa, że sołtyska Dominika Kapral nie podjęła odpowiednich działań. Tymczasem ani sołtyska ani inny mieszkaniec Młyniska, ani nawet wójt, nie mieli możliwości wpłynąć na przebieg procesu o wydanie pozwolenia na budowę.
Do Starostwa Powiatowego w Wieluniu dokumenty, czyli wniosek o pozwolenie na budowę, wpłynęły 4 stycznia. 1 lutego została zaś wydana pozytywna decyzja. Bez udziału mieszkańców. A to wszystko w świetle przepisów. 5 maja 2022 r. rozporządzeniem rządu maszty 5G zostały wykreślone z list przedsięwzięć zawsze lub potencjalnie oddziałujących na środowisko, więc nie inwestor nie musi przedstawiać raportu oddziaływanie. Procedura dla niego stała się o wiele prostsza.
- Inwestor spełnił wszystkie wymogi określona przepisami prawa budowlanego i ochrony środowiska ze zmianami, nie mieliśmy innego wyjścia, jak wydać pozwolenie, w innym wypadku inwestor może nas pozwać i żądać odszkodowania – tłumaczył starosta Kieler
Reklama
- Do niedawna każdy sąsiad mógł być stroną postępowania, strony mogły się odwoływać do kolejnych instancji. Niejednokrotnie było tak, że procedury przeciągały się latami, a w tym czasie sąsiedzi przekonywali kogoś, aby zrezygnował ze zgody na taką instalację. Gdyby się przepisy nie zmieniły, sąsiedzi byliby poinformowani.
Samorządowiec podkreśla, że nie miał najmniejszego wpływu na zmiany w przepisach.
- Nie do mnie pretensje i pytania, dlaczego to zostało zmienione – mówił.
- Przypuszczam dlaczego, prawdopodobnie jest jakieś lobby, które to popiera. Z drugiej strony, chodzi o łączność, o te białe plamy, które na terenie naszego kraju jeszcze występują – dodał starosta, zapewniając, że gdyby urząd znalazł choćby najmniejszy argument, aby pozwolenia nie wydawać, decyzja byłaby odmowna. Tymczasem gminny plan zagospodarowania przestrzennego przewiduje na tym terenie inwestycje celu publicznego, w tym budowę i utrzymanie urządzeń łączności publicznej i sygnalizacji.
Reklama
- Czyli my jesteśmy takim pyłkiem i nic nie mamy do powiedzenia? – irytował się jeden z mieszkańców.
- A mało tu przestrzeni, gdzie można by to było postawić bezkolizyjnie? Nie byłoby nerwów, nie myślicie co robicie? – dopytywał.
- Ale do starosty nikt nie przyszedł, tylko szukał jelenia, znalazła pana Daniela – wypowiadał się Idasiak.
- Super się nadawała działka, chłop dostawał cztery razy więcej, tylko pomyślał, zdrowy rozsadek przemówił. Przede wszystkim chciałem podziękować panu Danielowi, że zgotował naszym dzieciom i wnukom to co zgotował, ale to trzeba wiedzieć, co to jest to badziewie. Nie po to kupiłem na wsi dom, porodziły mi się dzieci, pokupiłem działki, żaby teraz pod masztem siedzieć. A co z działkami? Stracą na wartości, bo tylko idiota by kupił działkę, gdzie jest nadajnik 5G. Za darmo nie będą chcieli – nie gryzł się w język.
Reklama
- A jak będzie się zanosiło na deszcz to będę uciekał, tam będą takie wyładowania – przewiduje Idasiak.
Wójt Aleksander Owczarek zwraca uwagę, że zabrakło w tym wypadku dalekosiężnego myślenia.
- Ja się zgadzam się, że można było rozmawiać i jeśli chodzi o lokalizację, wybrać dużo lepszą na tej samej działce, aby te zagrożenia piorunowe zmniejszyć – uważa.
Tutejsi kręcą głowami i nie kryją irytacji, że zapędów spółki, działającej w imieniu sieci, nie da się niczym zahamować.
- Ja mam ochotę teraz wszystko sprzedać i uciekać stąd, bo to jest tragedia, tylko jestem w takim wieku, może dobędę, a co z dziećmi? – dopytywał, powołując się na przeczytane opracowania, z których wynika, że fale 5G mogą być kancerogenne.
Reklama
Tymczasem na rządowych stronach można przeczytać:
„Promieniowanie elektromagnetyczne emitowane przez 5G nie powoduje szkód dla zdrowia człowieka –przestrzeganie limitów dotyczących maksymalnej ekspozycji na PEM jest obowiązkowe i wynika wprost z obowiązującego prawa. Obecnie, taki limit wynosi 10 W/m2. dla zakresu częstotliwości od 2 GHz do 300 GHz. Niezależnie od „iteracji” technologii, limity są zawsze te same i nie wolno ich przekraczać w żadnym wypadku. W rzeczywistości, poziom promieniowania elektromagnetycznego emitowanego przez 5G jest porównywalny z poziomem promieniowania emitowanego przez inne urządzenia elektroniczne, takie jak telewizory i monitory.”
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze