Od piątku do niedzieli (7-9 maja) w działoszyńskim Parku Strażaka stacjonowały food trucki. Słoneczny, ciepły weekend przyciągnął sporo smakoszów. Młodzież, rodziny z dziećmi, jak i dojrzalsi wiekiem chętnie próbowali smakołyków na co dzień niedostępnych na miejscu. Z powodu pandemii ilość dostępnych atrakcji jest śladowa, nic dziwnego, że tutejsi, a także mieszkańcy okolicznych miejscowości, wykorzystali okazję do rozrywki. Nawet jeśli obejmowała tylko brzuchy.
Pierożki z Tybetu, langosze z Węgier, tajskie lody, meksykańskie specjały, hiszpańskie churrosy, amerykańskie burgery, japońska zupa czy owoce w czekoladzie, a do picia prawdziwa lemoniada serwowane z mobilnych punktów gastronomicznych to przykłady dań, których można było spróbować podczas weekendu w Działoszynie. Po raz czwarty miasto odwiedziły „żarciowozy”. Tym razem nie było towarzyszących wydarzeniu atrakcji dla dzieci. Przy każdym z food-trucków wisiały apele o niespożywanie zakupionych posiłków na miejscu. Całe wydarzenie odbyło się zgodnie z rządowymi rozporządzeniami, a także z wytycznymi sanepidu.
- Podjęliśmy kroki, aby było bezpiecznie – podaje Julita Bociąga, dyrektorka Miejsko-Gminnego Domu Kultury w Działoszynie.
- Tym razem wydarzenie odbyło się w troszkę innej formie. Zabrakło hali biesiadnej i stołu. Nie było również atrakcji dla dzieci. Mieliśmy nadzieję, że tzw. dmuchańce będą mogły zostać rozstawione, ale okazało się, że według przepisów jeszcze nie ma takiej możliwości.
Jak mówi dyrektorka, docierają do niej głosy mieszkańców zadowolonych z tej atrakcji.
- Szczególnie w niedzielę frekwencja bardzo dopisała – podaje.
Bociąga zaznacza, że z powodu epidemii nie będzie raczej dużych imprez, a dom kultury skupi się na organizowaniu mniejszych wydarzeń, dedykowanych dla konkretnych grup, np. dzieci.
Magdalena Lizurej
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze