Reklama

Zwierzęca mogiła pod Jezusem. Piekło 40 psów

Szczenięta z głodu wyjadały odchody z podłogi. Psy były karmione tylko chlebem. Finalnie udało się uratować ponad 40 zwierząt. Niektóre z psów mieszkały w starym tapczanie, inne w piwnicy pełnej fekaliów. Wszystkie były głodne, brudne i chore.

Makabryczna interwencja Inspektoratu Ochrony Zwierząt w naszym regionie. Emerytowana nauczycielka matematyki, która najprawdopodobniej zmaga się z manią zbieractwa, trzymała na terenie swojej posesji ponad 40 psów, które głodne i brudne żyły wśród śmieci i odchodów.

W trakcie interwencji mieszkanka Radostowa, w gminie Czastary, powiat wieruszowski, została zatrzymana, gdyż zachowywała się agresywnie zarówno wobec pracowników DIOZ, jak również funkcjonariuszy policji. Groziła im gazem pieprzowym, kijem, a nawet siekierą. W domu emerytki ujawniono także kilka psich trucheł.

Reklama

– W miniony piątek policjanci udzielali asysty pracownikom Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt celem zweryfikowania dobrostanu zwierząt. Jak się okazało, w mieszkaniu oraz budynku gospodarczym znajdowało się kilkadziesiąt zaniedbanych i wymagających pomocy weterynaryjnej psów. Zwierzęta zostały zabrane przez interweniujących pracowników – komentuje asp. Piotr Siemicki, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Wieruszowie.

Pracownicy Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt są wstrząśnięci. Szczenięta z głodu wyjadały odchody z podłogi. Psy były karmione tylko chlebem. Finalnie udało się uratować ponad 40 zwierząt. Niektóre z psów mieszkały w starym tapczanie, inne w piwnicy pełnej fekaliów. Wszystkie były głodne, brudne i chore.

Reklama

– Była to cała masa zwierząt, niektóre z nich w stanie agonalnym. W tapczanie, w którym żyły psy znajdowały się odchody szczurów. Kobieta upierała się, że nie potrzebuje pomocy. (...) Pod obrazem z Jezusem postanowiła urządzić mogiłę dla zwierząt, które nie ma co się dziwić, padały – pisze w mediach społecznościowych Konrad Kuźmiński, prezes zarządu Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt.

W trakcie interwencji między Konradem Kuźmińskim a wójtem Czastar Dariuszem Rejmanem wywiązała się dyskusja. Wójt twierdził, że gmina i policja nie mieli podstaw do interwencji. Przedstawiciel DIOZ dopytywał, czy gdyby mordowane były dzieci, to też nikt nie zareagowałby na to? Sprawdziliśmy, jak wyglądają procedury w takich przypadkach.

Reklama

– Policjanci po otrzymaniu informacji o zaniedbywaniu zwierząt lub znęcania się nad nimi, podejmują działania na rzecz ich ochrony, współdziałając w tym zakresie z odpowiednimi instytucjami i organizacjami m.in. z powiatowym lekarzem weterynarii i urzędem gminy, gdzie miejsce ma interwencja. W przypadku stwierdzenia, że zwierzęta są zaniedbane, mogą one być czasowo odebrane właścicielowi lub opiekunowi na podstawie decyzji wójta lub burmistrza i przekazanie m.in. do schroniska dla zwierząt. Funkcjonariusze przede wszystkim zapewniają bezpieczeństwo podczas takich zgłoszeń, ponieważ często właściciele zwierząt są agresywni w stosunku do służb przeprowadzających interwencję – tłumaczy asp. Piotr Siemicki.

Okazuje się, że w przypadku nauczycielki z Radostowa interwencje były, ale dotyczyły przede wszystkim tego, że psy są niezabezpieczone i biegały poza posesją. Nikt nie zgłaszał, jakoby zwierzętom miała dziać się krzywda, a kobieta zawsze rozmawiała z funkcjonariuszami stojąc przed furtką, okazując stosowne dokumenty. To może częściowo tłumaczyć bierność służb na krzywdę zwierząt.

Reklama

– Zawsze w takich sytuacjach nie ma winnych i wszyscy próbują się przerzucać odpowiedzialnością. O tym, że psy błąkają się koło posesji, wiemy od 2/3 lat. Spotkaliśmy się z tą Panią kilkanaście razy. Mam całą dokumentację ze spotkań, na których obecna była także policja i sołtys. Kobieta zapewniała, że nie potrzebuje pomocy w montażu ogrodzenia. Przedstawiła także 14 książeczek zdrowia psów z aktualnymi szczepieniami. Lekarz weterynarii potwierdził, że zwierzęta są w dobrej kondycji i życzyłby sobie, aby każdy właściciel tak dbał o zwierzęta – komentuje Dariusz Rejman, wójt gminy Czastary.

Wójt zaznaczył, że ma prawo wejść na posesję, ale tylko wtedy, gdy dostaje formalne zgłoszenie, że zwierzętom dzieje się krzywda. Takich zgłoszeń nigdy nie było. Emerytowana nauczycielka także nigdy nie korzystała z pomocy Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej.

Reklama

– To wykształcona kobieta, inteligentna, mająca swoją emeryturę. Wszystkie zobowiązania reguluje w terminie, nigdzie nie ma zadłużeń. Nikt nie przypuszczał, że w tym domu dzieje się coś takiego. Mało tego, weterynarz wręcz nakrzyczał na nas, jakim prawem próbujemy odebrać tej kobiecie psy, gdy zaczęliśmy odławiać błąkające się czworonogi. Schronisko Ostoja nie dawało nigdy żadnych sygnałów, że z psami jest coś nie tak, a odłowiliśmy ich co najmniej osiem – dodaje Dariusz Rejman.

Na terenie posesji znajdował się także byk, który brodził we własnych odchodach. Wszystkie zwierzęta trafiły pod opiekę Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt. W sieci ruszyła zbiórka środków na utrzymanie czworonogów, na którą w ciągu kilku dni poruszeni internauci wpłacili ponad 110 tys. zł. Władze gminy próbują natomiast pomóc seniorce, zagubionej w swojej manii.

Reklama

– Gdybyśmy wiedzieli, że jest tak trudna sytuacja, natychmiast byśmy zareagowali. W tej chwili jest taki trend, żeby przerzucić winę na urząd gminy i wójta. Mamy dokumenty, które możemy przedstawić w każdej chwili. GOPS był już na miejscu. Ta Pani nie pozwoliła im wejść do środka. Złożyliśmy do sądu wniosek o skierowanie na przymusowe leczenie – kończy Dariusz Rejman.

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 18/03/2024 19:56
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości