Być może plany zagospodarowania przestrzeni w Parku 1000-lecia będą musiały powędrować do lamusa. Próba wyłonienia wykonawcy, który sfinalizowałby projekt w cenie kosztorysowej, już drugi raz spełzła na niczym. Oferty trzykrotnie przekraczają szacowaną w ubiegłym roku wartość inwestycji. Samorządowcy powoli godzą się z faktem, że inwestycja w zakładanym kształcie, w obecnej sytuacji finansowej gminy, nie ma racji bytu.
Pierwotnie inwestycję wyceniano na ok. 3,3 mln zł. Gros z tej kwoty miała pochodzić z Programu Inwestycji Strategicznych Polski Ład. Pajęczno pokryłaby zaledwie 10 proc. Ogromny wzrost materiałów i usług budowalnych sprawił, że zrealizowanie zadania za tyle graniczyłoby z cudem.
Burmistrz Piotr Mielczarek z ogromnym zapałem opowiadał o planach inwestycyjnych wokół zbiornika „Matusowiec”. Miało tu powstać kilka stref rozrywki dla mieszkańców na czele z tężnią solankową. Atrakcje miały czekać na mieszkańców w każdym wieku. Zaplanowano budowę dwóch boisk do piłki siatkowej, które po złączeniu mogły zostać wykorzystane do gry w plażową piłkę nożną i strefę street workout – u. Wzdłuż ściany lasu zaprojektowano ścieżkę dla psów. Dla najmłodszych przewidziano dwa place zabawa, jeden dla maluchów, drugi dla trochę starszych dzieci. Sporą atrakcją miałaby być plaża. W projekcie znalazły się też dwie połączone ze sobą altany i piwniczka edukacyjna, z przeszkleniem, gdzie będzie można by umieszczać ekspozycje. Byłyby cały czas widoczne i dostępne.
Dziś na te plany trzeba patrzeć z coraz większym sceptycyzmem. Kiedy w marcu pojawiła tylko jedna oferta trzykrotnie przekraczająca wartość kosztorysową, Mielczarek nie ukrywał, że gmina nie jest w stanie dołożyć wielu milionów do zadania.
- Gdyby to było kilkaset tysięcy, można by to wziąć pod rozwagę – zaznaczał wtedy.
- Będziemy ogłaszać kolejny przetarg – dodawał.
- Czasami warto próbować do skutku – twierdził, przywołując zakup prasy do oczyszczalni ścieków, gdzie dopiero po kilku postępowaniach udało się uzyskać cenę urządzenia na zadowalającym, dla samorządowców, poziomie.
- Uważam, że projekt jest bardzo ciekawy, osobiści zależy mi na jego realizacji – podkreślał szef pajęczańskiego ratusza.
Wtedy jeszcze z optymizmem podchodził do sprawy. Liczył, że do kolejnego postępowania zgłosi się firma gotowa zaoferować lepszą stawkę. Niestety 20 kwietnia nadzieje się rozwiały. Co prawda zgłosiły się dwie firma, a jedna z nich obniżyła własną kalkulację o kilkaset tys. zł, dalej jednak chce ponad 9 mln zł. Tymczasem czas ucieka. Przetarg powinien zostać rozstrzygnięty pół roku od otrzymania promesy. To za nieco ponad miesiąc.
- Na ten moment szukamy odpowiedzi, czy zakres zadania można zmniejszyć – informuje Mielczarek.
- Ponad to rozglądamy się za źródłami finansowanie, które zapewniły by nam dodatkowe środki na ten cel.
Samorządowiec zaznacza, iż liczy na przesunięcie wcześniej narzuconych terminów.
- Pojawiły się takie głosy i jest nadzieja, że ważność promesy zostanie przedłużona – podaje burmistrz Pajęczna.
Piotr Mielczarek zaznacza, że na pozostałe dwa zadania, realizowane z „polskiego ładu”, czyli budowę PSZOK-u i zadania na trzech gminnych drogach, procedury przetargowe udało się rozstrzygnąć pozytywnie.
- Cieszy to, że dwa z trzech zada zostaną zrealizowane – podkreśla.
Magdalena Lizurej
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze