Budowa kanalizacji we Wrońsku ruszyła w sierpniu ubiegłego roku. Wykonawca rozpoczął prace w terenie niezabudowanym, co nie wiązało się z utrudnieniami dla mieszkańców. Problemy pojawiły się, kiedy roboty przeniosły się na drogę przy posesjach. Dodatkowo wyznaczony objazd zniszczyły ciężarówki z ziemią i maszyny budowlane. Teraz jest kłopot z odbiorem mleka, dojazdem do szkoły, czy nawet po chleb. Wójt przypomina, że społeczność była informowana o nieuniknionych trudnościach, a naprawa objazdu należy do wykonawcy.
- Problemy zaczęły się od czasu, gdy budowa kanalizacji ruszyła środkiem drogi i nie było możliwości przejazdu – zaczyna Damian Szerszeń, sołtys Wrońska.
- Zwłaszcza z odbiorem mleka, bo osobowym autem można było wolniej przejechać. Razem z radnym Mateuszem Rogaczewskim zgłosiliśmy więc potrzebę objazdu, żeby zażegnać problem. Gmina nawiozła tłuczeń na drogę boczną, a wykonawca postawił znaki o robotach i objeździe.
Mieszkańcy korzystali z objazdu (ok. 2,5-kilometrowego), dopóki pozwalała pogoda. Przeprawę przez wyznaczony objazd zaczęły uniemożliwiać zimowe roztopy, a stan drogi jeszcze bardziej pogorszyły ciężarówki z ziemią i maszyny budowlane.
- Problem kilkakrotnie zgłaszałem na sesji, bo bałem się, że jak już ten objazd został wyznaczony, to czy nie będą nim jeździć pracownicy ze swoim ciężkim sprzętem – mówi radny Rogaczewski.
- W odpowiedzi słyszałem, oni wiedzą, że tam nie mogą jeździć i jest to objazd tylko dla mieszkańców. Trzy dni później i okazało się, że oni też tam jeżdżą. Teraz, (rozmowa z 27 stycznia – przyp. red.) jak są roztopy to jest tragedia. Oni przejadą sobie, bo mają napędy na cztery koła, wysokie auta i nic nie uszkodzą, a dla nas jest to uciążliwe.
Jeden z rozmówców (nazwisko znane redakcji) zdradza, że kilka dni temu ledwo przejechał objazdem z rodziną. Niestety po drodze trafili na kawałek drutu, przez który trzeba było naprawiać zderzak. Problemem jest także odbiór mleka od gospodarzy, którzy tutaj mieszkają.
- Kierowcy nie mogą dojechać po mleko, także to jest kłopot, bo muszą jeździć przez Piaski lub Zabłocie – zauważa gospodarz Henryk Modrak.
Cysterna przyjeżdża w ten rejon codziennie, na zmianę do dwóch gospodarzy, dla których produkcja mleka to główne źródło utrzymania. Obecnie kierowcy nadrabiają kilometrów, bo z Konopnicy do Wrońska przez Piaski to osiem kilometrów, a w normalnych warunkach z Wrońska do Konopnicy to cztery kilometry. Taką samą trasę pokonują też mieszkańcy, do Widawy jeżdżą przez Zabłocie, a do Konopnicy przez Piaski. Obie drogi w większości są polne. Rozmówcy, którzy spotkali się z reporterką 27 stycznia, zwracają też uwagę, że w razie potrzeby utrudniony dojazd będą miały wszelkie służby ratownicze.
- Mieszkają tutaj osoby starsze, ale każdemu z nas tak naprawdę może być potrzebna karetka. Wtedy chyba tylko musieliby wysłać lotnicze pogotowie, chyba że ktoś poprowadzi pogotowie przez Zabłocie, ale wątpię, żeby ktoś w takiej sytuacji wyjeżdżał i kierował karetkę – zastanawia się Rogaczewski.
Mieszkańcy wymieniają też trudności z dojazdem do szkoły. Na przystanek przy remizie jest niecałe pół kilometra. Przez rozkopy autem nie przejadą i narzekają też na przejście.
- Dyrektor w szkole powiedział, że jest to niemożliwe, żeby dziecko nie chodziło do szkoły przez brak dojazdu – wyznaje jedna z mieszkanek Wrońska.
- Od wójta usłyszałam, że mogę dziecko zaprowadzić na nogach na przystanek. Mam jeszcze małe dziecko, teraz jest mąż, a jak pójdzie na rano do pracy, to wtedy młodsze mam brać na ręce i starsze jeszcze ubłoci się pod same kolana. Na przystanek, by zawieść córkę na autobus przez Zabłocie jest 5,5 kilometra. Tyle też mamy, by kupić chleb na Wrońsku.
Rozmówcy mają też zastrzeżenia do jakości i postępów budowy kanalizacji. Chociaż na początku roboty szły płynnie, teraz wszystkie prace trwają znacznie dłużej. Na noc zostawiane są wykopy, zasłonięte tylko siatkami. Robotnicy mieli też źle założyć rury i trzeba było odkopywać i je przekładać.
Problemy z wykonywaniem robót zgłaszał radny już 30 listopada na sesji rady gminy Konopnica.
- Rozumiem, że jest budowa kanalizacji, będą utrudnienia i są, ale nie może tak być, że są rowy pozasypywane tłuczniem i ziemią, którą równają teren – informował wówczas Rogaczewski.
- Rowy są przez to niedrożne i zalewa zboża, rzepaki i uprawy ludziom. Wpływały też z tego powodu skargi do urzędu. Druga sprawa, jeżeli kładą te studzienki, to żeby nie kładli ich centralnie w rów, bo automatycznie go zapychają i blokuje się przepływ. Przy okazji kanalizacji miały być też wymieniane pozostałe mostki i chciałem zapytać, czy będą one wymieniane.
- Odezwiemy się do wykonawcy, żeby uporządkował ten teren, rowy, żeby rzeczywiście nie wyrządzało szkód mieszkańcom, z tym, że to chwileczkę potrwa – odniósł się Mateusz Drab, sekretarz gminy Konopnicy, bo wójt był nieobecny na tej sesji.
Mieszkańcy w tej chwili oczekują przede wszystkim wykonania drogi dojazdowej z zakazem poruszania się po niej ciężkich maszyn.
- Zgłaszaliśmy na sesji potrzebę naprawy rowów i dróg, które są zniszczone podczas remontów. Mówiliśmy też o tym by wybrać jedną drogę i ją eksploatować, a nie jeździć każdą, bo się zniszczą całkowicie, zwłaszcza, że temperatura i aura nie sprzyja, a drogi są grząskie – tłumaczy Szerszeń.
- Mamy drogi polne, które są bardzo rozjeżdżone i zniszczone przez ciężki sprzęt. Proponowaliśmy, żeby wybrać jedną drogę, utwardzić i można by było z niej korzystać. A tak jak, będą eksploatowane wszystkie, to problem będzie narastał. A jak przyjdą pracę polowe i potem żniwa, to znowu przejazd będzie niemożliwy.
Wójt gminy Konopnica, Grzegorz Turalczyk potwierdza, że został powiadomiony o zniszczeniu wyznaczonego objazdu, a informację dalej przekazał do wykonawcy i kierownika nadzoru budowlanego. Pracownicy mieli dostać reprymendę i nie korzystać już z objazdu.
- Każdą drogę, którą uszkodzą, rów, czy wjazd to ich obowiązkiem zgodnie z umową, warunkami jest przywrócić do stanu pierwotnego – podkreśla włodarz.
- Przygotowaliśmy tą drogę dla mieszkańców, bo tam chodziło głównie o dojazd po mleko, żeby cysterna mogła przejechać. Nawieźliśmy kruszywa i autami osobowymi też dało się dojechać, ale to nie była droga dla ciężkich maszyn. Mają przecież drogi, które kopią, także je i tak niszczą, więc z nich mogą korzystać. Z tego co mi wiadomo i przynajmniej takie są zapewnienia, że nie jeżdżą. Jaki jest stan faktyczny też nie wiem, bo cały czas też tam nie jestem i nie mogę zagwarantować, że żaden ciężki pojazd się tam nie wybrał. Nie będę stał jak policjant, bo to też nie moja rola. Pracownicy są poinformowani, wiedzą, że cokolwiek uszkodzą, muszą to natychmiast naprawić i mają zakaz jeżdżenia pod rygorem wstrzymania prac ziemnych.
Podczas wizyty we Wrońsku w środę, 27 stycznia, dziennikarka widziała jeszcze przejeżdżające objazdem wywrotki. Rozmowa telefoniczna z wójtem odbyła się w piątek, 29 stycznia. Turalczyk wyjaśniał, że może dowozili jeszcze kruszywa, bo koparka miała równać teren.
Włodarz przyznaje, że dostaje też głosy niezadowolenia z wykonywanych prac, choć sam chwali ich efekty.
- Wiem, że mieszkańcy się denerwują. Dzwonią też do mnie, nie wszyscy, bo część rozumie, a część nie chce zrozumieć. Są utrudnienia i muszą się z tym pogodzić, bo żeby był porządek, najpierw musi być bałagan – uważa Turalczyk.
- Jestem zadowolony z dotychczasowych prac, w szybkim tempie wybudowali całość ciągu tłocznego do Rychłocic. Tutaj prace idą ciężej, bo jest wymiana gruntu, są opory, nie mogą wykopać całego odcinka, bo nie jest to możliwe przy budowie kanalizacji, tym bardziej że układają rurociąg tłoczny i grawitacyjny, czyli dwie rury obok siebie. Musi to trwać wolniej, ale ja nie mam żadnych zastrzeżeń. Z inspektorem też rozmawiałem i nie ma żadnych zastrzeżeń. Wolę, żeby to się odbywało wolniej, ale dokładniej.
- Mieszkańcy zostali poinformowani przed rozpoczęciem prac na spotkaniu z wykonawcą, że muszą się liczyć z utrudnieniami. Wiedzieli, że jeżeli prace ziemne będą zbliżać się do ich posesji, mają wyprowadzić swój pojazd w bezpieczne miejsce i w razie potrzeby odjechać autem. Chcemy ułożyć rurociąg, to musi być rozkopane, nie ma możliwości wyjazdu, tym bardziej, że to nie idzie polami, tylko drogą – kontynuuje wójt.
- Słyszę telefon, że nie mogę odwieźć dziecka na autobus do szkoły, to przepraszam, ale może się ono przejść, tym bardziej, że nie jest to jakiś dwu-, trzylatek, skoro chodzi do szkoły, a nie idzie dwa, trzy kilometry, tylko 200, 300 metrów. Trochę na wyrost jest zachowanie co niektórych mieszkańców.
Z aktualnych informacji (z 1 lutego) wynika, że chwilowo droga jest przejezdna, bo koparki pracują w innym miejscu. Prędzej czy później będą kopać dalej na tej drodze, dlatego mieszkańcy liczą na wykonanie jednej z możliwych dróg dojazdowych.
Katarzyna Cieślik
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze