Budynek OSP w Krajance zmienił swój wygląd. Dobudowano do niego zaplecze kuchenno-magazynowe oraz zadaszony taras. Wszystkie prace wykonali sami mieszkańcy w czynie społecznym. Na zakup materiałów na dach nad nowymi częściami budynku, wieś wykorzystała tak zwany grant sołecki w wysokości 10 tys. zł.
Budynek OSP pełni podwójną rolę – w części znajduje się remiza, a w części świetlica wiejska. W świetlicy organizowane są zebrania wiejskie oraz imprezy, m.in. Dzień Kobiet, czy andrzejki. Służy ona również członkiniom Koła Gospodyń Wiejskich. Panie, oprócz swoich spotkań, robią tam różnego rodzaju kursy i warsztaty. Dlatego niebywale ważna jest dla nich, znajdująca się przy świetlicy, kuchnia z odpowiednim zapleczem.
- Przez lata rolę zaplecza pełniło niewielkie pomieszczenie, do którego wchodziło się przez garaż – mówi Lucyna Plesner, sołtys Krajanki.
- Później, jak straż dostała większy samochód, musieliśmy zrezygnować z tego pomieszczenia. W związku z tym powstał problem braku odpowiedniego zaplecza dla kuchni.
Wśród mieszkańców zrodził się pomysł zrobienia dobudówki do remizy, w której można by było je urządzić. Dodatkowo byłby tu również magazyn. Obok postanowiono zbudować zadaszony taras.
- Gmina sporządziła dokumentację rozbudowy i dała pieniądze na materiały potrzebne do zbudowania ścian przyszłego zaplecza i filarów tarasu – wyjaśnia Lucyna Plesner.
- Wszystkie prace budowlane zrobiliśmy już sami w czynie społecznym. Ale brakowało pieniędzy na dach. Niestety, nie mamy funduszu sołeckiego, za który można by było ten dach zrobić.
Środki na ten cel sołectwo uzyskało z tak zwanego grantu sołeckiego, o który wystąpiło do Urzędu Marszałkowskiego w Łodzi.
Dach nad pomieszczeniem zaplecza oraz tarasem jest dość duży. Ma około 20 m długości i 5 m szerokości. Więc pieniędzy wystarczyło tylko na zakup więźby dachowej oraz blachy wraz ze wszystkimi dodatkami, wkrętami. A roboty wykonali już sami mieszkańcy.
- Ludzie dogadywali się w tej sprawie między sobą, przychodzili i pracowali – relacjonuje sołtyska.
- Umawialiśmy się przeważnie na soboty. My – kobiety, przygotowywałyśmy dla mężczyzn posiłki. A do tego coś na słodko, do kawy.
Prace przy zadaszeniu trwały około 3 miesiące.
Ela Wodecka
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze