Kiedy na początku grudnia wiceszef PiS, Antoni Macierewicz, ogłosił na swoim profilu na Twitterze, że do 2043 r. w Bełchatowie powstanie elektrownia atomowa, sporo osób było gotowych strzelać korkami od szampana. Z tym jednak, co bardziej rozsądni zdecydowali się wstrzymać. Nie dość, że Polski na taką inwestycje nie stać, to jeszcze w okolicy Bełchatowa nie ma odpowiedniej ilości wody, aby schłodzić reaktor. I nie pomoże tu zaplanowany wielki zbiornik po zalaniu kopalni. Wody i tak będzie za mało, jeśli miałby wyprodukować tyle samo energii, co „największy truciciel Europy” czyli elektrownia „Bełchatów” opalana węglem brunatnym. Utopijna wizja Polski jako samodzielnie energetycznego kraju powoli odchodzi w siną dal. Przynajmniej ta oparta na modelu tradycyjnym. Mimo to i tak niektórzy są gotowi podtrzymywać fikcją, jaką teraz stała się budowa odkrywki „Złoczew”.
Jedno co jest pewne to to, że Polska musi przejść transformację energetyczną. Lata zaniedbań w opracowywaniu nowej jednolitej strategii, wymuszone silnym górniczym lobby, które zmiany chciało jak najdalej odsunąć w przyszłość, teraz mogą wyjść rządowi bokiem. Robienie dobrej miny do złej gry i obiecywanie energii nuklearnej nic tu nie pomoże. Z jednej strony głośno mówi się o inwestycjach w Odnawialne Źródła Energii, PGE GiEK ogłasza powolne plany odchodzenia od węgla, co ni mniej ni więcej oznacza rezygnację z odkrywki w „Złoczewie”, a z drugiej inwestor oficjalnie z ubiegania się o koncesję nie rezygnuje, a i rząd od stanowczych deklaracji stroni. Właśnie Naczelny Sąd Administracyjny, wbrew spodziewanemu werdyktowi, nie zamknął drogi do formalnej możliwości uzyskania koncesji na budowę odkrywki. Uchylił wyrok w sprawie unieważnienia studium gminy Złoczew. A to studium teren górniczy zakładało. Powstanie odkrywki, przynajmniej w sensie prawnym, dalej jest możliwe. Jest i trzeci aspekt tej sprawy. Mianowicie Antoni Macierewicz obiecuje:
„Dzięki naszym staraniom rząd podjął uchwałę, że do 2043 powstanie bełchatowska elektrownia jądrowa, która zapewni stabilność w regionie i zatrudnienie! Słowa uznania dla ministra Piotra Naimskiego za jego rolę w tym projekcie" – napisał w grudniu, a potem kilkukrotnie w wywiadach podtrzymywał zapewnienia, że elektrownia atomowa w Bełchatowie powstanie. Tej pewności nie mają w Ministerstwie Klimatu. Owszem, biorą pod uwagę taką lokalizację, ze względu na istniejącą infrastrukturę, ale jeszcze nie zdecydowali, bo na tapecie są trzy inne. Pomysł zresztą wcale nowy nie jest. O potencjalnym umiejscowieniu „atomu” w Bełchatowie już zaczęło się mówić jakiś czas temu.
Macierewicz powielił stary pomysł
- Kilka lat temu, cztery może pięć byłem na spotkaniu wraz z samorządowcami tutaj z rejonu kopalni „Złoczew” – wspomina Grzegorz Turalczyk, wójt Konopnicy.
- Nasza gmina co prawda nie leży na terenie planowanej odkrywki, ale jest taką przelotową. Wtedy przyjechał sekretarz stanu w randze wiceministra ochrony środowiska. Zwracał uwagę, że to kopanie dziury w ziemi, niszczenie środowiska, brak zgody z Unii Europejskiej. Wypowiadał się przeciw odkrywce, optował za stawianiem na inne źródła. Uważał, że można zmodernizować Bełchatów, a alternatywą miało być przerobienie piecy na węgiel kamienny i transport ze Śląska. Tłumaczył, że budowanie kolei ze Złoczewa jest zbyt drogie, to lepszą alternatywą byłoby wybudowanie elektrowni w Złoczewie niż transportowanie tego węgla do Bełchatowa. Podsumowanie tego wystąpienia było takie, że najlepszym rozwiązaniem, patrząc od strony ekonomicznej, byłoby wybudowanie elektrowni atomowej, ze względu na to, że mamy olbrzymi zbiornik chłodziwa, tak to określił. Najtańsza, najczystsza energia. Stwierdził, że będziemy szli w kierunku elektrowni atomowej - zaznacza.
To nie jedyny pomysł rządzących na rozwiązanie problemu tego, co będzie, gdy węgiel w Szczercowie się skończy. Wszak elektrownia, kopcąca czy nie, produkuje 20 proc. energii potrzebnej w kraju.
- Swego czasu, chyba w 2018 roku byłem na spotkaniu w Złoczewie. To było w trakcie kampanii wyborczej. Między innymi było obecnych sporo osób z kopalni oraz minister aktywów – relacjonuje Ryszard Turek, wójt Ostrówka.
- I on przedstawił nam taką hipotezę miksu energetycznego elektrowni atomowej, tradycyjnej z wykorzystaniem wszystkich frakcji węgla i brunatnego i kamiennego, a żeby zrekompensować emisję gazów i to wypośrodkować do tego dorzucone były odnawialne źródła energii. Miał oczywiści do tego wykresy – mówi.
- Z tego co wiem, to inne kraje od atomu odchodzą, a my dopiero zaczynamy. Podejrzewam, że zaczną się protesty i Greenpeace się tym zajmie – komentuje rewelacje Macierewicza.
Przeciwko proponowanej lokalizacji elektrowni atomowej pod Bełchatowem przemawia kilka czynników. Mimo tego, że w perspektywie lat kopalnia ma zostać zalana i powstanie wielki zbiornik, wciąż wody, aby ochłodzić reaktor, może być za mało. Na przeszkodzi mogą stanąć wstrząsy sejsmiczne. A poza tym wszystkim od energii atomowej na świecie się odchodzi. Przynajmniej tej opartej na rozszczepie atomów, a nad tą polegającą na syntezie wodoru, dopiero trwają prace. Dlatego samorządowcy w większości do tematu podchodzą sceptycznie.
- Czytałem na Twitterze te informacje o lokalizacji kopalni – zaznacza wójt Rząśni Tomasz Stolarczyk.
- Żadnych innych oficjalnych poza tymi, jako samorząd, nie mamy. Jeśli chodzi o samą lokalizację, czyli okolice Bełchatowa, to nie byłbym przeciwnikiem, bo to oznaczałoby rozwój regionu i zachowanie miejsc pracy dla mieszkańców. Czy to jest jednak technicznie możliwe trudno mi komentować, nie jestem specjalistą, aby to ocenić – mówi.
Oceniać tego pomysłu nie chce też Dominik Drzazga, burmistrz Złoczewa.
- Informacje o planach elektrowni atomowej trudno komentować. Jest priorytetowa bardziej dla władz Bełchatowa, ale uważam, że mieszkańców naszych terenów wypadałoby poinformować, że kopalni nie będzie. Każdy boi się powiedzieć wprost. Myślę, że to byłoby sprawiedliwe. Musimy mieć pomysł na naszą gminę. Zmienić program strategii rozwoju, bo przecież on się w ciągu ostatnich kilkunastu lat opierał o kopalnię odkrywkową węgla brunatnego – akcentuje.
Procedura przyznania koncesji dalej procedowana
Przez kilka ładnych lat część mieszkańców naszego regionu żyła nadzieją na powstanie nowej odkrywkowej kopalni węgla brunatnego w Złoczewie. Wcale niemała rzesza obywateli z dziada pradziada zamieszkująca tereny gminy Ostrówek i Złoczew w pokładach węgla pod ojcowizną widziała szansę na pozbycie się problematycznej i przynoszącej coraz mniejsze dochody gospodarki i okazję do rozpoczęcia wszystkiego w innym miejscu na nowo. Na zebraniach pojawiały się dwa zasadnicze pytania, mówi wójt Ostrówka: kiedy i za ile? Czyli kiedy będą kupować i za ile będą kupować. Sporo osób przewidywała dla siebie miejsca pracy. A miało ich być 2,5 tysiąca. Również samorządowcy planowali wydatkowanie przyszłych zysków. Tymczasem w związku z transformacją energetyczną kraju i ogromnymi karami, z jakimi musi się zmierzyć największy kopciuch Europy, za emisję CO2, inwestowanie w nową odkrywkę jest dla PGE GiEK nieopłacalne. Oficjalnej rezygnacji jednak nie ma. Są za to rządowe dokumenty i plany PGE, które jasno określają kształt przemian czyli odchodzenie od węgla. I niby wszyscy wiedzą, że odkrywki nie będzie, ale procedury idą swoim trybem.
- W zeszłym tygodniu dostałem pismo do publicznej wiadomości, że zgromadzono odpowiedni materiał dowody i Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska może wydać ostateczne decyzje – informuje Turek.
- Wcześniejsza, Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, pozytywna dla budowy odkrywki została zaskarżona w 2018 roku i od tego czasu GDOŚ co 3, 4 miesiące przesuwał termin wydania rozstrzygnięcia. Teraz po tym piśmie powinno to nastąpić w ciągu miesiąca. Gdyby się okazało, że Wojewódzki Sąd Administracyjny utrzyma ważność studium opracowanego przez gminę Złoczew z terenem górniczym, to wszystkie dokumenty do wydania koncesji będą już gotowe – zaznacza.
- W przypadku, gdyby wydano koncesje dla ludzi, którzy na terenach oznaczonych jako górniczy mieszkają, zrobiłoby się bardzo nieciekawie.
Właśnie dlatego z uznania skargi na decyzję Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego i skierowanie przez Naczelny Sąd Administracyjny do ponownego rozpatrzenia ważności studium, nie ucieszyło burmistrza Drzazgi. Podtrzymanie wyroku oznaczałoby koniec formalnych możliwości zdobycia koncesji. A teraz furtka cały czas stoi otworem. Samorządy są w kropce.
- Trudno powiedzieć, które nasze argumenty przekonały sąd do naszych racji, czekamy na pisemne uzasadnienie – zastanawia się burmistrz Złoczewa.
- Jesteśmy w bardzo zagmatwanej sytuacji prawno-administracyjnej. Wygląda na to, że obowiązuje nowe studium zakładające teren górniczy, skoro został uchylony wyrok, który je unieważniał. Przynajmniej tak ma się ta sprawa, według naszych prawników. W tym momencie możemy wydawać decyzje zgodnie z nowym studium. Ale co w przypadku, kiedy np. za pół roku zostanie zaskarżone? To jest paradoks. Sprawa będzie rozpatrywana ponownie, ale zakładamy, że Naczelny Sąd Administracyjny wziął pod uwagę fakty, których wcześniej nie brał Wojewódzki Sąd Administracyjny. Teraz decyzja może być inna. Załóżmy korzystna dla nas. Pewnie będzie zaskarżona. I znowu uchylona. My wydamy ludziom w oparciu o studium warunki, a studium za kilka miesięcy okaże się nieważne – mówi, a od tych zawiłości aż zwykłego człowieka może rozboleć głowa.
- Czekamy na ruch ze strony inwestora – podaje Drzazga.
- W tej chwili wydanie koncesji bez realnego planu budowy tej odkrywki to jest dobra decyzja z punktu widzenia inwestora. Natomiast z punktu widzenia mieszkańców tragiczna. 40 proc. gminy znalazłoby się na terenie, gdzie nie można by inwestować, rozbudowywać infrastruktury czy nawet naprawiać dróg. Dlatego liczę na odpowiedzialność rządzących, że podejmą słuszną decyzję.
Samorządowcy uważają, że ich teren powinien też uczestniczyć w ewentualnym rozdaniu środków na pomoc w transformacji energetycznej.
- Liczę na sprawiedliwą transformację. Gmina Złoczew przez 13 lat inwestowała w studium, w decyzje środowiskowe. Rezygnowaliśmy z inwestycji na swoim terenie, chociażby w drogi, mając na względzie, że powstanie tutaj kopalnia. Dlatego uważamy, że środki dla gminy wypływające ze źródeł przeznaczonych na transformację, powinny trafić również do nas – zaznacza Dominik Drzazga.
Na to, że węgiel spod Złoczewa kiedyś zostanie wydobyty szansy praktycznie nie ma. Wiedzą o tym mieszkańcy i zdają sobie sprawę samorządowcy. Niektórzy nie ukrywają rozczarowania.
- Mało kto wierzy, że ta kopalnia powstanie. Ja walczyłem, aby mi nikt nie zarzucił, że to przez moje zaniedbania do tego nie doszło – akcentuje burmistrz.
- Jako władza samorządowa zrobiłem wszystko. Gdy obejmowałem fotel burmistrza w 2018 roku, to byłem przekonany, że za kilka miesięcy zakończą się formalności i będzie wydana koncesja. Miałem w biurku projekt koncesji kilkusetstronicowy, oczywiście do uzgodnień. Teraz jako burmistrz widzę, że powstanie tej kopalni jest nierealne. Ale z punktu widzenia prawa i przepisów nic nie jest jeszcze przesądzone.
Oficjalnie energetyczny gigant ze starań się nie wycofał. W tym momencie wydanie koncesji to dla miejscowych katastrofa. W swoich domach i na swoich podwórkach nie będą mogli przeprowadzić nawet najmniejszej inwestycji.
- Spotykam się z ludźmi, część już zmieniła zdanie i nie chce, aby ta kopalnia powstawała. Rośnie zainteresowanie inwestycjami. Ludzie chcą budować osiedla domków, rozwijać swoje działalności. Pojawiły się nawet pomysły budowy farm fotowoltaicznych – wymienia Drzazga.
- Dla mnie interes mieszkańców jest najważniejszy i jeżeli będzie tego wymagał, to podejmę nawet najbardziej radykalne decyzje.
Burmistrz Złoczewa zwraca uwagę, że ze strony rządu i inwestora trzymanie tutejszych w niepewności to swego rodzaju nieuczciwość.
- Zdaję sobie sprawę, że od tego węgla trzeba odchodzić, tylko to jest pytanie do rządzących czy nas na to stać. I mieszkańcy powinni to wiedzieć, tak samo jak zatrudnieni w kopalni i w elektrowni, bo ludziom należy się możliwość zaplanowania przyszłości na dłuższa perspektywę niż 10 najbliższych lat.
Magdalena Lizurej
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze