Reklama

Dyrektorka bez kompleksów

O turnieju koszykówki we Francji, trwającej rekrutacji do szkół ponadpodstawowych, grze w szachy, Karolu Okrasie, zaletach młodzieży i…trampkach rozmawia Katarzyna Cieślik z Elżbietą Urbańską-Golec, dyrektorką Zespołu Szkół nr1 w Wieluniu.

Katarzyna Cieślik: Wróciliście dopiero co z turnieju koszykówki, który odbył się we Francji. Jak poszło uczniom i jakie wrażenia stamtąd przywieźliście?
Elżbieta Urbańska-Golec, dyrektorka Zespołu Szkół nr 1 w Wieluniu: Młodzież wieluńskich szkół ponadpodstawowych brała udział w turnieju zorganizowanym przez miasto partnerskie powiatu wieluńskiego - Estaires.  Był to międzynarodowy turniej koszykówki dla chłopców i dziewcząt z czterech państw, Polski, Niemiec, Belgii i Francji. Głównym celem tego spotkania była integracja młodszych mieszkańców miast partnerskich, ale też oczywiście rywalizacja sportowa. Turniej był na wysokim poziomie, miasto to słynie z koszykówki. Ostatecznie nie mieliśmy szans na wygraną, jeśli chodzi o drużynę dziewcząt, ale zajęły bardzo dobre, drugie miejsce. Natomiast chłopcy wywalczyli pierwsze miejsce i to jest też bardzo duży sukces. Nasza wizyta zaowocowała tym, że są kolejne plany organizacji wydarzeń sportowych dla młodzieży. Mogliśmy też zobaczyć, jak organizowana jest tam strefa sportowa, bo miasto jest dużo mniejsze od Wielunia, ale jeśli chodzi o bazę, a przede wszystkim zaangażowanie i popularyzację sportu znacznie nas prześciga.
Trwa rekrutacja do szkół ponadpodstawowych, na razie zakończyły się wybory preferencji szkół. Ile osób ubiega się o przyjęcie do ZS1?
Rekrutacja w tym roku jest dosyć ciekawa, ponieważ rekrutujemy dwa roczniki. Dzieci, które miały sześć lat mogły iść wcześniej do szkoły i teraz kończą szkołę podstawową, dlatego  kandydatów jest bardzo dużo. Ogromnie się cieszę, bo zauważyliśmy popularność i sens naszych działań promocyjnych. Aż tysiąc osób wzięło pod uwagę wybór naszej szkoły. Są takie kierunki, gdzie jest w tej chwili trzech kandydatów na jedno miejsce, np. technik logistyk, architektury krajobrazu, czy ekonomista. Zobaczymy, jakie będą ostateczne wyniki świadectw oraz egzaminów po szkole podstawowej. Wtedy wszyscy ci, którzy zdobędą powyżej 75 punktów będą mieli teoretycznie szanse na dostanie się do technikum. Miejsc mamy mniej niż kandydatów, w związku z tym zapowiada się gorący lipiec.
Dlaczego technikum ma sens?
Uważamy, że to hasło, które w tym roku nam się pojawiło wraz z pewnym odświeżeniem naszego logo, nie jest tylko zwykłym hasłem reklamowym. Kiedy była zmiana programów nauczania i wróciło pięcioletnie technikum, bardzo wiele osób wróżyło jego upadek. Tak naprawdę naukę, jeśli chodzi o kształcenie zawodowe, kończymy w klasie czwartej. Klasa piąta jest przygotowaniem uczniów wyłącznie pod względem matury, ale to też specjalizacja. Technikum ma sens, ponieważ przygotowuje kandydata, który jest gotowy na podjęcie studiów oraz do rozpoczęcia pracy. Posiada konkretny zawód, dyplom technikum lub branżowej szkoły I stopnia, ale też certyfikaty, dodatkowe umiejętności zawodowe. Młodzi ludzie po tych pięciu latach są również lepiej przygotowani do życia.
Po zakończeniu ZS1 mogą być też lepiej przygotowani do życia sportowego, bo od niedawna mają możliwość korzystania z nowej hali sportowej i boiska zewnętrznego. Jak się sprawdzają te obiekty?
Dzisiaj w ogóle zastanawiamy się, jak mogliśmy funkcjonować bez tych obiektów, w ciągu kilku tygodni przeskoczyliśmy z końcówki XX wieku w lata 20. XXI wieku. Policzyliśmy kiedyś z ciekawości, ile nam dała ta hala. Okazało się, że jeden sektor jest większy od naszej starej, największej sali gimnastycznej, czyli tak jakbyśmy zyskali trzy dodatkowe sale. Sprawdza nam się również boisko, które zostało wybudowane na starym parkingu. Młodzież może przede wszystkim ćwiczyć w lepszych warunkach, ale też te warunki sprzyjają rozwojowi i widzimy, że więcej osób chętniej ćwiczy.
Na boisku można też pograć w szachy.
Tak, to nasz pomysł autorski. Chcemy też bardzo promować aktywności umysłowe, w okresie pandemii nauczyciele w-f promowali naukę gry w szachy. Wbrew pozorom sporo młodych ludzi umie grać w szachy. Nasza szachownica to więc z jednej strony forma zabawy, ale też promocji. Na zajęciach praktycznych uczniowie pod okiem nauczyciela wykonali figury, które fajnie sprawdzają się w grze. Myślę, że będziemy mogli za jakiś czas organizować ciekawe eventy związane z tymi szachami zewnętrznymi.
Uczniowie ZS1 biorą udział, z powodzeniem, w wielu olimpiadach. Czy możecie jednak powiedzieć, że olimpiada ,,Buduj z Pasją” to takie wasze dziecko?
Bez wątpienia to nasze dziecko. To inicjatywa, która co prawda nie zrodziła się u nas, przejęliśmy ją od Krajowej Federacji Edukacji Zawodowej. Po zakończeniu jej działalności szukano w Polsce miejsca, gdzie będą najlepsze warunki do rozwoju olimpiady i znaleziono je właśnie u nas. Założyliśmy Stowarzyszenie Edukacji Budowlanej i do tej pory przeprowadziliśmy już, z dużym sukcesem, trzy edycje olimpiady. Uzyskaliśmy zgodę Ministerstwa Edukacji i Nauki, że uczniowie, którzy biorą w niej udział będą zwolnieni z części pisemnej egzaminu zawodowego. Działanie stowarzyszenia to nie tylko olimpiada, ale również organizacja Ogólnopolskiego Dnia Budowlańca i na ten cel uzyskaliśmy dotację z Powiatu Wieluńskiego. Stowarzyszenie to także spotkania dyrektorów szkół budowlanych z całej Polski, z przedstawicielami firm i to co nas też bardzo cieszy, to integracja środowiska szkół budowlanych z całego kraju. Myślę, że ta inicjatywa bardzo mocno pozycjonuje też Wieluń, który zaczyna kojarzyć się w regionalnym, jak i ogólnopolskim środowisku branży budowlanej jako lider. Jeśli chodzi o olimpiadę ,,Buduj z Pasją” to jest jedną z bardziej innowacyjnych olimpiad w Polsce. W tym roku do współpracy włączyła się również Politechnika Częstochowska, która zaproponowała tzw. indeksy startowe dla laureatów trzech pierwszych miejsc. Po ostatniej olimpiadzie mamy również głosy z Politechniki Rzeszowskiej. Myślę, że to będzie proces, działamy dopiero trzy lata, a efekty są zadowalające.
Nie tylko umiejętności zawodowe można rozwijać w ZS1, ale i artystyczne, czego przykładem jest niedawno zakończony projekt na Malcie i wystawienie sztuki w wersji filmowej.
,,Szekspir na Malcie” to był projekt realizowany w ramach Ponadnarodowej Mobilności Uczniów. Na podstawie opracowanego scenariusza, przez nauczycielkę języka angielskiego panią Magdalenę Pioruńską, została  uwspółcześniona wersja ,,Snu Nocy Letniej” i młodzież miała okazję wyjechać na Maltę. W ciągu dwóch tygodni uczniowie przede wszystkim uczyli się języka angielskiego. Codziennie uczęszczali do szkoły językowej, część uczniów na miejscu zdobyła certyfikat B2, a finalnie nakręcili też film w pięknym ogrodzie królewskim niedaleko Valetty. Tego typu projekty to popularyzacja języka angielskiego, ale chodzi też o pewną otwartość na świat. Nie tak dawno grupa 30 uczniów (z różnych kierunków) wróciła z Grecji, z Erasmusa. W ankiecie ewaluacyjnej wszyscy wskazywali na podnoszenie umiejętności zawodowych, ale także poznawanie innej kultury i właśnie otwartość na świat.
Niedawno w szkole gościł znany kucharz, Karol Okrasa. Co dają uczniom spotkania z osobami, które już odniosły sukces zawodowy?
To jest bez wątpienia autorytet i nie tylko dla młodzieży, ale również ludzi dorosłych, pewnie że jest też trochę celebrytą, natomiast od Karola Okrasy można się wiele nauczyć i była to świetna lekcja dla młodych ludzi. Przekazał im, że jeżeli mają pasję, muszą bardzo ciężko pracować, by osiągnąć swój cel. Zwrócił też im uwagę, że zawód, który wybrali jest zawodem niezwykle interesującym, ciekawym, dobrze płatnym, bo opowiadał też o możliwościach kariery finansowej. W tym miejscu chciałabym także podziękować wszystkim, którzy nas wsparli w tym konkursie. To była pierwsza edycja, ale na pewno nie ostatnia. Oprócz Karola Okrasy, było również pięciu innych świetnych kucharzy, np. Sebastian Michalczyk, który jest absolwentem ZS1 i jednym z bardziej znanych w Polsce mistrzów kuchni hiszpańskiej. Zawsze, kiedy go potrzebujemy, wspiera nas. Był również Artur Gołąbek, który jest już w zasadzie trenerem nauczycieli z naszej szkoły, ponieważ bardzo często przyjeżdża szkolić kadrę.  Spotkania z autorytetami nie tylko uatrakcyjniają kształcenie zawodowe, ale myślę, że przede wszystkim pokazują młodym ludziom pewną drogę, ścieżkę rozwoju zawodowego.
Zarządza pani największą placówkę oświatową w powiecie wieluńskim. Za co pani lubi młodzież, a za co panią może młodzież lubić?
Pewnie będzie to dokładnie to samo. Praca z młodzieżą jest pracą bardzo wymagającą. Najbardziej podoba mi się to, że wzajemnie sobie coś dajemy i coś od siebie bierzemy. Bardzo lubię pracę z młodzieżą, to jest jak zastrzyk nowej energii. Lubią ludzi autentycznie zaangażowanych i potrafią to naprawdę w jakiś sposób docenić, ale młodzież to przede wszystkim jest siła kreatywności, siła rozwoju i uśmiech, poczucie humoru, a to jest sposób na pokonywanie wielu trudności w moim przypadku. Lubię przebywać z nimi, bo mają też inny punkt widzenia na bardzo wiele rzeczy i często mają rację. Trudne momenty to są te, kiedy próbujemy im wytłumaczyć, dlaczego czegoś nie można zrobić. To, co też najbardziej fascynuje mnie w tej pracy i pozwala trwać to jest właśnie kontakt z młodymi ludźmi, to jest coś nieocenionego i w zasadzie niewycenionego również.
Jaki powinien być dyrektor we współczesnych czasach?
Nie mam pojęcia (uśmiech). Myślę, że każdy z dyrektorów buduje w jakimś sensie swój styl pracy, zarządza szkołą na swój sposób. Są dyrektorzy, którzy tworzą ją na podstawie jakiegoś bardzo silnego autorytetu, są tacy, którzy stawiają na rozwój. Moim zdaniem ważna jest współpraca i umiejętność słuchania innych ludzi. Budowanie relacji jest niezwykle istotne, w momencie kiedy się burzą, w zasadzie upada cała z trudem budowana struktura. Trzeba mieć umiejętność dystansu i mieć życie poza dyrektorowaniem, czyli jakąś pasję, odskocznię, w której można złapać ten dystans. Bycie dyrektorem w obecnych czasach jest bardzo trudne, dlatego że musimy z jednej strony realizować politykę oświatową państwa, ale z drugiej pracujemy w określonym środowisku, z określonymi ludźmi i spotykamy się z takimi sytuacjami, które prawo nie zawsze do końca określa. Trzeba być bardzo ostrożnym, uważnym, żeby komuś nie zrobić krzywdy. Mamy też niezwykłe zadanie związane z tym, że przygotowujemy młodych ludzi, jak w moim przypadku, do zawodu, do dalszego życia i to jest bardzo odpowiedzialna rzecz. Dzisiaj często się słyszy, że młodzież jest źle wychowana, leniwa. Myślę, że zmieniają się czasy, natomiast zawsze tak było, że starsi narzekają na młodych, a cała sztuka polega na tym, żeby mimo trudności, wszystkich zmian po prostu trzeba robić swoje.
W pracy dyrektora ważny jest też wizerunek zewnętrzny. Panią dyrektor często można zobaczyć w trampkach. Preferuje pani obuwie sportowe czy raczej buty na obcasie?
Zdecydowanie wolę przychodzić do szkoły w wygodnym obuwiu, ale oczywiście zależy to od sytuacji. Do każdego spotkania jest określony dress code i do niego się dostosowuję. Staramy się budować wizerunek szkoły, która jest szkołą w miarę podążającą za nowoczesnością, współczesnymi czasami i bez kompleksów. Zawsze mówię do młodych ludzi, czy nauczycieli, że nie powinniśmy mieć kompleksów wobec dużych ośrodków. Bardzo lubię sportową elegancję, ale oczywiście w szafie mam i szpilki, i garnitur, ale są też trampki, strój sportowy. Staram się być sobą i po prostu czuć się w każdej sytuacji wygodnie.
Jaka jest pani dyrektor Urbańska-Golec poza murami szkoły?
Bardzo często zmęczona (śmiech). Bez wątpienia stosuje taką zasadę my home-my castle, czyli mój dom-mój zamek.  Staram się  oddzielać życie zawodowe od prywatnego.
To się udaje?
Nieźle mi to idzie. Mam zainteresowania związane przede wszystkim z zakładaniem ogrodu, wyciszam się, uspokajam podczas pracy w ogrodzie, to jest moja odskocznia. Moje życie jest oczywiście bardzo intensywne, sporo podróży, różnych innych zadań, szczególnie związanych z zawodem, ponieważ jestem członkiem Rady Dyrektorów Szkół Zawodowych, sektora Rady Nowoczesnych Usług Biznesowych przy PARP-ie, która ma siedzibę w Lublinie, wiceprezesem Stowarzyszenia Edukacji Budowlanej i jeszcze kilka innych fajnych aktywności. Ważne jest jednak to, że wszędzie, gdzie jadę, spotykam ludzi aktywnych, pozytywnych, interesujących i wzajemnie wymieniamy się tą energią. W wolnej chwili bardzo dużo też czytam i czasem zdarza mi się zagubić w kolekcji Netflixa, dlatego nie potępiam młodzieży, która zarywa noce na sezon jakiegoś serialu.

Katarzyna Cieślik
[email protected]

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości